You are not connected. Please login or register


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 1 z 1]

1 Kuchnia na parterze on Sob Lis 17, 2012 2:34 pm

    Pewnie jesteś głodny. Próbój szansy, może coś dorwiesz. O ile się wciśniesz.

Zobacz profil autora

2 Re: Kuchnia na parterze on Nie Lis 25, 2012 9:49 pm

/Zielarnia

Thelma zaprowadziła mnie do kuchni. Zabawne imię. Zastanawiałem się skąd pochodzi, ale nie pytałem. Jakby chciała to by sama powiedziała. Zresztą nie miałem dziś w planach zaprzyjaźnianie się z kimkolwiek. I nie tylko dziś. Powiedzmy w ciągu najbliższych pary lat. Taka ilość znajomych, jakich posiadałem (w większości zresztą spokrewnionych), całkowicie mi wystarczała. Nie byłem towarzyskim człowiekiem. NIE BYŁEM.
- Nie, nie lubię - powtórzyłem jeszcze raz. Może i rzeczywiście nielubienie, a jednak robienie nielubionego, jest dziwne, ale przecież wytłumaczyłem! Na więcej wyjaśnień mnie nie stać. - Gotowanie jest dla bab, to co ja mam je lubić - no dobra, jednak coś jeszcze z siebie wyczesałem.
Nie często bywałem w kuchniach, a przynajmniej nie w tych babskich. Do tej w swoim akademiku czasem zaglądałem, głównie nocą, gdy nikt nie patrzył. Nie żebym się czegoś wstydził, albo ukrywał. I nie żebym na serio coś tam gotował. A takie tam. BŁAHOSTKI.
Położyłem czosnek na blacie i wyciągnąłem z szuflady mały nożyk by go obrać.
- Ymm, różne rzeczy - odpowiedziałem lakonicznie na jej pytanie. Ale tak naprawdę nie wiedziałem co mógłbym jej odpowiedzieć. Hm. Zawsze trudno było mi się określić. - Lubie ryby - nie wiem czy to ją zadowoliło, ale postanowiłem obronić się atakiem! - A ty?
Z tymi rybami to chodziło o to, że jak siedziałem tak w jeziorze w swojej piękniejszej postaci to te ryby aż ciągnęło do mnie. Podpływały ocierały się, ale uciekały kiedy je próbowałem złapać mackami. To była jak zabawa z wyciskaniem bąbelków z foli bąbelkowej, choć całkiem inna.

Zobacz profil autora

3 Re: Kuchnia na parterze on Czw Lis 29, 2012 4:13 pm

Dla bab? Nie lubienie nie lubieniem, ale żeby dla bab? Normalnie gdybym znała go dłużej, nazwałabym seksistą.
-Bzdura. Wcale nie jest dla bab.-oznajmiłam, sięgając do stojaka po noże. -Najlepsi kucharze to faceci. I to nie jest jakiś mój wymysł, tylko statystki.-kiwnęłam głową z przekonaniem, a potem zerknęłam na niego unosząc brew.-To, ze nie lubisz jest ok. Ale nie mów, że to zajęcie tylko dla bab.-powiedziałam, mierząc w niego czubkiem noża, i po sekundach trzech, znowu skierowałam nóż na zioła. Siekałam je jak mistrz, trzeba przyznać, ale nie za długo. Siekanie jest nudne, więc podsunęłam zioła Luckyemu, wiedząc, że sobie z nimi poradzi. Sama wzięłam się za robienie ciasta. Chociaż bardzo powoli, bo szybko się rozkojarzam.
-Ryby są w porządku. Też je lubię. Znaczy jeść. I patroszyć.-zastanowiłam się chwilę nad tymi rybami. Ogólnie ryby są nudne, ale smaczne. Tak.-Można coś jeszcze robić z rybami? Łowić, na pewno.-nie pamiętam, żebym kiedyś łowiła ryby, ale założyłabym się, że tak było.-Hodować.-dodałam po chwili namysłu. Hodowanie jest nudne. Wolałabym hodować konie i czyścić im kopyta. Albo krowy. Można je doić.
-A ja.. teraz lubię origami.-przyznałam, marszcząc nieco brwi. Jakby się zastanowić, origami też było nudne, ale może nie bardziej niż ryby.

Zobacz profil autora

4 Re: Kuchnia na parterze on Czw Lis 29, 2012 5:48 pm

Pedały, wymamrotałem pod nosem kiedy laska zaczęła mówić o facetach-kucharzach. Na szczęście stałem do niej obrócony plecami, więc były małe szanse by zrozumiała co mówię. Nawet bardzo małe, bo ja już dopracowałem sobie takie mamrotanie, że nawet czasami rodzona matka nie była pewna o czym gadam, a wiadomo jak było z jej super-ekstra-hiper słuchem. Okropne. To że burczy mi w brzuchu słyszała w odległości kilometra! Dlaczego nie chciałem, by Thelma usłyszała moje zdanie na temat pedałów? No cóż... (Nie licząc tego, że mama może podsłuchiwać mnie zawsze i wszędzie) to jednak nie chciałem by sobie myślała o mnie nie wiadomo co (Thelma, nie mama). Albo co gorsza... WYGONIŁA MNIE Z KUCHNI! ALE TEN! OFICJALNIE JA WCALE TU BYĆ NIE CHCIAŁEM I NIC MNIE TO CO KTO O MNIE MYŚLAŁ. Faceci-kucharze byli jak skaranie boskie. Panoszyli się w tych kuchniach na każdym kanale w telewizji i zachwalali coś czego za chuj nie możesz nawet powąchać, co dopiero zjeść. Wielka ściema. No kumam, że byli jeszcze kucharze w restauracjach, ale to też ściema. Wszystko z mrożonek, na dodatek oplute. Jak można decydować się na tak debilny zawód? Że niby pasja. Chuj z pasją, mężczyzna powinien być mieć swój honor. I wcale im nie zazdrościłem, bo chciałem być na ich miejscu.
- To nie będę wcale sie odzywał - uraziłem się trochę. Nikt nie miał prawa mi rozkazywać itp ale jak już powiedziałem: wygoniony z kuchni być nie chciałem.
Nie wiem co chciała osiągnąć najpierw sama siekając, a potem mi oddając zioła. Przecież doskonale wiedziałem jak się je kroi. Nie trzeba było mi tego demonstrować. Ale bez słowa przejąłem po niej pałeczkę, a ściślej mówiąc - nóż.
Nie odpowiedziałem na jej kolejne pytanie, tak w zemście. Niech żyje w nieświadomości co jeszcze można robić z rybami. A ja jak nikt inny, wiedziałem najlepiej jakie są rodzaje zabaw z rybami. Zachowam je jednak dla siebie! Ha! Masz babo placek. Nie żebym był jeszcze takim dzieciakiem co lubi się bawić w durne gry, nawet z rybami. Bo nie byłem. Byłem prawie dorosły i nie obchodziło mnie to. Ani trochę.
Moja zmowa milczenia nie trwała jednak tak długo jak chciałem by trwała. Za bardzo zainteresowałem się jej ostatnimi słowami.
- Origami? - powtórzyłem za nią. - Czy to sztuka walki? - bo tak brzmiało.

Zobacz profil autora

5 Re: Kuchnia na parterze on Czw Lis 29, 2012 6:34 pm

Pedały są spoko. Znaczy geje. Homoseksualiści. Niby najlepsi przyjaciele kobiet. Mogłabym mieć takiego przyjaciela, gdyby nie naturalne przeszkody mojego umysłu. Ale mniejsza, bo on coś mamrotał, a ja w sumie nie wiem co. Dosłyszałam dopiero, ze nie będzie się odzywał.
-Pfff..fochasz się jak..-prychnęłam, ale już nie dokończyłam jak kto. Wiadomo, ze jak baba, a on chyba ma jakiś problem z babami, więc wolałam pominąć.. Właściwie zdążyłam już go polubić. Nie chciałam, żeby sobie poszedł, bo nie chciało mi się siekać ziół, powoli z co raz mniejszym zapałem wyrabiałam ciasto.. i jeszcze jakbym nie miała się do kogo odezwać.. całkiem lipa.
Kątem oka zerkałam na jego poczynania z ziołami, żeby podsunąć mu miskę z ciastem, kiedy tylko skończył siekać. Może nie zauważy, ze go tak wyzyskuję. Niby trochę głupio, ale tłumaczę sobie, ze sam chciał pomóc.
Za to z tymi rybami to poczułam się nieco zawiedziona. Naprawdę chciałam wiedzieć i naprawdę nie lubiłam nie wiedzieć. Najpierw mnie zainteresował, a teraz przemilczał. Ciężko mi było znieść myśl, ze z tymi rybami to może mnie coś fajnego omijać.
Nadal go lubiłam, to po prostu leży w mojej naturze, ale jednocześnie chciałam się zemścić.
Nie jakoś bardzo, nawet nie jakoś złośliwie. Jeszcze nie wiedziałam jak. Na razie wymyśliłam tylko, żeby może trochę zażartować.
-Tak.-odpowiedziałam więc. Sztuka walki z papierem, to nawet nie żartowałam (bo ja nie kłamię) aż tak bardzo.-Skupia się na dłoniach. Musisz mieć zwinne palce.

Zobacz profil autora

6 Re: Kuchnia na parterze on Czw Lis 29, 2012 7:32 pm

Zatrzymałem na sekundę nóż kiedy miało nadejść porównanie, odrobinę przerażony tym jakie ono mogłoby być. Nie chodziło o to, że bałem się jakiś wyzwisk, czy coś. Raczej o to jak miałbym niby zareagować. Za każdym razem gdy się obrażałem tak na maksa (nie tak jak przed chwilą) czułem jak wewnątrz mnie coś tak dziwnie dusi, ale i tak się zmuszałem do zachowywania wszystkich właściwych reakcji. Nie ma tak, że się łatwo poddawałem i dawałem za wygraną. O nie. Jednak od czasu do czasu wolałem nie podejmować tematu choć aż cisnęło się na usta by zapytać "jak co?". Nie wywołujmy jednak wilka z lasu, bo przyjdzie czerwony kapturek. Nie wiem czemu ale od kiedy pierwszy raz usłyszałem tą bajkę znienawidziłem czerwonego kapturka. Łazi sobie taka po lesie jak zaćpana i zamiast przywalić wilkowi w jajca nakierowuje go na domek babci. A potem potwierdzając swój ćpający stan ducha, nie rozpoznaje wilka w przebraniu. I trzeba ratować jej dupsko. W zasadzie nadawałbym się na takiego leśniczego. Nie żebym miał poczucie ratowania świata. Ciekawe czy leśniczy ma czas na łowienie ryb?
Powróciłem do krojenia ziół, a kiedy skończyłem znikąd pojawiła się przede mną miska z ciastem. Uniosłem pytające spojrzenie, ale nawet nie siliłem się buntować. A niech jej będzie. Złapałem za miskę i na niej wyładowałem całą złość jaka się u mnie pojawiła. Bo ciasto tego potrzebowało. Podobnie jak potrzebowało więcej mąki. Bez słowa zabrałem się za nie.
Fajnie było w tej kuchni. I fajnie było myśleć, że te równo poszatkowane zioła są moje. Że ciasto też będzie moje. I nie że na pół z Thelmą.
- O, serio? - zabrzmiałem na zbyt zainteresowanego tym tematem niż chciałbym brzmieć, ale cofać czasu nie potrafiłem, by lepiej zadać to pytanie. - A pokazałabyś? Kiedyś próbowałem się uczyć z filmu instruktażowego taekwondo, ale szło mi jak krew z nosa. - Pewnie dlatego, że film pochodził z dodatku dołączonego do instruktażu jogi i w zasadzie był raczej skierowany do staruszków, a nie do takich jak ja. Wysportowanych. Z werwą. Nie zamierzałem jednak o tym wspominać, bo to porażka. - Choć okrzyki nauczyłem się wydawać wręcz idealne - przyznałem. - Ćwiczyłem je sobie łowiąc ryby - znów powróciłem do poprzedniego tematu. Ciekawe czy ryba z tartą smakowałaby dobrze? Jeżeli zrobić by ją w takiej panierce... A nieważne, nie będę zmyślał.

Zobacz profil autora

7 Re: Kuchnia na parterze on Czw Lis 29, 2012 8:49 pm

Ha! I tu go mam! Połknął haczyk. Hm, dziwne jak ostatnio wszystko zmierza do tych ryb, ale nic. Nieważne.
-Nie.-odpowiedziałam, wzruszając ramionami. Skoro nie chciał mi zdradzić tajników zabawy z rybami to i ja nie zamierzałam zdradzić tajników swojej wymyślonej sztuki walki. Nie zamierzałam. Nie zdradziłabym, gdybym nie była takim mięczakiem. A właśnie byłam. Zaraz napadło mnie jakieś dziwne uczucie, że raz, nie powinnam się mścić, dwa.. w sumie wszystko skupia się na tym, ze nie powinnam się mścić.
Chwilę jeszcze starałam się to zrobić, nawet bez przyjemności i wbrew sobie, ale ostatecznie nie dałam rady. Mogłam mieć jedynie nadzieję, ze przez chwilę poczuł się tak zawiedziony jak ja!
Jestem miękka. Cholera.
-Dobra.-rzuciłam łaskawie, jakby mnie przed chwilą usilnie błagał o tą całą demonstrację. -Mogę cię nauczyć. Znaczy nie origami tylko taekwondo. Origami nie jest nawet sztuką walki. Jest sztuką składania papieru. A ty jesteś strasznie naiwny.-przewróciłam oczyma.-Ale taekwondo mogę ci pokazać.-dodałam, bo przecież lubię się dzielić, nie ma to tamto.
-Chodź, wstań.-powiedziałam, klepiąc go nagląco po ramieniu i stając przed nim. -Czy ryby nie mają nic przeciwko, że im krzyczysz? Zawsze wydawało mi się, że by miały.-uniosłam brew. Może chociaż dobijemy jakiegoś targu. Odpowiedź za nauki czy coś.

Zobacz profil autora

8 Re: Kuchnia na parterze on Pią Lis 30, 2012 4:04 pm

Co ona mi tu kurka ściemniała, ja nie wiem. Raz origami było walka, raz nie tylko składaniem papieru. Człowiek nie tylko się zgubić co stracić całą swoją orientację. Nie seksualną, oczywiście. Tą miałem na miejscu. W każdym razie wolałem jednak nie wnikać w to co zamierzała zrobić i dlaczego i jak i czemu do wszystkich kurcząt tego świata, akurat ja musiałem w tym brać udział. Czasem nieświadomość potrafiła być wybawieniem.
- Znasz taekwondo? - zapytałem w zamian. No bo trochę dziwne, że akurat trafiłem na taką osobę co to zna. Tydzień szukałem kogoś by mnie nauczył, a wszyscy jedynie 'pocałuj mnie w dupę'. Choć w zasadzie moje poszukiwania ograniczały się jedynie do chłopaków. Na przyszłość zapamiętam sobie ten błąd. - Skąd? - zaciekawiłem się jeszcze. - To chyba nie jest normalne hobby, nie? - zapytałem dla pewności. W zasadzie ryby też zwyczajny hobby nie było. Żadne hobby nie było zwyczajne kiedy ktoś robił to na serio, a nie jedynie dla zabicia czasu. - Ale origami też byś mi mogła pokazać. Bo to co o nim powiedziałaś brzmi głupio. Każdy przecież chyba potrafi zrobić samolocik z papieru...
Posłuchałem się jej polecenia i odłożyłem miskę z ugniecionym ciastem na bok. Przez chwilę jeszcze się poważnie zastanawiałem czy ruszyć do tej nauki walki z łapami w mące (element zaskoczenia zawsze jest jakimś plusem), ale jednak umyłem ręce. Wytarłem je bezmyślnie o swoje spodnie i stanąłem gotów do walki! Znaczy nauki. Chociaż to i to wydaje się głupie - bo z dziewczyną. No ale ja przed chwilą gotowałem, więc nie będę się czepiał.
- Zazwyczaj mają. Ale to mój głos. Ryby go lubią, choć to z ich strony odrobinę bezmyślne. Nie wiedzą w co się pakują - odpowiedziałem. - Co mam robić?

Zobacz profil autora

9 Re: Kuchnia na parterze on Nie Gru 02, 2012 4:09 pm

Nanana. Wiele rzeczy znałam. Byłam z tego całkiem dumna, choć nie wiem czy słusznie, bo żadna w tym moja zasługa, ze znałam to i owo. Ot, jakieś zmutowane geny mi się trafiły i tyle. Jakby mi się trafiło jakieś tam roztapianie czy coś, to bym nie umiała. Właściwie miałam farta, że padło akurat na moją pamięć, a nie.. no jakieś bzdury inne. Chociaż nie mówię, że inne talenty to bzdury! W żadnym przypadku nie są bzdurami.
-No znam.-odpowiedziałam, machnąwszy ręką, jako, że to nic wielkiego nie było.-Mam dobrą pamięć.-wyjaśniłam, wzruszając ramionami, aby i on wiedział, ze to nic wielkiego.-Ale nie pamiętam skąd. Po prostu znam.-dodałam jeszcze, a na wzmiankę o nienormalnym hobby uniosłam tylko brew. Nie wiem właściwie jak rozumieć normalne hobby. Rybie hobby ma być normalne? W sumie nawet nie wiem czy w moim przypadku można mówić o hobby, ja lubię robić wszystko, wszystko jest moim hobby hehe. To dopiero dziwne.
Ale ryby też są dziwne. Nie będę mu tego wytykać, ale tak sobie myślę, że są. Lucky też chyba trochę dziwnym człowiekiem był. Pewnie gdybym chciała go rozgryźć to nie umiałabym. I może nawet on by nie umiał rozgryźć siebie. Jest przecież jeszcze młody. Co nie znaczy, ze ja jestem stara.
-Pewnie, ze pokaże, tylko mi przypomnij.-zapewniłam, odsuwając trochę stół i krzesła. Kuchnia nie jest dobrym miejscem do sztuk walki, ale innego miejsca nie mieliśmy. Znaczy moglibyśmy poszukać.. gdyby to było jakoś bardzo konieczne. Za to kuchnia byłby dobrym miejscem na origami, nie?
-W co się pakują? Zjadasz je?-nie wiem czemu wyobraziłam go sobie stojącego po kolana w wodzie, bez koszulki, nawołującego ryby, które na ślepo do niego przypływają, a on je łapie i zjada na surowo! Niczym niedźwiedź. Straszne. I ile chorób można się nabawić przez takie surowe ryby. Potrząsnęłam głową, dałam mu odpowiedzieć, a potem zaczęłam tłumaczyć na czym to taekwondo polega i pokazałam mu kilka ruchów, skorygowałam postawę, w ogóle wydawał mi się całkiem szybko kumającym człowiekiem!
-Dobrze ci idzie.-zapewniłam.-Potem będziesz mógł łamać cegły i w ogóle wszystko.-dodałam entuzjastycznie.

Zobacz profil autora

10 Re: Kuchnia na parterze on Pon Gru 03, 2012 2:38 pm

Ma dobrą pamięć. Hm. Ja też mogłem się pochwalić wyśmienitą pamięcią, ale to wcale nie sprawiało, że nagle ni stąd ni zowąd znałem wszystkie sztuki walki. Na dodatek nie wiadomo skąd! Coś tu do siebie nie pasowało. A nawet cuchniało niedopasowaniem. A kiedy coś zaczynało cuchnąć, to mogło oznaczać jedno. Talent. Moc. Dar. Wymutowanie. Jak zwał tak zwał. Skąd takie moje wnioski? A proste: bo mój talent też capił. I to nawet z odległości kilometra. Oczywiście nie zawsze. Sam nie wiem od czego zależał smród, od czego wydzielina, a od czego te dziwne toaletowe dźwięki. Nie miałem również pojęcia czemu ryby zachowywały się jakby chciały mnie wydymać. Tajemnica lasu, wam powiem. A może dokładniej jeziora.
- No, nie ważne. Ważne, że znasz - uciąłem, bo co za dużo zainteresowania i dopytywania to niezdrowo. Raz za bardzo chciałem wiedzieć jak smakuje tynk i czy można go wciągać nosem, a potem myślałem, że umrę tak mnie coś ściskało za żołądek. NIEWAŻNE. Mężczyzna w swoim życiu musi przeżyć wiele, by potem móc o tym opowiadać. Ja również właśnie tak postanowiłem postępować.
Kiwnąłem głową, na potwierdzenie, że owszem przypomnę. Nie chciałem wyglądać tak jakby mi zależało, ale jednak... NO CHCIAŁEM zobaczyć, ok. Niech będzie. Wiecie. Zachowajcie tą wiedzę dla siebie.
- Czasami, ale w większości przypadków... Eee... - zacząłem kulawo. Nie do końca wiedziałem jak wytłumaczyć to Thelmie, no ale jednak byłem jej coś winien, nie. Za taekwondo. - Kojarzysz te programy o niedźwiedziach, albo chociaż tą bajkę "Mój brat niedźwiedź?" - Zapytałem, chociaż nie żebym oglądał jakiekolwiek BAJKI. Nie oglądałem. Wcale. Może na święta kiedy puszczali najnowsze. - No więc tam niedźwiedzie tak sobie siedzą nad potokiem i łapią te rybki kiedy one skaczą w górę. Mówię ci, to czasami jest bardziej zajmujące niż ranie w GTA - pokiwałem entuzjastycznie głową. - One sobie skaczą w górę, a ty w nie ma... ręką.
Prawie wyrwała mi się macka. Ech, nie lubiłem w ten sposób określać swoje kończyny, ale czasami mnie ponosiło. Kiedy je nazywałem mackami, wiele ludzi odrzucało. Jak tamtą hipster laskę przy automacie. Nie żebym przejmował się odrzuceniem, po prostu... No wolałem nic nie gadać. Bo kto lubi macki?
Te myślenie o mackach nie chciało mi wyjść z głowy, więc to co wydarzyło się po tym jak Thelma mnie pochwaliła było zwyczajnie nieuniknione. Podekscytowany wizją rozbijania cegieł machnąłem ręką przed siebie, ale zamiast zwykłego gestu ręką, wyskoczyła mi nagle dwumetrowa macka i rozwaliła się na stole, na którym stały jakieś brudne naczynia. Siła uderzenia była na tyle nocna, że po chwili stolik zatrzeszczał i przełamał się na pół.
- Ups? - spojrzałem przestraszonym wzrokiem na Thelmę czekając na jej reakcję. Próbowałem schować mackę, ale... ech... - No wracaj, kurwo, do środka - mruczałem pod nosem. Przekleństwo wcale nie pomogło.

Zobacz profil autora

Sponsored content

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 1 z 1]

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach