You are not connected. Please login or register


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 1 z 1]

1 Stolik on Sob Lis 17, 2012 1:26 pm

    Trudno dostępny kącik ze starymi meblami w labiryncie regałów. W pobliżu działu literatury pięknej.

Zobacz profil autora

2 Re: Stolik on Sob Gru 08, 2012 11:57 pm

////Z miasta

Miałem dość wszystkiego. Zgiełku małego miasteczka, gdzie każdy miał przyklejony sztuczny uśmiech do twarzy świadczący o tym jak mu się dobrze wiedzie mimo wszechogarniającej biedy i nędzy. Miałem dość biedy i nędzy patrzącej na mnie swoimi wielkimi proszącymi ślepiami, które nie wywoływało we mnie żadnych emocji, jedynie może poza znudzeniem. Dość półgłupków chodzących za mną krok w krok, choć sam od nich tego przecież wymagałem. Dość szerzącego się idiotyzmu, który pogłębiał się z każdym nowym pokoleniem. Jedynie mnie los uchował przed zmorą dzisiejszych czasów, która odbierała już we wczesnym dzieciństwie osobowość i inteligencje milionom ludzi. Na całe szczęście, dzięki zapobiegliwości mojej babki, ja zdołałem się uchować od tego procesu, na który idioci mówią - unowocześnianie. Nienawidziłem wszelkich nowych technologii, zaczynając od telewizji, a kończąc nawet na zwykłej latarce. Telewizja wiadomo - odmóżdża, ale co miałem do latarek? Nic mi złego w życiu nie zrobiły, ale głupi ten, który nie dostrzega tej dozy romantyczności i zmysłowości, kiedy zamiast zwykłych żarówek używa się świec.
Lubiłem przebywać w otoczeniu książek i choć ta biblioteka nie przypominała mojej domowej to i tak cieszyło mnie odwiedzanie tego miejsca. Przyszedłem tu sam, bez zwyczajnej obstawy, licząc na odrobinę samotności. Po tym jak wybrałem jakąś historyczną książkę z półki, usiadłem przy stoliku i na chwilę przymykając oczy odchyliłem się do tyłu ciesząc momentem.
Momentem, który za chwilę miał być zakłócony.


_________________

Diederick van Vollenhoven

- * -
telefon [url=http://]- pokój[/url] - pb [url=http://]- strój[/url] - relacje
Zobacz profil autora

3 Re: Stolik on Nie Gru 09, 2012 12:12 am

Taaak... Książki były moimi jedynymi przyjaciółmi. Tylko ich zapisanym stronicom mógłbym się zwierzać wyczytując w losach niektórych bohaterów swą własną przeszłość. Albo przyszłość. Lubiłem czuć fakturę papieru pod palcami, bo wbrew pozorom wcale nie był do końca gładki. Lubiłem zapach starych egzemplarzy, zniszczone okładki i pozaginane rogi. Sam często to robiłem - zaginałem rogi tym samym zaznaczając stronę, na której skończyłem czytanie. Może nie powinno się tego robić, ale ja nigdy nie miałem przy sobie zakładki... Może powinienem skonstruować taką, która wiecznie trzymałaby się mojej kieszeni? Albo taką, która łaziłaby za mną krok w krok. A gdyby dotykał jej ktoś inny niż ja - wybuchałaby odrywając biedakowi ręce...
Stanąłem na palcach, by sięgnąć po jedną ze starych powieści sf. Lubiłem takie książki. Czerpałem z nich inspiracje do tworzenia. Niektóre zawierały wiele ciekawych rozwiązań, przynajmniej w moim mniemaniu. Zdaję sobie sprawę, że niektórzy, gdybym komukolwiek o tym powiedział, parsknęliby śmiechem, ale przecież niektórzy byli ograniczonymi głupcami, prawda?...
Jeżeli jestem już przy niektórych... Pomiędzy książkami, przy jednym ze stolików dostrzegłem blond czuprynę. TĄ blond czuprynę. W zasadzie ciężko nawet mi stwierdzić, dlaczego w towarzystwie PANICZA Dereka czułem się nieswojo... I tym razem coś ścisnęło mnie od środka. Palce same mocniej zacisnęły się na książce i nagle zauważyłem, że nerwowo wyginam jeden z jej rogów. Pomimo tego zanim zdążyłem się zorientować już stałem przy owym stoliku i wbijałem spojrzenie w chłopaka. Poprawiłem okulary. Nie to, że miałem zły wzrok, nosiłem zerówki, by dobrze wyglądać. Bo dobrze wyglądałem właśnie w okularach. Nie wiedzieć czemu rzuciłem książkę na blat i usiadłem na przeciwko blondyna. Coś podpowiadało mi, że nie warto lekceważyć tego chłopaka, że coś z nim jest nie tak i trzeba się mu lepiej przyjrzeć. W końcu o... nie wierzę, że tak to ujmę... "potencjalnym zagrożeniu", trzeba wiedzieć jak najwięcej. Otworzyłem egzemplarz na stronie tytułowej, zacisnąłem dwa palce na jej brzegu chcąc ją przewrócić, ale zamiast wgapiać się w treść ja wciąż obserwowałem Dereka.

Zobacz profil autora

4 Re: Stolik on Nie Gru 09, 2012 12:28 am

Umysł ludzki stanowi nierozwiązywalną zagadkę, pełną zarówno sprzeczności, jak i nieodgadnionych pojęć, których w żaden sposób logicznie nie da się wytłumaczyć. Dobrym przykładem mogą być nasze talenty, ale jeszcze lepszym było pewne powszechne odczucie. Mrowienie na karku wywołane tym, że ktoś cię obserwuje. Nie widzisz i nie słyszysz nikogo, a jednak wiesz, że ktoś jest obok. Ktoś kto jest tobą na tyle zainteresowany, by myśleć o tobie tak intensywnie, że nie da się tego zignorować. Przejść obok i zapomnieć. Nie, nie da. Ja przynajmniej nie potrafiłem zignorować czyjegoś spojrzenia na sobie.
Zostałem nauczony, że nie wolno nigdy niczego puszczać płazem. Dawać sobie spokój. Można sprawiać takie wrażenie, ale nie można było tego robić. W innym wypadku najzwyczajniej tracisz na swoim autorytecie, a wiadome jest jak czasem trudno go zbudować. Ja nie miałem z nim problemu, lecz nie potrafiłem przewidzieć, czy gdybym nagle spadł na liście najlepiej wychowanych osób w rezydencji, to tak łatwo byłoby mi wrócić na poprzednie miejsce. Nie byłem jasnowidzem. Potrafiłem jedynie zatrzymywać czas.
Tak więc kiedy poczułem na sobie spojrzenie pary ludzkich oczku, sprawiłem by na chwilę wstrzymały się wskazówki zegara i wszystko ucichło. Nawet nie wyobrażanie sobie jak wielka cisza panuje w bezczasowej przestrzeni. Uniosłem delikatnie powieki i ujrzałem Anthony'ego. Wiedziałem kim jest, choć raczej nie powinienem patrząc na jego liche pochodzenie. Zupełnie bezbarwna postać, gdyby nie jeden szczegół, który okropnie mnie intrygował. Jego spojrzenie mimo okropnych, bez gustu dobranych okularów, miało w sobie pewną tajemnicę. A ja uwielbiałem wszelakie tajemnice.
Powróciłem do poprzedniej pozycji i puściłem czas wolno. Usłyszałem jak chłopak się zbliża. Jak bardzo zdenerwowane są jego ruchu. Jak siada. Przy moim stoliku.
- Niszczysz książkę - oznajmiłem nadal z zamkniętymi oczami. To też zdołałem zauważyć w tej krótkiej czasowej przerwie. - Odrobinę szacunku.


_________________

Diederick van Vollenhoven

- * -
telefon [url=http://]- pokój[/url] - pb [url=http://]- strój[/url] - relacje
Zobacz profil autora

5 Re: Stolik on Nie Gru 09, 2012 12:48 am

Odezwał się jako pierwszy... Zresztą w moim towarzystwie wszyscy odzywali się jako pierwsi. Ja nie lubiłem zaczynać rozmowy, czy chociażby jej ciągnąć. Byłem za to świetnym słuchaczem. Potrafiłem słuchać godzinami i wyłapywać najważniejsze rzeczy. Wiecie jak czasem ciężko jest skupić się na tym, co ktoś ci opowiada? Niektórzy potrafią naprawdę mówić trzy po trzy tylko po to by w ogóle otwierać usta. Takich nie dało się słuchać... Ale Derek taki nie był. Wyrachowanie i kultura osobista by mu na to nie pozwoliły. Tak, tego jednego byłem pewien. Zresztą sprawiał wrażenie dobrego mówcy. Może to przez samo pochodzenie?
- Biblioteka nie jest miejscem do prowadzenia pogawędek. - mówiłem cicho. Ledwo słyszalnie. Nie dlatego, że przytłaczała mnie cisza panująca w pomieszczeniu, bardziej dla pozorów. Od początku wyrabiałem sobie opinię "cichego i niegroźnego kujonka", a tacy ludzie nigdy nie podnosili głosu. Ja też nie mogłem tego robić, choć czasem miałem ochotę nie tyle wrzasnąć komuś w twarz, ale i porządnie przyłożyć... Uchyliłem usta. Wiedziałem co chcę powiedzieć, a jednak na moment je zamknąłem, dopiero po chwili dając słowom wypłynąć. Moment zawahania. Niesamowite, jak bardzo pasował do mojej aktualnej roli.
- To nie miejsce i czas na naukę szacunku... Zresztą... TY chcesz mnie tego uczyć? - wyraz mojej twarzy nie zmienił się nawet na sekundę. Nadal to samo spojrzenie i poważna mina. W moim głosie pewnie też ciężko było odczytać jakiekolwiek wibracje. Czasem sam się sobie dziwię. Jakbym był jakąś skałą zupełnie pozbawioną uczuć. Tych pozytywnych. Uniosłem dwa palce i wystawiłem język, by zwilżyć je śliną. Tak też zawsze postępowałem przed przewróceniem kolejnej strony w książce. Głupie przyzwyczajenie zaczerpnięte od matki. Zawsze to robiła, gdy czytała. Ja też. Przejechałem opuszkami po papierze i przewróciłem kartkę. W zasadzie nawet nie zwróciłem uwagi na tytuł książki, ale skoro chłopak miał zamknięte oczy, może nie podejrzewał, że cały czas się na niego gapię, skoro mógł usłyszeć szelest zmienianych stron?... Nie, nie był na tyle głupi...

Zobacz profil autora

6 Re: Stolik on Nie Gru 09, 2012 1:55 pm

- Wygłaszanie swoich opinii to jeszcze nie potwierdzenie chęci prowadzenia pogawędki - odpowiedziałem nadal nie zmieniając swojej pozycji i nie otwierając oczu. Oczywiście spodziewałem się jakieś odzywki ze strony Anthony'ego ale raczej nie zastanawiałem się jaka dokładnie ona będzie. Nie byłem jednak w żaden sposób zaskoczony. Nadal pozostawałem obojętny na wszystko i wszystkich.
Czasami bywałem dumny z samego siebie za to, że nawet w najbardziej krytycznych sytuacjach pozostawałem spokojny i pozbawiony emocji. Inni mogli to uznawać za jakąś ułomność, jakiś brak w osobowości, a nawet chorobę psychiczną, ale oni byli zwyczajni. Pozbawieni pochodzenia i właściwego wychowania, nie nauczono ich tego co było właściwe, a co plebejskie. Brak im było wyszukanego gustu i dawali się ponieść temu co jedynie okazywało ich słabości. Ja byłem jednak silny.
Powoli wyprostowałem się na krześle i odłożyłem książkę na stolik. Wcześniej trzymałem ją przy sobie jakby była moją przytulanką. Pochyliłem się w stronę stolika jakbym chciał przekazać Anthony'emo jakiś sekret. Ale nie łudźcie się, na pewno nie zamierzałem tego uczynić i nic nie miało tego zmienić.
- Skąd nagle takie pogłębienie twojej wiedzy na temat zastosowania miejsc, a szczególnie biblioteki? Skąd możesz wiedzieć, że właśnie ja nie jestem doskonałym nauczycielem, nie ważne w jakiej dziedzinie? - zapytałem szybko cedząc ciche słowa. Oczywiście wiedziałem jakim tonem należy rozmawiać przebywając w bibliotece, z kolei nie wiedziałem skąd nagle w Anthony'm tyle odwagi, by zaczepiać mnie w ten sposób. Gdzie się podział cichy kujonek? - I moim zdaniem szacunku można nauczyć się zawsze i wszędzie, to powinno stanowić podstawę twojego istnienia - dodałem jeszcze. Ludzie bez pochodzenia zdecydowanie powinni nauczyć się odpowiedniego zachowania, szacunku - właśnie - dla lepszych od nich. Oczywiście nie ja powinienem się tym zajmować, bo jednak miałem lepsze rzeczy do roboty.
Taki pliczek małych porad, Anthony powinien uznać za niesamowity prezent ode mnie. Oczywiście nie łudziłem się, że tak będzie. Ludzie jednak potrafią być uparci w tym w czym jednak powinni ustąpić bez skomlenia. A może właśnie z nim. Lubiłem kiedy ludzie skomlą. To było takie zabawne.


_________________

Diederick van Vollenhoven

- * -
telefon [url=http://]- pokój[/url] - pb [url=http://]- strój[/url] - relacje
Zobacz profil autora

7 Re: Stolik on Nie Gru 09, 2012 5:29 pm

Opuściłem wzrok słysząc jego słowa. Choć na usta cisnął mi się uśmiech, choć dłoń sama zacisnęła się w pięść, ja jedynie delikatnie przygryzłem dolną wargę. Milczałem, bo niby co miałem powiedzieć? "No tak, jak mogłem pomyśleć, że ktoś taki jak ty będzie chciał gawędzić z kimś takim jak ja!..." Jasne...
Poczułem, że przesadziłem, gdy się pochylił i zaczął szeptać. Brzmiał wyjątkowo... złowrogo, a mnie to niesamowicie bawiło! Może to trochę dziwne, ale zawsze chciało mi się śmiać w takich sytuacjach. Oczywiście mój wygląd mówił coś zupełnie innego. Kto wie, może nawet sprawiałem wrażenie trochę przestraszonego, gdy nieco się odsunąłem?
- J-jestem geniuszem... - rzuciłem szeptem. Starałem się, bym brzmiał niepewnie, niczym biedne dziecko zagubione we mgle i zaczepione przez nieznajomego.
- W-wiem takie rz-rzeczy... Derek. - tym razem kącik moich ust drgnął. Błąd. Uniosłem dłoń i otarłem wargi jej wierzchem, przy okazji, dwoma palcami, poprawiłem okulary wciskając je na nos. Kiwnąłem delikatnie łepetyną, choć na usta cisnęła mi się kolejna odpowiedź. No proszę, szacunku miał mnie uczyć ktoś, kto nawet nie patrzył na biedniejszych od siebie? Ktoś, kto "szanował" jedynie czubek swojego nosa? Ja miałem dla innych więcej szacunku! Ja! Ten, który skrycie nienawidzi połowy społeczeństwa, a jednak nigdy nikogo nie ignorowałem i nie lekceważyłem. Byłbym zadowolony, gdyby los odegrał się kiedyś na Dereku. Gdyby... no nie wiem... bezdomni go zjedli za to, że zawsze tak totalnie bezczelnie ich mijał.
To dziwne, ale nagle moja wyobraźnia zaczęła podsyłać mi dziwne wizje. Kiedyś słyszałem, że można zabić człowieka jedynie się na niego gapiąc i wyobrażając sobie jak mózg wypływa mu na ścianę. Spróbujmy. Ponownie uniosłem spojrzenie i jestem prawie całkowicie pewien, że tym razem moje oczy zdradzały trochę więcej niż powinny... Kilkukrotnie zamrugałem.

Zobacz profil autora

8 Re: Stolik on Nie Gru 09, 2012 9:34 pm

Oczywiście, był geniuszem. Nikt temu nie przeczył, ja temu nie przeczyłem, lecz nadal pozostawał jakże istotny szczegół, którego nie sposób było w takiej chwili ignorować...
- Geniuszem technologicznym - oznajmiłem. Wypowiedziałem to jednoznacznym tonem wskazującym, że ta "technologiczna" bariera jest swojego rodzaju ograniczeniem nie do pokonania, czyniącą Anthony'ego zwyczajnym debilem w pozostałych dziedzinach. Całkiem możliwe, że też w ten właśnie sposób myślałem. - Zresztą geniusz to takie względne pojęcie. Co właściwie oznacza? Posiadanie największej możliwej dostępnej wiedzy? Posiadania umiejętności zdobycia wiedzy jeszcze nieodkrytej? Czasami to tylko kwestia szczęścia. Albo sprytu. - Kąciki moich ust uniosły się lekko do góry wypowiadając ostatnie słowo. Tak, spryt. To był jednak większy dar od geniuszu. Bo sprytny człowiek jest w stanie nawet bez jakiejkolwiek wiedzy czynić wielkie rzeczy, wykorzystując właśnie takie osoby jak Burkey. Już dawno temu przez głowę przeszła mi niejedna myśl związana z wykorzystaniem chłopaka, ale póki co okazja jeszcze się nie nadarzyła. Okazja i potrzeba. Bo w obu przypadkach, na pewno udałoby mi się przechytrzyć chłopaka. Bo co w tym takiego rudnego? Mały kujonek, jąkający się...
Dobra, dostrzegałem pewną trudność. W jego spojrzeniu, które czasem całkiem dziwnym obrotem sprawy, przypominało te moje. To było cholernie dziwne i takie frustrujące. Bo mimo wszystko nie potrafiłem przypasować swoich pragnień, do tych które mogłyby istnieć w głowie chłopaka. Nie pasował mi na geniusza zła. Na geniusza technologicznego za to jak najbardziej. Hm, nie chciałem jednak myśleć, że ta cała poza kujoństwa to jedynie gra. Czyniłoby to moje zamiary wykorzystania w odpowiedniej chwili chłopaka, niemożliwymi do spełnienia.
Sięgnąłem po książkę leżącą przede mną i przestałem na chwilę zwracać uwagę na chłopaka. Jednak po chwili w mojej głowie pojawiło się pewno nurtujące pytanie. O którym nie pomyślałem wcześniej, a które powinno pojawić się zaraz po tym jak podszedł do mnie Anthony.
- W ogóle to coś chciałeś ode mnie? Czy to tylko taka nowa wspaniała zabawa polegająca na bezsensownym zawracaniu mi głowy?


_________________

Diederick van Vollenhoven

- * -
telefon [url=http://]- pokój[/url] - pb [url=http://]- strój[/url] - relacje
Zobacz profil autora

9 Re: Stolik on Nie Gru 09, 2012 10:22 pm

Jego słowa sprawiły, że ponownie kąciki moich ust uniosły się ku górze, więc czym prędzej opuściłem głowę. Podrapałem się po policzku i znowu milczałem. Milczenie było w końcu złotem, co nie? Uniosłem na niego spojrzenie, gdy kontynuował.
- To raczej c-coś innego... Nie chodzi tylko o wiedzę. - jeszcze przez chwilę nie zamykałem ust, jakbym chciał mówić dalej, ale doszedłem do prostego wniosku - co będę mu tłumaczył. Może kiedyś sam to zrozumie. Zrozumie, że nie warto robić sobie wrogów pośród takich jak my. Wodziłem wzrokiem za jego dłońmi, gdy sięgał po książkę, obserwowałem jej okładkę, wczytywałem się w tytuł zupełnie ignorując powieść, którą ja tu przytachałem. Nawet nie zwróciłem uwagi na fakt, że przewróciłem kolejne kilka stron. Drgnąłem, gdy odezwał się po chwili milczenia.
- To stolik. Usiadłem przy nim bo stoi w bibliotece i służy ludziom do tego, by przy nim siadać i czytać książki. Więc nie, nic nie chciałem i nie miałem zamiaru zawracać ci głowy. Równie dobrze mógłby siedzieć tu ktoś inny, tak czy inaczej, byłbym zmuszony się przysiąść. - przekrzywiłem głowę na bok i po raz kolejny poprawiłem okulary. Ześlizgiwały się dzisiaj wyjątkowo często, co, przyznam szczerze, zaczynało działać mi na nerwy. Jedną dłonią podrapałem się po głowie, tym samym mierzwiąc do tej pory nawet ułożone włosy. O ile moje włosy można było kiedykolwiek nazwać ułożonymi, zazwyczaj same okropnie się targały, a mnie nie pozostawało nic innego jak przymknąć na to oko i wzruszyć ramionami. Wsparłem łokcie na blacie po obu stronach swojej książki. Uniosłem dłonie obie opierając na swojej szyi i pomimo tego, że próbowałem wczytywać się w treść książki, to co rusz zerkałem na chłopaka. Byłem ciekaw czy dalej będzie ciągnął dyskusję, bo nie oszukujmy się, ja byłem w tym kiepski. A przynajmniej na takiego chciałem wyglądać.

Zobacz profil autora

10 Re: Stolik on Pon Gru 10, 2012 9:15 am

Przełożyłem kilka pierwszych stron książki omijając stronę tytułową i podziękowania, by w końcu zatrzymać się na treści. Nie traktowałem publikacji w taki barbarzyński sposób jak to czynił Anthony. Ślina, no doprawdy? Nigdy nie byłem fanem pozostawiania swojego DNA gdziekolwiek, a na dodatek przecież właśnie w taki bezmyślny sposób, oblizując swoje paluchy, można było najprościej zarazić się jakimiś wirusami. Chorobami panującymi w zdecydowanie niższej klasie niż moja. Więc najwyraźniej tymi należącymi między innymi do Anthony'ego. Może czuł do nich jakieś przywiązanie, że tak trudził się je złapać? Nie wiem, naprawdę nie wiem, co mogło czaić się w tej rozczochranej fryzurze. Nie lubiłem takich niechlui, którzy nie wiedzieli czym jest grzebień. Albo nie potrafili dobrać sobie okularów tak, by nie zsuwały im się z nosa. Ja sam też kiedyś miałem wadę wzroku, ale od czego są przecież uzdrowiciele w tym całym przybytku? Odrobina sprytu i szantażu, od razu miałem to co było mi potrzebne. W tamtym przypadku akurat przywrócenie właściwej ostrości widzenia. To świadczyło, że Anthony nie potrafił najprościej o siebie zadbać, a tym samym był zwyczajnym nieudacznikiem. Taki zacny talent w rękach takiego nieudacznika. Hm, właściwie nie tylko w jego rękach. O ile dobrze pamiętałem to ta dziewczyna, która za każdym naszym spotkaniem dziwnie na mnie spoglądała, również miała ten talent. Ale przez to jej spojrzenie nie za bardzo chciałem mieć z nią cokolwiek wspólnego.
Słuchając Anthony'ego dochodziłem do wniosku, że z nim również chcę mieć jak najmniej.
- Ach tak? Naprawdę nie miałem pojęcia o takiej funkcji stolików w bibliotece. Naprawdę jestem wdzięczny, że ktoś nareszcie mi ją wyjawił - wycedziłem chłodnym tonem ledwo powstrzymując się od przewrócenia oczami. Nie miałem zielonego pojęcia za kogo Burkey się uważał, ale chyba za jakiegoś idiotę. - Natomiast jedno muszę wyprostować, nikt cię do niczego nie zmuszał, a sam odrobinę dedukcji mogłeś dojść do wniosku, że naruszanie mojej strefy nie najlepiej dla ciebie wyjdzie - właściwie nie do końca miałem zamiar wygłaszać akurat tą moją opinię. Mogłem ją zostawić dla siebie, ale niestety obecność Anthony'ego doprowadzała mnie do jakiegoś dziwnego stanu, którego chciałem się jak najszybciej pozbyć. Razem z Anthoony'm.


_________________

Diederick van Vollenhoven

- * -
telefon [url=http://]- pokój[/url] - pb [url=http://]- strój[/url] - relacje
Zobacz profil autora

11 Re: Stolik on Pon Gru 10, 2012 4:25 pm

Przejechałem dłonią po swym karku. Głośno westchnąłem słuchając jego słów, po czym delikatnie pokręciłem łepetyną.
- No proszę... człowiek uczy się całe życie. A patrząc na ciebie - tutaj uniosłem dłoń, zacisnąłem ją w pięść pozostawiając wystawiony wskazujący palec i wycelowałem nim w Dereka - mam wrażenie, że czasem trzeba ci tłumaczyć takie rzeczy. - tym razem przesadziłem i sam dobrze o tym wiedziałem. Nie powinienem zwracać się tak do kogokolwiek, a tym bardziej do TEGO chłopaka. Zdawałem sobie sprawę z jego potęgi. Z tego, że możliwe iż mógłby być niepokonany. Zapewne był jednym z najpotężniejszych utalentowanych. Może nawet tym najpotężniejszym. Panując nad czasem mógł mieć wszystko. Ciekawe tylko, czy on o tym wiedział?... W każdym razie ja inaczej wykorzystałbym taki dar. Niestety nie miałem tyle szczęścia i mnie natura obdarzyła czymś zupełnie innym. Czymś, z czego czerpałem garściami.
Przekrzywiłem głowę na bok. Splotłem palce obu dłoni i oparłem na nich brodę. Wbiłem w chłopaka spojrzenie. Tym razem nie mogłem się powstrzymać - uśmiechnąłem się. Delikatnie, ledwo widocznie, jednak i taka oznaka jakichkolwiek pozytywnych emocji mogła wydać się dziwna. Nie odpowiedziałem na jego kolejne słowa, zamiast tego opuściłem jedną rękę układając palce na książce. Przejechałem opuszkami po okładce, po czym zamknąłem egzemplarz i ułożyłem na nim obie, ponownie splecione ze sobą dłonie. Przyznam szczerze, że byłem ciekaw jego reakcji na moją nagłą zmianę, na zachowanie tak zupełnie nie pasujące do obrazu biednego kujona. W zasadzie trochę żałowałem, że zdradziłem tak wiele, że okryłem przed nim aż tyle swojego prawdziwego "ja", ale ta cała gra czasem bywała męcząca. Niekiedy, w takich właśnie sytuacjach, nie potrafiłem zachować kamiennej twarzy, czy maski "żałosnego nieudacznika" tak często przyklejonej do mojej twarzy. Ta cała powaga zaczynała mnie męczyć, a ja nie lubiłem być zmęczony.

Zobacz profil autora

12 Re: Stolik on Czw Gru 13, 2012 10:38 pm

Dokładnie wsłuchałem się w jego słowa, ale nie zareagowałem na nie w jakiś przesadny wymyślny sposób. Właściwie w dosyć nijaki, bo jedynie wzruszyłem ramionami. Nie robiłem tego często, ale zdarzało się. Wzruszanie ramionami było dosyć prostackim zachowaniem. O wiele bardziej przystawało wyrażać zainteresowanie, albo - co lubiłem bardziej - ignorować wszystko ze stoickim spokojem i intrygującym uśmieszkiem. Jak później miało się okazać, Anthony również potrafił uśmiechać w ten właśnie sposób.
- Może nie dokładnie takie, ale wytłumaczenia niektórych spraw nawet z chęcią bym wysłuchał - przyznałem szczerze. Zawsze byłem ciekaw świata i chłonąłem wiedzę jak gąbka. Zupełnie inaczej od mojego ojca, dla którego liczyła się jedynie akcja, ruch, dynamika. Wolał robić niż myśleć i głównie dlatego był uważany za czarną owcę dynastii. Nie zamierzałem popełniać jego błędów. Już jako mały chłopiec to sobie postanowiłem i choć los zepchnął mnie na odrobinę inną drogę niż wtedy sobie zaplanowałem, to nie porzucałem od tak postawionych sobie samemu obietnic. Jeżeli próbowałbym okłamywać sam siebie, kim konkretnie bym był? Jednak takie filozoficzne przemyślenia pozostawmy sobie na później. Kontynuujmy. - Na przykład co dokładnie oznacza twoja niewytłumaczalna radość? - zapytałem właśnie zauważając ów uśmiech. Zdecydowanie nie na miejscu. - Jesteś dziwakiem, Anthony - stwierdziłem zanim zdołał odpowiedzieć. Ta opinia nie mogła siedzieć wewnątrz mnie. - Ale zadziwiająco w pozytywnym sensie.
Nie chciałem czuć do niego sympatii, w zasadzie dotąd odnosiłem wrażenie, że powinienem nim gardzić. Nie zwracać uwagi. Jedyne co w nim było interesującego to przecież tylko talent. Zdecydowanie za mało. Ale już po tej krótkiej rozmowie zaczynałem zmieniać o nim zdanie i dostrzegać drugie dno. Nie wiedziałem jeszcze co to oznacza, ale jeżeli juz mnie coś zaintrygowało to łatwo nie zamierzałem odpuszczać.
Dowiem się więcej. Poznam go, bez względu na to ile to będzie kosztować i jak się skończy.


_________________

Diederick van Vollenhoven

- * -
telefon [url=http://]- pokój[/url] - pb [url=http://]- strój[/url] - relacje
Zobacz profil autora

13 Re: Stolik on Sob Gru 15, 2012 6:21 pm

Postukałem palcami w okładkę książki. Długo po prostu gapiłem się na Dereka, nic nie mówiąc, milcząc. W zasadzie nic dziwnego, ba, całkiem normalne z mojej strony, wszak według opinii innych nigdy nie byłem zbyt rozmowny. Uchyliłem usta, gdy zapytał o moją nagłą "radość", jednak nie zdążyłem odpowiedzieć, bo chłopak mówił dalej. I to rzeczy, które ponownie wywołały mój uśmiech. "Jesteś dziwakiem". Jakbym słyszał to pierwszy raz... Dobrze wiedziałem, że większość uważa mnie za dziwnego, czy to z powodu mojej "nieśmiałości", czy... jeszcze innych. Zaskoczyły mnie natomiast jego kolejne słowa. Zaskoczyły i trochę zaniepokoiły, czego zapewne nie udało mi się ukryć. Spoważniałem i zacisnąłem palce na książce. Skoro dostrzegał jakiekolwiek pozytywy w moim dziwactwie, oznaczało to, że trzeba jak najszybciej uciekać, coby nie dowiedział się za dużo. Nie chciałem by ktokolwiek, a w szczególności ten chłopak, wiedział o mnie więcej niż inni. Owszem, niektórym udało się co nieco usłyszeć, niestety...
- Nie należy dopatrywać się pozytywów w dziwactwach... - szepnąłem. Tak cicho, że w zasadzie nawet nie byłem pewien, czy mnie dosłyszał. Zresztą w ogóle mnie to nie obchodziło. Na koniec wzruszyłem ramionami i wstałem podpierając się obiema dłońmi o blat stolika. Pociągnąłem nosem, po czym po raz ostatni poprawiłem okulary. Tak jak uprzednio, jednym palcem. Złapałem moją książkę przyciskając ją obiema rękami do piersi, posłałem Derekowi jeszcze jeden lekki uśmiech i mrugnąłem. A później? Później odszedłem. Swoim zwyczajnym sposobem, potykając się gdzieś po drodze i bez przerwy rozglądając - jak to tacy jak ja mieli w zwyczaju.


/zt

Zobacz profil autora

Sponsored content

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 1 z 1]

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach