You are not connected. Please login or register


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 1 z 1]

1 Korytarze on Sob Lis 17, 2012 3:28 pm


    Idzie się pogubić, bo numerki klas nie są uszeregowane w żaden sposób.

Zobacz profil autora

2 Re: Korytarze on Sob Gru 15, 2012 9:47 pm

Szedłem korytarzem. Powoli, może nawet zbyt powoli, jednak ja nigdy się nie spieszyłem... no, może nie nigdy, ale na pewno bardzo rzadko. Pod pachą ściskałem książkę - tą samą, którą zabrałem z biblioteki podczas krótkiego spotkania z Derekiem - grubą powieść sf, która miała być dla mnie inspiracją do dalszych wynalazków. W istocie tak właśnie było. Już ściskałem w palcach malutkie urządzenie. Co prawda nie było jeszcze gotowe, ba, wiele brakowało mu do doskonałości, ale i tak byłem z siebie dumny. Nawet nie zauważyłem, kiedy przystanąłem w miejscu. Zmarszczyłem brwi i dalej wyliczając coś pod nosem spojrzałem w sufit. Jednym palcem poprawiłem okulary, po czym głośno westchnąłem. Przymknąłem na moment oczy. Głowa mnie już bolała od tego wszystkiego, ale obiecałem sobie, że tym razem dowiem się w czym leży problem i jak najszybciej go naprawię. W końcu nigdy nie wiadomo kiedy mi się co przyda, a TO urządzenie mogło być bardzo pomocne w wielu sytuacjach. Opuściłem głowę w końcu uchylając powieki. Rozejrzałem się dookoła, zatrzymując spojrzenie na jednej ze znajomych twarzy. Nieco nieśmiało, może trochę zbyt sztucznie, uniosłem jedną rękę w geście powitania, dodatkowo skinąłem głową, ba, nawet wyrzuciłem z siebie krótkie.
- Cześć... - książka wypadła mi spod pachy, a okulary ponownie się zsunęły. Matko, byłem świetny w tej grze, musiałem wyglądać wyjątkowo żałośnie, niegroźnie, czyli dokładnie tak, jak chciałem wyglądać. Czasem zaskakiwałem sam siebie. Zerknąłem w dół, na egzemplarz leżący u moich stóp.

Zobacz profil autora

3 Re: Korytarze on Nie Gru 16, 2012 11:54 am

Gdzie ja jestem. Środek piekła, właśnie tam mnie wciągnęli. Szkoła wielka, ograniczeni psychicznie ludzie mijając mnie na korytarzu zadają sobie to samo pytanie. Chociaż wszyscy oni tak niepodobni do mnie są. Gdzie ja jestem, cóż robię tu. Po co zgadzam się na to, by uczestniczyć w tym cyrku rozmaitości.
Mam trochę inne potrzeby niż oni, tak mi się wydaje, tak chciałbym by była to prawda - ileż włożę wysiłku, by nie zostać porównanym do tych tu. Przychodzę tu po poradę natury prawniczej, chociaż nie mamię się prawdę mówiąc, wyobrażeniem, że ta wizyta coś zmieni. Jestem tylko ciekawy, badam teren.
Wtem doceniam możliwość bycia anonimowym. Jest mi z tym dobrze, nie otwieram się na zbyteczne odbieranie powierzchownych sygnałów z zewnątrz. Ludzie przestają być czymś nader istotniejszym od cieni przemykających pod nosem, kieruję swe kroki do miejsca, które wskazał mi jeden z nich. Szukam tego człowieka, który odpowie na moje pytanie. Kobieta. Jakże bym mógł żywić jeszcze mniejszą nadzieję, gdy zorientowałem się, że to kobieta. Chciałem zawrócić, pogrzebałem już nadzieję na uzyskanie jakiejkolwiek istotnej informacji, zachłysnąłem się nagle powietrzem odbijanym o kolumnę pieszych.
- Mieszkasz w tym przybytku rozmaitości - zdziwił mnie ten fakt, choć sam nie wiem dlaczego. Czy już sam Antoni nie jest rozmaitym średniakiem, czy nie wpasował się idealnie w foremkę tej budowli. Rzuciłem mało zainteresowany wzrok na książkę, którą podnosi. Zapewne coś fantastycznego, ludzie pokroju pospolitego lubują się w kłamcach do poduszki. Nic mnie to nie interesuje.
Antoniego zdarzyło mi się poznać pewien czas temu, nie wspomnę tego ni dobrze, ni nie będę narzekał. Prysła moja bańka anonimowych odwiedzin - cóż począć, elementy lubują się w destrukcji logiki.
- Gdzie pokój dyrekcji, albo opiekunów, jakimi tu ich zwiecie- zadaję pytanie, oczekując odpowiedzi klarowniejszej od słów wcześniejszej dziewczyny. Chociażby ona miała dać mi podstawy do zwątpienia w inteligencję podstawową, udzieliła mi informacji co do poziomu wykształconej inteligencji, której mógłbym się spodziewać u celu mej podroży - poznałem wprawdzie płeć mojego rozmówcy. Teraz chciałem jednak tylko upewnić się, czy usytuowanie przestrzenne nie zwiodło mnie przypadkiem na ostatnim zakręcie. Zupełnie nie przeszło mi przez myśl, by zapytać jaką włada mocą, wprawdzie znałem powód umiejscowienia tu tak wielu różnych ludzi. Niby sam powinienem był tu zostać, ale kto mi rozkaże.

Zobacz profil autora

4 Re: Korytarze on Nie Gru 16, 2012 4:19 pm

Głośno westchnąłem schylając się po książkę. Jakbym się tak dłużej nad tym wszystkim zastanowił to... Derek miał rację - rzeczywiście przydałby się ktoś, kto nauczyłby mnie poszanowania dla literatury.
Niestety, nie było teraz czasu na rozmyślania. Podrapałem się po potylicy słysząc słowa chłopaka. Od początku wydał mi się dosyć... oryginalny i teraz już wiedziałem, że nie myliłem się co do jego osoby.
- Taak... Mieszkam. - mruknąłem w odpowiedzi. Pokiwałem nawet delikatnie głową. Zacisnąłem palce jednej dłoni na książce, w drugiej trzymałem motylka - mój nowy gadżet.
- Eee? - zapytałem niezbyt mądrze, po czym powodziłem wzrokiem dookoła. W zasadzie nie byłem do końca pewny gdzie jest ten cały pokój dyrekcji, czy opiekunów, ale przecież nie mogłem się do tego przyznać.
- To gdzieś... - zamyśliłem się na moment po czym machnąłem jedną ręką w bliżej nieokreślonym kierunku - ...tam. Zresztą mam trochę czasu, mogę cię zaprowadzić. - pokiwałem czerepem. A co mi tam, może dowiem się czegoś ciekawego, bo przyznam szczerze, że Humphrey trochę mnie intrygował. Był kolorem pośród szarej masy. Nie wiedziałem tylko jaką mógłby przyjąć barwę i chyba właśnie tego chciałem się dowiedzieć...
- Chodźmy. - kiwnąłem głową i ruszyłem wzdłuż korytarza. Wcisnąłem książkę pod pachę ponownie wracając do obserwacji motylka, chociaż kątem oka starałem się zerkać na mojego towarzysza.
- Bardzo nietaktowne i wścibskie będzie jeśli zapytam po co chcesz odwiedzić dyrekcję? - może nie powinno mnie to obchodzić ale... byłem CIEKAW, po prostu. Każdy jest czasem czegoś CIEKAW, ba, mówią nawet, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Tyle, że ja nie wierzyłem w piekło.

Zobacz profil autora

5 Re: Korytarze on Pon Gru 17, 2012 12:18 pm

A po cóż komuś pokroju Antoniego poszanowanie do literatury? To nie jego sprawa grzebać w wierszem zapisanych linijkach, on ma inne sprawy mieć na głowie. W głowie właściwie. Moim zdaniem ludzi renesansu już nie ma, a jeżeli są, to są jedynie marnymi podróbkami wzorów sprzed lat. Nie potrzeba nam tu wszechstronnie rozwiniętych półgłówków nieznających się na ambitniejszej sztuce, za to umiejący zarazem przyrządzić obiad jak i zmontować zegarek. Każdy powinien mieć swoje zadanie, przy czym nie można popadać w skrajności. Nikt nie powinien się uzależniać od kogoś innego. Gra pozorów, które zachowuje Burkey godna podziwu, nabrałem się.
Motylka, na którego nie zwróciłbym większej uwagi, lecz zainteresowanie nim mojego przewodnika po tych okręgach piekielnych - istnego Wergiliusza, zwróciło moją uwagę. Symbol rozumu z maszyną zamiast mózgu prowadzący mnie, kimkolwiek jestem: czyż nie pięknie układa nam się znana powszechnie historia. Bałbym się spotkać Beatrycze, bałbym się tych słów które w me usta włożyły średniowieczne palce. I rozgrzanego serca. Do czerwoności.
Tylko jak ktoś, kto nie wierzy w to w czym istnieje, może być dobrym przewodnikiem?
Przyzwyczajony do tego, że nie interesują mnie losy ludzi, musiałem często spotykać się z nadmierną ciekawością ze strony innych. Tak odmienną od mojego braku zainteresowania, że aż bolała mnie głowa. Nie mogłem pojąć dlaczego niektórzy tak męczą się by wypełnić swoją przestrzeń umysłową bezużytecznymi informacjami. Jednakowoż kiedy pomyślę, że żyję w świecie w którym ludzie spędzają czas czytając kłamliwe bajki, karmią się plastikiem i chorymi nadziejami: wszystko zabiera nabierać logicznego acz absurdalnego sensu.
- Tak - odpowiedziałem, lecz zniewolony powszechnie uznanym dobrym wychowaniem (które przecież nie mogłoby znieść piętnastominutowej ciszy), musiałem po znaczącej (mój dodatek) chwili milczenia dodać - Co to za gadżet?

Zobacz profil autora

6 Re: Korytarze on Pon Gru 17, 2012 6:25 pm

Wzruszyłem ramionami. Nie zwykłem na nikogo naciskać - jeśli nie chciał mówić, ja nie pytałem. Uchyliłem usta, z początku chcąc zbyć go kilkoma niezbyt składnie dobranymi słowami, jednak ostatecznie przewróciłem w palcach motylka. Ten przetoczył się na moją rozłożoną dłoń tak, że można było oglądać go w pełnej okazałości. Może nie do końca przypominał przybraną w skrzydła kwintesencję piękna, ale jakoś podobała mi się ta nazwa. Z pewnością brzmiała dużo lepiej niż mucha, czy pchła, do których ta machina była dużo bardziej podobna.
- To jest motylek. Urządzenie szpiegowskie. Pomyślałem, że może się kiedyś przydać... - na moment zamilkłem. Może i dziwnie to brzmiało, jednak po krótkiej chwili dodałem - ...Rezydencji. - oczywistym jest, przynajmniej dla mnie, że akurat tym nie zamierzałem się z nikim dzielić. Miał służyć MNIE, do MOICH celów. Ale nikt inny nie musiał o tym wiedzieć.
- Jest tak mały, że może wślizgnąć się w zasadzie wszędzie i nie zostać zauważonym. Przetwarza i obraz i dźwięk, jest tylko jeden problem, nie wiem dlaczego, ale zamiast od razu wysyłać wszystkie informacje na mój telefon, przechowuje je w swojej pamięci, przez co nie mogę zamontować procesu autodestrukcji. Tak na wszelki wypadek, gdyby jednak został zauważony. Muszę mu się dokładniej przyjrzeć, bo mam wrażenie, że jestem już blisko rozwiązania tego problemu... - kiwnąłem głową tak energicznie, że okulary ześlizgnęły mi się na czubek nosa. Poprawiłem je jednym palcem, jak to zresztą miałem w zwyczaju, i zerknąłem na Humphreya. Przyglądałem się jego twarzy, bo szczerze powiedziawszy byłem ciekaw jak zareaguje na mój nowy gadżet. Opinie innych, jeżeli chodzi o moje wynalazki, zawsze mnie interesowały, bo zdarzało się, że niektórzy mieli całkiem niezłe, nowatorskie pomysły na różne udoskonalenia. Czasem zadziwiali nawet mnie, bo, przyznam szczerze, na niektóre rzeczy nigdy bym nie wpadł. Może dlatego pogrążałem się w literaturze sf, gdzie aż roiło się od dziwnych machin...
- Co o tym myślisz? - zapytałem. Nie czekałem jednak na odpowiedź. Zamiast tego machnąłem ręką i zatrzymałem się. Ostatni raz spojrzałem na chłopaka, po czym kiwnięciem głowy wskazałem mu jedne z drzwi.
- Tutaj. - mruknąłem. Delikatny uśmiech wpełzł na moje usta, skinąłem łepetyną i rzuciłem na pożegnanie.
- No to do zobaczenia. - a później odwróciłem się i ponownie poświęcając całą swoją uwagę "motylkowi" poszedłem... sam nie wiem gdzie...

/zt

Zobacz profil autora

Sponsored content

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 1 z 1]

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach