You are not connected. Please login or register


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 1 z 1]

1 Plaża on Sob Lis 17, 2012 3:45 pm

    Praktycznie każdy Utalentowany w wolnej chwili lubi tu przyjść, a wodni mają jakąś manie, lepiej na nich tu uważać.

Zobacz profil autora

2 Re: Plaża on Pią Gru 14, 2012 4:15 pm

///////////////

Ćwiczenia polimorfów różniły się od ćwiczeń wszystkich innych grup, co jedynie świadczyło o naszej odrębności i zajebistości. Na czym polegała dokładniej ta różnica? No nie sposób było do każdego z nas podejść indywidualnie, kiedy jedno zamieniało się w słonia, a drugie w mrówkę. (W ogóle wiecie, że słonie na serio boją się mrówek? Oglądałem raz Pogromców Mitów i tam to wszystko udowodnili. A potem, kiedy nadal nie chciałem wierzyć, złapałem Ninę Słoninę i dokładnie wybadałem ją na temat mrówek ("Gadaj słoniu czego się najbardziej boisz to oszczędzę twoje śniadanie!"); w zasadzie lepiej by było jakbym napuścił na nią jakąś mrówkę, ale niestety nikt się nie zamieniał w takie małe stworki, a szkoda - mógłbym się z nich śmiać). Na czym to ja... A, na indywidualnych tokach nauczania (zawsze kojarzyło mi się to w zasadzie z jakąś niepełnosprawnością). No więc nie dość, że zazwyczaj dzielono nas na małe i duże stwory, na chodzące, pływające i latające, to ja miałem jeszcze jedną taką dodatkową grupę. Ponadprogramową. Bo zamieniałem się w mityczne stworzeni. Hehehe, to dopiero jest zajebiste. Jak tylko odkryłem swój talent to pyszniłem się jak mało kto i, hehehe, straszyłem chyba dwadzieścia razy dziennie wszystkich tych którzy się dali. Później się już przyzwyczaili, ale nie powinni być na mnie wcale źli. Prędzej wdzięczni! Że dzięki mnie mieli możliwość zobaczenia prawdziwego KRAKENA. Ilu żywych może się tym pochwalić, hę?
W końcu dotarłem na początek plaży gdzie ludzie stali poustawiani w grupkach jak do odstrzału. Ja nie zamierzałem. Nigdy nie przyłączałem się do tych pseudoznajomych. Wolałem siedzieć sam i olśniewać swoją zajebistością.
No ewentualnie pogadać z ojcem. Albo z Nikitą.
- Siema - kiwnąłem na niego głową.

Zobacz profil autora

3 Re: Plaża on Pią Gru 14, 2012 4:57 pm

Stałem sobie boso na granicy fal i patrzyłem na morze myśląc o różnych sprawach. W przeciwieństwie do niektórych dzieciaków z Rezydenci, ja uwielbiałem nasze treningi. W końcu czyż nie po to się tu wszyscy znaleźliśmy? Żeby poznawać i uczyć się jak opanowywać nasze moce? Ah, gdyby nie to pewnie siedziałbym teraz w kokpicie szkoleniowego SU-27 i przygotowywał się do startu... Ale nie, nie mogłem powiedzieć, żebym jakoś bardzo żałował tej straty. Chyba umiałem po prostu adaptować się do nowych sytuacji. Tu, w Rezydencji, też czułem się szczęśliwy. Czasem tylko wspominałem to, co mogłem i chciałem osiągnąć jeszcze kilka lat temu...
Z zamyślenia wyrwał mnie znajomy głos. Obróciłem się i uśmiechnąłem lekko, skinąwszy mu głową na powitanie.
-Hej. - rzuciłem spoglądając na niego krótko, a potem przenosząc spojrzenie na resztę polimorfów, którzy stali w tych swoich podgrupkach rozmawiając albo i nie. Cóż, my z Lucky'm mieliśmy o tyle lepiej, że nasza podgrupka była bardzo elitarnie dwuosobowa. I zawsze jakoś tak wychodziło, może dlatego, że byłem reprezentantem, albo dlatego, że zmienialiśmy się w naprawdę wielkie bestie, że byliśmy swego rodzaju wodzirejami treningów. Dziś pewnie nie będzie inaczej.
-To co, gotowy na małą kąpiel? - zapytałem naszego krakena, dając spokój przyglądaniu się reszcie. Mnie samego już niemalże świerzbiło, żeby się przemienić i poszybować trochę w przestworzach, postrzelać ogniem i może nawet trochę poszpanować jakimiś akrobacjami?

Zobacz profil autora

4 Re: Plaża on Pią Gru 14, 2012 10:01 pm

W zasadzie z ruska był dziwny gość i gdyby nie to że niemal nieustannie mieliśmy razem zajęcia pewnie nigdy bym do niego nie podszedł. A może to wcale nie dlatego, że był dziwny, a dlatego, że ja zazwyczaj do nikogo nie podchodzę, nie ważne czy wydawał się wspaniały czy okropny. Czy miał pięć nóg czy osiemnaście, czy pluł kwasem, czy miał pedalskie wróżkowe skrzydła. Hahaha, kiedyś dawno temu kiedy jeszcze nie okryłem swojego talentu (przeszło dwa lata! czy to nie wieczność?) Happy próbowała mi kiedyś wmówić, że moim talentem jest bycie wróżkiem. Na samym początku podmieniła mi wszystkie ubrania tak żeby wyglądały na za duże. Potem zaczęła sypać brokat na moją pościel kiedy spałem i wmawiała, że to mój magiczny pył, który unosi się nade mną kiedy śpię. Największym przegięciem było jednak to kiedy namówiła wszystkich znajomych by zachwycali się jakie to ja mam piękne skrzydła (tata akurat wtedy pojechał gdzieś na ryby - podobno - bo gdyby był to pewnie by jej na to nie pozwolił). Byłem naprawdę bliski załamania nerwowego przez moją głupią siostrę, na szczęście przyznała się do kłamstwa kiedy zagroziłem, ze skoczę z dachu by sprawdzić moje nowe skrzydła. Hehehe, na początku nie chciała oczywiście wierzyć, ale kiedy chciałem potrafiłem być przekonujący.
No i potrafiłem też całkiem zbaczać z tematu. Jestem nad jeziorem. Przed treningiem. Podchodzę do Nikiego. Mówię cześć, on mi odpowiada. Pyta.
- Jak zawsze: w każdym miejscu, o dowolnej porze - odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Woda była moim żywiołem (choć byli i tacy, którzy uważali, że jednak nie do końca - a ja na to, chuj wam w de). Mogłem całe godziny i dnie spędzać łapiąc mackami wszystko to co mi się nawinie pod... no pod macki. A zdziwilibyście się ile rzeczy może być w jeziorze. - Hehe, ale ostatnio miałem wpadkę, mówię ci, koleś. Byłem w kuchni... ee, no nie ważne dlaczego. Z taką jedną laską. Yyy... No nie ważne co robiliśmy, ale ona do mnie w pewnym momencie, że zna taekwondo! To ja do niej, pokazuj! No i pokazała, ale jak się wczułem to zaraz zamiast ciosu ręką rozbiłem macką cały stół. Może słyszałeś, bo dyrektorka szuka winnych. Nie wydasz mnie co? - Nie byłem typem, który opowiada o sobie na prawo i lewo (no dobra, nie chciałem być), ale niektóre osoby mają w sonie takie coś, nazwijmy to wewnętrznym słuchaczem, że od razu chciało się przy niej nawijać nawet o najmniej istotnych rzeczach.

Zobacz profil autora

5 Re: Plaża on Sob Gru 15, 2012 9:24 pm

Bądź sobie mutantem, mówili. Będzie fajnie, mówili.
Pamiętam, że jak byłem mały, to całkiem lubiłem komiksy o superbohaterach. Nic dziwnego, skoro każdy koleś z racji posiadania nadnaturalnej mocy otrzymywał +10 do muskulatury, a te wszystkie ekstra laski chodziły w obcisłych, lateksowych kostiumach. Gdyby tutaj było tak różowo, to serio, nie miałbym na co narzekać, ale mięśni nie przybrało mi się ani trochę, a dziewczyny chodzą co najwyżej w miniówkach. I z rana trzeba spędzić kilka godzin na uczeniu się, jak zmienić się w kundla, chociaż mnie na przykład bardziej interesuje, jak się w niego nie zmieniać.
W sumie dopiero na plaży dotarło do mnie, że chyba pomyliły mi się dni tygodnia (znowu) i trafiłem na trening grupy o wyższym poziomie wtajemniczenia (znowu). Nie chcąc się (znowu) narazić na upokorzenie, postanowiłem sprytnie udawać, że tak miało być.
- O, cześć - zawołałem i chyba wyszło mi to całkiem nonszalancko. - Co za przypadkowe spotkanie. Bo jestem tu całkiem przypadkowo, wiecie, i byłbym tu nawet wtedy, gdybym nie musiał. A jak wiadomo, nie muszę, więc wszystko się zgadza.
Kurna, ja to jednak mam talent aktorski.

Zobacz profil autora

6 Re: Plaża on Wto Gru 18, 2012 4:04 pm

Lucky miał bardzo chaotyczny sposób wypowiedzi, który w połączeniu z moim wcale nie najlepszym angielskim sprawiał, że trochę się gubiłem w tej jego historii. Ale chyba nie ja jedyny miewałem z tym problem. Czasem miałem wrażenie, że to, że my się tu w ogóle wszyscy jesteśmy w stanie jakoś w miarę sensownie dogadać, to cud albo zasługa czyichś nadprzyrodzonych zdolności i w zasadzie obie wersje były równie prawdopodobne.
-Jasne, nikomu nie powiem. - odparłem, kiwając uspokajająco głową. Może reprezentanci innych grup byli wrednymi donosicielami ale na pewno nie ja. Raczej zawsze starałem się wywalczyć coś ciekawego dla reszty moich kolegów i koleżanek no i pomagać im jak umiałem najlepiej, chociaż sam przecież nie miałem jeszcze swojej mocy całkiem pod kontrolą. Dlatego też nie rzuciłem teraz Luckiemu jakąś oczywistością w stylu "Och, ale musisz uważać, wiesz jakie to niebezpieczne!". On o tym wiedział, jak z resztą każdy z nas. Nie było sensu drążyć takiego tematu. W końcu wszyscy staraliśmy się jak najlepiej opanować swoje moce.
-O, cześć Nebeel! - przywitałem się i wyciągnąłem rękę do holendra, który właśnie próbował udawać, że go tu nie powinno być. Uniosłem brwi, rozbawiony tą jego postawą.
-Powiadasz? Zupełnie przypadkiem? - zakpiłem lekko -No, ale to się dobrze składa bo przydasz nam się jak nic. - dodałem, choć szczerze powiedziawszy nie wiedziałem, jaki plan na trening przygotował nam dzisiaj nasz opiekun. A może raczej, nie wiedziałem jaki konkretnie. Powiedział mi tylko, że obecność moja i Lucky'ego będzie absolutnie kluczowa. Cóż... spodziewałem się, że pewnie znów będziemy odgrywać rolę czarnych charakterów - groźnych bestii przed którymi trzeba się bronic i z którymi trzeba walczyć. No i z jednej strony nie dziwiłem mu się, że tak rozplanowywał nasze zajęcia - ja i Pumpkin nadawaliśmy się do tego wprost idealnie. Wielcy, silni, realnie groźni. Chociaż mi może trochę brakło zapału do atakowania kogokolwiek. No i zawsze taki niemalże realistyczny trening a świeżym powietrzu był ciekawszy, niż tor przeszkód. Jednak ogień i gigantyczne macki działały motywująco na polimorfów i ich wysiłki w nie-daniu-zrobienia-z-siebie-breji.

Zobacz profil autora

7 Re: Plaża on Wto Gru 18, 2012 5:37 pm

Hehehe, śmiałem się na głos. Pewnie byłoby lepiej, gdyby Nikita śmiał się ze mną, ale zdążyłem się już przyzwyczaić do tego, że nie rozumiał połowy tego do co niego mówiłem. No ale drugą rozumiał, więc nie ma na co narzekać. Ja tam lubiłem mieć się przed kim wygadać, pochwalić - i nieważne ile z tego będzie zrozumiałego. Przynajmniej Nikita nie wali na prawo i lewo jakimiś frazesami z dupy wziętymi, jak to ma być a jak nie i co powiedział grecki filozof. Za to go lubiłem. I może jeszcze za to, że był wyjebistym feniksem. Prawie takim jak ja krakenem.
Wczułem się trochę w swoją opowieść i przypomniałem parę ruchów jakie nauczyła mnie Thelma, ale w ostatnim z nich znów niechcący zamieniłem rękę w mackę, która sama nie wiem kiedy oplotła stojące niedaleko uschłe drzewo.
- Ożeszkur... - wymruczałem pod nosem i zacząłem zwijać w swoją stronę mackę, która jak na złość znów nie chciała się normalnie przemienić w rękę. Zupełnie nie panowałem nad połowicznymi przemianami, ale przynajmniej jak już się cały przemieniłem to czułem się jak ryba w wodzie. I nie jest to przenośnia. - Siema Nebeel - też się przywitałem nadal zajęty swoją macką. - Skoroś taki chętny na treningi to już wiem kto dostanie wycisk! - zawołałem ucieszony. Dawanie wycisku to moje hobby, a kiedy jeszcze robiłem to całkiem legalnie to już całkiem. Nawet moja macka się cieszyła bo zaczęła się wywijać jak opętana. Co za szmata. Weź tu próbuj utrzymać reputacje, że doskonale sobie radzisz z talentem kiedy dzieją się takie, a nie inne rzeczy.
W końcu jednak sobie z nią poradziłem i miałem piękną brązowiutką rączkę. Mówiłem już, ze jako kraken byłem z lekka niebieski? Odlot nie? Najlepszi x-meni byli niebiescy. Bestia, Raven.
- O jest ojciec - kiwnąłem w stronę lasu skąd wylazł Saturn Pumpkin - opiekun polimorfów. Ma się te chody, ehehehe. Cóż, wyglądał jak to on. Niezbyt przyjaźnie, ale człowiek do wszystkiego może się przyzwyczaić w ciągu 15 lat. Gorzej z resztą ludziów.

Zobacz profil autora

Sponsored content

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 1 z 1]

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach