You are not connected. Please login or register


Idź do strony : Previous  1, 2

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 2 z 2]

26 Re: Koszmar minionej niedzieli on Pią Mar 08, 2013 5:40 pm

No dobra niby moja kolej to lecim z tym. Najwyżej będzie do dupy, bo jakoś Hugo to do mnie dzisiaj nie pasuje, tyle tortów się objadłam.
Wziął i naburmuszył się Hugo. Bo czemu ten Salvador to tylko na wszystkich innych krzyczał jak to on wziął i w kogoś / w coś najechał? No jak on śmiał? Hugo chciał tylko pomóc, wyjaśnić co się stało, a oni tak na niego krzyczą. Wytrzeźwiało mu się momentalnie jak tego buta znalazł i począł myśleć, że to faktycznie może być nie zwierz uderzony, a człowiek. Że to może być martwy człowiek, ale czy martwi ludzie spierdalają z miejsca wypadku? A jeśli to zombie? Hugo nie wiedział czy boi się zombie, a i sprawdzać ochoty nie miał.
- A jak się pierdolnęło w takie zwierzę to człowiek nie ma nic do rzeczy - bronił się Hugo. Przecież różne rzeczy trafiały się na poboczu, czy to zaraz musiał być but wypadkowy. Ale chyba był. Hugo odsapnął. Trzeba przyjąć, że to pierdolone zombie. Niestety Skylar została całkowicie pomięta przez panicza Josepha.
- To gdzie ci człowiek bez buta polazł, co? - Zapytał ciekawy. - Bo jakoś nigdzie go nie ma, a w coś do kurwy nędzy uderzyliśmy. - Jak by się kto nie domyślał to Hugo przechodził z fazy wyparcia w fazę gniewu. - Może za krzaka poszedł się odlać? - Zamachnął się w stronę rzeczonych krzaczków, właśnie w kierunku tego, który usłużył mu przy czyszczeniu buta i tego samego, przy którym znajdował się krzaczek zniszczony, a za nim ślady czołgania, których oni jeszcze nie dojrzeli. Cioty.

Zobacz profil autora

27 Re: Koszmar minionej niedzieli on Nie Mar 10, 2013 8:47 am

____Krzyki Happy nie zrobiły na Martym żadnego wrażenia. To wcale nie znaczy, że nie była przekonywująca. Po prostu bardziej przerażonym niż Marty był, już bardziej być nie można. To było awykonalne i można to było zobaczyć w samym wyrazie twarzy chłopca, nie mówiąc już o tym, że trząsł się jak osika.
- On nas zabije, zabije i zje, a potem powiesi na drzewie, ale to nic nie da bo ludzie nadal będą wchodzić do lasu, jesteśmy skazani na Śmierć! ŚMIERĆ w męczarniach! Jestem za młody by umierać! Mama mnie zabije jak umrę! O mój Boże! - nadal lamentował chłopiec nie zważając na słowa dziewczyn. Ale rzeczywiście jeden pomysł (Inki) mu się niezwykle spodobał. - Tak! Wracajmy! Uciekajmy! Szybko! On tu idzie! Nie słyszycie jego kroków? - zapytał chłopiec, a potem rozglądając się jeszcze raz dookoła ruszył biegiem przez las w bliżej nie określonym kierunku. Chyba nie do końca w stronę rezydencji, ale nie ważne. Marty już sobie poradzi.
To Inka i Happy były w opałach, bo kroki nie były wymysłem chłopca. Doskonale było je słychać. A kiedy ustały dało się słyszeć dziwaczny odgłos jakby coś ciężkiego (ciało) padało na ziemię.
A było już ciemno.

____Rozmowę Hugo, Salvatora i Skylar przerwały trzęsące się krzaki. Te krzaki, o których mówił Hugon. Chwilę później z krzaków wypadł nie kto inny jak nasz chłopiec Marty.
- Aaa! - wrzasnął na widok trójki. Nie wyglądał na ofiarę wypadku (chociaż w zasadzie nią był, ale to nie ten wypadek, o który chodzi, nie). - Musicie uciekać! Jakiś morderca chodzi po lesie! - zawołał. Przez jego myśl przemknęły obrazy Inki i Happy przy motorze. Może jak Salvador nadal ma włączony swój telepatyczny radar to wychwycił swoją kuzynkę. W lesie. Z rozbitym motorem. Z mordercą zaczajonym na jej cnotę.

Zobacz profil autora

28 Re: Koszmar minionej niedzieli on Nie Mar 10, 2013 4:48 pm

Biedna, sfrustrowana Happy dalej walczyła z motorem. I wcale się nie przejęła, że Marty nie uciekł tam skąd przyszedł. Może minimalnie. Ale myśl, żeby mu o tym powiedzieć i zaprowadzić go do domu pod własnym czujnym okiem zniknęła tak szybko jak się pojawiła, szczególnie w obliczu tego co miała przed oczyma. Pojazd, który nie prędko zabierze ją na przejażdżkę.
-W dupie to mam. Niech nas zabije, zje, powiesi. W dupie mam śmierć. W dupie mam jego kroki.-mruczała pod nosem, co by trochę stresu z siebie wyrzucić.
Tylko te kroki wyrwały ją z mruczenia do siebie. Uniosła wzrok na Inkę, ale to z pewnością jej kroki nie były. Nie trzeba było patrzeć, żeby o tym wiedzieć. Ale właściwie kroki skoro też miała w dupie, to postanowiła twierdzić, że to jakieś inne dzieciaki bawiące się w lesie. A to ona nigdy po lesie nie chodziła ciemną nocą? Chodziła.
-Nie będę mieć dzieci. Nigdy.-powiedziała z przekonaniem. Chwilę później wpadła na genialny pomysł. Do taty zadzwoni i on sobie ten motor przytaszczy do domu. Maca się po kieszeniach, maca i.. No tak, telefon musiał zostać w pokoju.
-Inka, masz numer do mojego taty? Zadzwonimy do niego. Nie możemy tego tak tutaj zostawić.-jeszcze by się znalazł jakiś inny, co by motor rozniósł w pył i co wtedy?

Zobacz profil autora

29 Re: Koszmar minionej niedzieli on Nie Mar 10, 2013 7:56 pm

Inka kompletnie zdezorientowana nie wiedziała nawet, co Happy do niej mówi. Słyszała kroki, oczywiście, jakby mogła nie słyszeć, ale to przecież nie były kroki dziecka. Rozumie się, Marty mógł mieć bujną wyobraźnię, ale blondynka w jego oczach widziała strach, taki najprawdziwszy, taki, jaki teraz mógł pojawić się nawet w jej oczach. Szybko analizowała ich beznadziejne położenie i zmuszona została do poddania się.
- Nie mam, nie mam. - Odpowiedziała spanikowana, bo niby skąd miała mieć numer do jej ojca? To niedorzeczne, czy ona myślała, że Inka się spoufala z ojcami swoich koleżanek? Nie była aż tak popierdolona i nawet nie przyszło jej na myśl, że przecież to może być całkiem normalne. - Musimy się stąd wynieść, naprawdę, przykryjmy motor liśćmi i chodźmy stąd. - Ręce się jej trzęsły, ale skąd chciała liście? Rozglądała się dookoła i już nie miała pojęcia, w którą stronę patrzeć, wszystko się jej rozmazywało, było coraz ciemniej, ale nie tak, jak w lesie, to była inna ciemność. Ta inkowa, pojebana, czarna dziura właśnie próbowała bawić się z nią w ciuiubabkę. Musiała uszczypnąć się, żeby wrócić do Happy. Złapała za rękę dzieciaka, drugą ręką chwyciła rękaw swojej współlokatorki i próbowała odciągnąć ją od motoru, żeby później mogły pośpiesznie oddalić się gdziekolwiek.DA DA DAAA CO ZROBI HAPPY?

Zobacz profil autora

30 Re: Koszmar minionej niedzieli on Pon Mar 11, 2013 8:45 pm

Ale dzieciak już pobiegł, to go chyba nie złapała.
-Sama się przykryj liśćmi.-potrząsnęła głową, bo serio, gdyby to chodziło o coś z czym związana była Inka to nikt by na takie coś nie wpadł, jak przykrywanie liśćmi. Phi.
Happy trochę była zbyt pochłonięta motorem, więc całkiem dobrze, ze ją Inka złapała. Co prawda nie dała się nigdzie odciągnąć, ale chociaż rozproszyła swoje skupienie, tak, ze jego część trafiła się dla towarzyszki niedoli.
I ja naprawdę nie wiem o co chodzi z tym talentem Inki.
Mimo to Happy wyczuła, że dziewczynie odbija. Złapała ją więc stanowczo za rękę.
-Uspokój się.-nakazała, a ze swoim talentem umie być bardzo przekonywująca, szczególnie, że sama w tym momencie niczego się nie bała i umiała przekazać komuś swoje emocje.-Zaraz wrócimy. Wyluzuj.-dodała, pokiwawszy twierdząco głową.
Umie się zachować zimną krew, nie.

Zobacz profil autora

31 Re: Koszmar minionej niedzieli on Pon Mar 11, 2013 10:59 pm

avatar
2 KARNE KUTASY
2 KARNE KUTASY
Skylar wyglądała jak siedem nieszczęść, mimo to Salvador uważał, że jest przesłodka (tak, mógł być na nią wkurwiony i uważać, że jest urocza, to Salvador), chociaż ja uważam, że do uzupełnienia stylizacji a'la kompletna sierota brakowało jej pewnie tylko smarka sięgającego kolan. Tak czy siak, chłopię moje zobaczywszy roztrzęsioną Sky, a także wyczytawszy co nieco z jej myśli, uspokoiło się nieco, a przynajmniej zaczęło starać się tak nie unosić. - Tylko mi tu, kurwa, nie płacz. - Jęknął bardziej do siebie niż do niej, po czym podszedł do niej i przytulił. - Wsiadaj do auta. - Nakazał spokojnym tonem. Widzicie co widmo płaczu dziewczęcia może zrobić z facetem? - Nie słyszę innych myśli od waszych, więc cokolwiek to było, zniknęło. - Pogłaskał jeszcze dziewczynę po plecach i odprowadził do drzwi samochodu. I w tym momencie na scenę wkraczają myśli Marty'ego. Cholernie chaotyczne myśli, z których Salvador zdołał wyskubać jedynie motor i wściekłą Happy i... mordercę? Zostawił Skylar pod samochodem i skierował się w stronę krzaków. Cokolwiek by z nich nie wyskoczyło nie zdziwiłby się ani odrobinę. Dawno nie przeżył tak dewastującego psychikę wieczoru i fakt, że musiał nieco spuścić z tonu, przez Skylar, sprawił, że wpadł w ten stan, gdy myśli się już tylko: 'co ma być to będzie, jak jebnie to jebnie'. Skrzyżował przedramiona i zerknął w stronę Hugo - Szykuj się. - Powiedział jakieś trzy sekundy przed wypadnięciem z krzaków chłopca, który razem ze Skylar mógłby brać udział w konkursie na najbardziej sieroco wyglądającą osobę wieczoru.
- Masz na myśli moją kuzynkę, która ma zamiar Cię zabić za rozwalenie jej motoru? - Uniósł brew i westchnął. - Trzeba po nią iść. - Kiedy włączał czytanie myśli czasem ludzie nie potrafili, go zrozumieć, bo odpowiadał nie tylko słowom wypowiadanym,ale też tym wyimaginowanym. Dlatego nie zdziwię się jeśli Hugo uzna, że Salvadora mogło pojebać.
Nie miał ochoty słuchać jakiegoś chłopaczka przypominającego wiewiórkę na ecstasy więc zawrócił w stronę samochodu by wyciągnąć ze schowka latarkę. A Hugo niech się bawi w niańkę.

Zobacz profil autora

32 Re: Koszmar minionej niedzieli on Wto Mar 19, 2013 8:11 pm

Hugon był już trzeźwy. Hugon chciał stąd spierdalać. Hugon miał ochotę na kanapkę z ogórkiem. Taką pyszną z ogóreczkiem świeżym, serkiem i może odrobinką, ale to odrobinką majonezu. Kanapeczkę najlepiej zrobioną przez Francisa. Właśnie o tym myślał Hugon gdy wedle zaleceń Salcia szykował się do czegoś, tylko za cholerę nie wiedział co czego.
- Skoro chodzi to przecież jeszcze nic złego nie robi - wtrącił się Hugon, ale chyba nikt go nie słuchał. No bo naprawdę czy to od razu powód do wrzasków i uciekania w nieznane z miejsca wypadku, do Huga potem dotarło, że w tego dzieciaka to raczej nie uderzyli, bo morderca sobie chodzi? A niech chodzi, nic złego w chodzeniu nie ma. A co do zachowania Salvadora to szczerze mówiąc Hugo w ogóle nie zwrócił na nie uwagi, bo akurat machał do siedzącej w aucie Skylar. Lubił ją, ale no zajęta była. A gdy się odwrócił do panikarza i kumpla tego drugiego nie było, bo akurat polazł tam gdzie wcześniej patrzył Hugo.
- To mówisz, że morderca biega po lesie - zagaił rozmowę Hugon. Co innego miał zrobić? Przecież chyba nie przejąć się owym mordercom. Hugona to nie ruszało, on miał moce superbohaterów nie. Byle jaki morderca go nie rusza, co innego walnięcie w człowieka samochodem. A i warto wspomnieć, że dalej Hugo miał ochotę na kanapkę. - Masz coś do jedzenia?

Zobacz profil autora

33 Re: Koszmar minionej niedzieli on Nie Mar 24, 2013 7:41 pm

___Gdyby Mistrz Gry przyznawał punkty za dobre pomysły, to Inka dostałaby ich tysiąc za zajebisty pomysł z liśćmi. Niestety zaraz musiałby je odjąć, za to że jednak ten pomysł nie wszedł do życia. Chociaż właściwie nie miał jak wejść, skoro z kolejną chwilą wydarzyło się kilka rzeczy.
Krzaki się zatrzęsły, z krzaków wyszedł facet ubrany jedynie w białe spodnie. Boso. Z porysowaną klatką piersiową i liściem na głowie. Właściwie mchem.
Facet miał zamknięte oczy i wyglądał jak jakieś zombie. Ale cieknąca z niego krew świadczyła o tym, że jednak facet żyje.
Oparł się o drzewo jakby chciał na chwilę odsapnąć. Zawiesił głowę do dołu, tak że nie było widać jego twarzy,

___Marty polatał jeszcze w tą i we wtą, a potem zanim ktokolwiek zdążył zareagować wpadł do samochodu na miejsce obok Skylar i zaszył się pod siedzeniem. Chyba jego zdaniem samochód w tej chwili był najlepszym miejscem do ukrycia. Nawet zepsuty.
To co? Hugo i Salvador wyruszają do lasu do Happy? Bo jeżeli tak po drodze mogliby znaleźć dziwną opaskę na rękę z plakietką. Z pewnym napisem i numerkiem.

Zobacz profil autora

34 Re: Koszmar minionej niedzieli on Pon Mar 25, 2013 8:48 am

Zimnokrwista Happy poczuła jednak drżenie serca, kiedy z krzaków wyszedł ktoś. Ktoś wyglądający jakby uciekł z psychiatryka, a po drodze zgubił kapcie. To zrozumiałe, kapcie łatwo jest zgubić. Dziewczyna jednak nie jest z tych co to zaczynają piszczeć i uciekać bez zastanowienia. Wzdrygnęła się, owszem, serce w gardle poczuła i nawet krok w tył zrobiła. Gotowa do ucieczki, na wszelki wypadek.
No ale facet krwawi, głupio gdyby się wykrwawił, bo mu nie pomogły.
-Co się stało?-zapytała prędko. -i kim jesteś?-dodała jeszcze prędzej, bo przypomniały jej się słowa Marty'ego. FREDDY KRUGER. Freddy to to może i nie był, ale jak jakiś inny psychopatyczny morderca to przecież tak samo niedobrze. Ale jeśli ofiara mordercy to zostawić go tak nie można!


Zobacz profil autora

35 Re: Koszmar minionej niedzieli on Pon Mar 25, 2013 8:16 pm

No dobra, nie zauważyłam, że Marty sobie poszedł!
I przecież miały już zwiewać, miały zesrać się w gacie i biec ile sił w nogach, a Happy tak po prostu chce urządzić sobie pogawędkę z jakimś trupem? Inka się go wystraszyła i gdyby tylko nie miała świadomości, że Happy tu zostanie, to już dawno by jej tu nie było.
- Happy, Happy, a co jeśli on nas zabije? - Wyszeptała jakimś dziwnie roztrzęsionym głosem, ściskając dziewczynę jeszcze mocniej. Musi jej jakoś przemówić do rozsądku. POWINNA. Przecież jest blondynką, okej, ale do tego jest też niewyobrażalnie sztywna! A to zobowiązuje! Już były trupami. Inka widziała oczyma wyobraźni siekierę w dłoni tajemniczego gościa i chociaż nie patrzyła mu w twarz, to czuła od niego nieprzyjemną aurę, chęć mordu. Boże, już nigdy nie zobaczy Czarlsa, jeśli ją teraz zaszlachtują!

Zobacz profil autora

36 Re: Koszmar minionej niedzieli on Wto Mar 26, 2013 12:55 pm

avatar
2 KARNE KUTASY
2 KARNE KUTASY
Salvador wyciągnął ze schowka latarkę, a także papierosy i zapalniczkę, i nóż.Tak w razie czego. Zapalił papierosa i przestawił auto tak by nie przeszkadzało w ruchu drogowym, którego nie ma, ale wiadomo czy coś znowu nie trzepnie w jego autko?
Po wszystkim kazał Skylar zamknąć wszystkie zamki i trzymać komórkę w pogotowiu. Po czym ruszył z Hugo na poszukiwanie denata/ofiary, a także Happy i jej rozwalonego motoru, ciągle popalając papierosa.

Zobacz profil autora

37 Re: Koszmar minionej niedzieli on Wto Mar 26, 2013 3:12 pm

No to tak: Hugo wysępił papieroska, chciał uściskać na pocieszenie Sky i najlepiej to się z nią w samochodzie schować, ale do tego by się nie przyznał, no i poza tym uściskać Sky nie uściskał, bo to praktycznie była panna kumpla, a dzisiaj się dosyć kleiła - losu kusić nie należało. Podsumowując nieskładną mą wypowiedź: z Salvadorem z papierosem w zębach ruszył na poszukiwanie przygody paplając sobie beztrosko, że to jego pierwszy raz i bardzo chce dobrze wypaść. I że w ogóle ta sytuacja jest jakaś dziwna i że będzie o czym wnukom opowiadać. Rozglądał się chłopaczek bacznie cały czas i gdy mu się koszulka o krzaczek zaczepiła to nie dlatego, że akurat starał się wyswobodzić z pajęczyny, o nie. On się w krzaka zaplątał, bo akurat poszlakę badał.
- Jebane pajęczyny - wysapał z trudem, gdyż walka była zacięta. Z tym krzakiem, nie. - Sal poświeć, bo zgubiłem okulary. - Akurat dzisiaj pamiętał, że włożyć je należy i jak na tym wyszedł? Ano srak, tylko się zgubiły i to na amen.

Zobacz profil autora

38 Re: Koszmar minionej niedzieli on Wto Mar 26, 2013 10:48 pm

A tam zwiewać. Gościu nie jest uzbrojony, a ranny, natomiast one nie są jakimiś tam panienkami, tylko dziołchami z super mocami. Mniej lub bardziej super. Ale jednak.
Dobrze, że Happy o swojej nadprzyrodzoności pamięta, bo to też ma wpływ na fakt, że tu została, a nie uciekła. No i cóż, może to też takie trochę po matce było. Fangora też by została. Fangora już byłaby przy rannym i opatrywała rany własnym swetrem. Chociaż sweter nie jest najlepszym materiałem na opatrywanie ran.
Nieważne. Nieuzbrojony gościu jest ranny, w razie potrzeby Happy może się podzielić z nim swoim przerażeniem w chwili bliskiej śmierci to mu ochota na mord minie raz dwa, a Inka może go wrzucić w czarną dziurę. Właśnie.
-To go wrzucisz..wiesz gdzie.-szepnęła super dyskretnie, ale na wszelki wypadek szyfrem, bo ludziom zwykłym rozpowiadać o niezwykłych nie można. Kto go tam przecież wie, do której grupy należy. Lepiej nie ryzykować.
A rodzice na pewno będą z niej dumni, za to, że tak została pomóc komuś w potrzebie. Chyba, ze nie przeżyje, to się mogą wkurwić.

Zobacz profil autora

39 Re: Koszmar minionej niedzieli on Sro Mar 27, 2013 2:57 pm

Przecież ona nie zdała egzaminu! Ba, nawet do niego nie podeszła, a Happy mówi jej teraz, że w razie niebezpieczeństwa, w którym według Inki się właśnie znajdywały, ma powalić człowieka swoją hiper mocą, której nie potrafi używać? Albo może inaczej, nie chce? Ale to miłe, że tyle nadziei w niej Happy pokłada!
- No tak, no tak, przecież jest ranny. - Powiedziała cicho, jakby znowu chciała samą siebie przekonać. Nie pamiętam, Klo czy Inka miała tendencję do paranoi, ale zakładam, że teraz Inka ją miała i naprawdę była w stanie wszystkie, czarne scenariusze obstawić jako realne i z pewnością najbardziej prawdziwe. Nawet to, że ten koleś może być jej matką w bardzo rzeczywistym kamuflażu. A może on też miał jakieś specjalne moce? Tutaj nigdy nic nie wiadomo. Ale wtedy chyba kojarzyłyby jego twarz? W tej blond głowie tyle było teraz pytań, na które może potrafiłaby sobie kiedyś logicznie odpowiedzieć, ale teraz serce za mocno jej waliło. A jeśli on umrze? To ich wina wtedy będzie?

Zobacz profil autora

40 Re: Koszmar minionej niedzieli on Sro Mar 27, 2013 7:25 pm

____Mężczyzna ciężko oddychał i nie drgnął nawet odrobinę kiedy dziewczyny zwracały się do niego, bądź rozmawiały między sobą. Wyglądał jakby zastygł w oczekiwaniu na... coś. Powoli sytuacja zaczynała się robić dziwna, nie tylko niekomfortowa. Mężczyzna mimo tego, że krwawił (z nieokreślonego dotąd miejsca) nie wydawał się jakby zaraz miał stracić przytomność, a bardziej jakby nabierał sił.
Jak się okazało nabierał sił by podnieść głowę i spojrzeć na dziewczyny pustym wzrokiem. Dosłownie. Jego gałki oczne były zupełnie białe, przez co mężczyzna wydawał się jeszcze bardziej nieprzytomny, niż wtedy kiedy pochylał głowę.
Otworzył usta jakby chciał coś powiedzieć. Poruszał nimi, ale żadne dźwięki nie doszły do uszu dziewcząt. Minęła jeszcze minuta, zanim zdołały zrozumieć co chce im przekazać. A były to proste słowa.
- Muszę... uciec. Uk-k-kryć się. Ja... - zaczął się lekko trząść. - Muszę.

____Hugo przez rozglądanie się za okularami zauważa leżącą na mchu plakietkę. A potem odczuje na głos jej treść: "Den fjerde sonen. 1438. T. O'Malley"

Zobacz profil autora

41 Re: Koszmar minionej niedzieli on Pią Mar 29, 2013 9:45 am

Tych oczu można się było wystraszyć. Happ nie była na nie gotowa, więc pewnie to wzdrygnięcie, które potrząsnęło jej ciałem było naturalne całkiem? Tak czy nie, zaraz po tej dawce emocji poczuła się nieco zawstydzona. Bo to tak, jakby zobaczyć kogoś z poparzoną połową twarzy, albo w ogóle stopioną twarzą po jakimś wypadku. Wygląda strasznie, ale nie wypada przecież wzdrygać się przed takimi ludźmi. Nie ich wina, że mają jakieś odmienności. I tak samo te oczy. Albo koleś jest jakimś monstrum, albo coś się mu stało, że jest jak jest.
-Pomożemy ci.-zadecydowała, popchnięta do takiej decyzji swoimi wyrzutami sumienia za brak kultury.-Pomożemy mu.-uświadomiła zaraz Ince, na wypadek gdyby ta jednak chciała wiać.
Mimo wahania, bo to ciągle bosy nieznajomy w lesie, podeszła do niego i położyła rękę na jego ramieniu. Chciała rozpoznać jego emocje. Pewnie gdyby była lepsza w tej swojej empatii, to mogłaby zrobić to na odległość, ale jest jak jest i póki co potrzebuje materialnej bliskości. Teraz już będzie wiedziała czy to on się boi, czy raczej one powinny. Mam nadzieję.
-Ktoś cię goni? Tam jest droga, dojdziemy do niej i wezwiemy karetkę.-jeśli go faktycznie gonią, to lepiej żeby się streszczali. Rozejrzała się. Jak na kobietę przystało, nie miała jakiejś super orientacji w terenie, ale wydawało jej się, że wie skąd przyszły. I że jak już pójdą, to potem będzie umiała wrócić po motor.

Zobacz profil autora

42 Re: Koszmar minionej niedzieli on Sob Kwi 20, 2013 1:59 pm

avatar
2 KARNE KUTASY
2 KARNE KUTASY
A więc, nie pamiętam zbytnio co się działo u dziewczyn, ale chłopcy zostawili Sky i gówniarza przy aucie i ruszyli w las by szukać Happy i jej motoru. Salvador na przedzie, popalając papierosa szukał zasięgu i przyświecał latarką, Hugo za nim, nie potrafił nawet przejść 50 metrów bez robienia z siebie pierdoły.
Mimo to Salvador dalej szedł w las, co jakiś czas wykrzykując imię kuzynki
- Happy!!! - Uznał, że może prędzej ona usłyszy jego krzyki niż on jej myśli. Ponownie sprawdził zasięg, zaklął pod nosem i schował komórkę do kieszeni.
- Co? - Zgasił papierosa o podeszwę i podszedł do Hugona. - Umiesz czytać, gratuluję. - Oj kiepski humor ma Sally. W sumie nie dziwię mu się, też by mnie szlag trafił w takiej sytuacji. Wziął plakietkę od kumpla i przyjrzał się jej w świetle latarki. To jakiś wojskowy nieśmiertelnik, plakietka od walizki czy jeszcze coś innego?

Zobacz profil autora

43 Re: Koszmar minionej niedzieli on Sob Kwi 20, 2013 2:29 pm

Hugo spojrzał się na kumpla jak na idiotę. Że też już przeczytać nie można nic na głos, bo się oberwie kiepskim sarkazmem. Po prostu żyć nie umierać.
- Tak wiem super, ale języka nie znam - Hugo się zmartwił. Poza tym wydawało mu się, że tam nic dobrego być napisane nie może. Tak paskudnie brzmiało jak się wymawiało, na myśl przychodził mu niemiecki, ale to jeszcze gorsze było. - Wiesz może co to znaczy, bo byłoby dobrze wiedzieć, ale nawet jeśli nie wiesz czy tam wiesz to wydaje mi się, że ta plakietka wrzeszczy: spierdalajcie, należałam do złego gościa. Też masz takie wrażenie? - Zerknął przelotnie na Salcia, a potem z powrotem wbił spojrzenie w plakietkę. - To by też wyjaśniało czemu ten cały Martin czy jak mu tam było też spierdalał. - Hugo już tak miał, że za dużo mówił. Za dużo mówił z nerwów, za dużo mówił, bo nikt inny nie mówił czy też po prostu za dużo mówił, bo lubił. - A co jeśli to złapało Happy? - A teraz Hugo lubił też wymyślać.

Zobacz profil autora

44 Re: Koszmar minionej niedzieli on Pią Kwi 26, 2013 6:36 pm

avatar
2 KARNE KUTASY
2 KARNE KUTASY
Salvator wpatrzył się w plakietkę o niewiadomy wyglądzie, latarkę przekazując Hugo. Wyjął komórkę, która pewnie nadal nie pokazywała zasięgu i włączył słownik offline. - Fjerde sonem... Czwarty syn, albo czwarta strefa. To się dowiedzieliśmy. - Wywrócił oczami. Kiedy Hugo podzielił się swoimi przemyśleniami pewnie by go zignorował, gdyby nie użył słowa 'to'. - TO złapało Happy? Stary, mózg Ci zlasowało tam na drodze? - I nie wiem co zrobił dalej, bo piszę posta, bo Jas mi kazała jakiś czas temu, a skoro nie ma MG to i tak nic się nie będzie działo.

Zobacz profil autora

45 Re: Koszmar minionej niedzieli on Pon Maj 20, 2013 4:04 pm

Chłopakowi się ta czwarta strefa z miejsca nie spodobała, brzmiało tak paskudnie i ewidentnie nie było to żadne miejsce w pobliżu. Hugo by na pewno o nim słyszał.
- Nie podoba mi się to - Brzmiał poważnie. Przeczesał włosy kilkakrotnie usilnie, próbując skojarzyć czy gdzieś może słyszał coś podobnego ale oprócz nie wiedzieć czemu krzyczącego Hitlera nic mu na myśl nie przychodziło.
- No wiesz to, czyli zmutowane zwierzę chodzące w butach, w które walnęliśmy - wyjaśnił usłużnie Hugo. Oto jaki obraz mordercy przed którym uciekał chłopak, teraz siedzący w zepsutym aucie wytworzył się w mózgu Hugona. Za nic nie chciało do niego dotrzeć, że to dwie różne sprawy musiały być, chociaż czy zaraz koniecznie dwie różne? Może morderca źle skręcił i goniąc Martiego naprawdę przywalił akurat w ich samochód? Kto to wie. Ja nie wiem jeszcze, bo nie jestem MG a ponoć mam ciąg dalszy wymyślić, także fajnie jest. - No chyba, że nie będziemy tego łączyć lub też pozbędziemy się hasła zwierzę, a pozostaniemy przy człowieku - Tu Hugo przełknął. Wolał zmutowane zwierzę od człowieka. Bo skoro człowiek przeżył takie łupnięcie... Jakoś mu się zapomniało, że jest nadnaturalnym.

Zobacz profil autora

Sponsored content

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 2 z 2]

Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach