You are not connected. Please login or register


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 1 z 1]

1 Inka Harasymiuk - Lily Loveless on Sob Sty 12, 2013 8:34 pm

Imię i nazwisko: Inka Harasymiuk

Wiek: 17

Data urodzenia: 30 grudnia

Wygląd: Lily Loveless. Blondynka?


Historia:
: Co możesz powiedzieć o jej życiu? Przecież nie uczestniczyłaś w nim o tego nieszczęsnego incydentu. Nigdy nie czułaś z nią jakiejś specjalnej więzi, potrafiłaś pokochać Aloszę, Nadię, nawet Irinę, ale ona? Ona zniszczyła twoje plany, sprowadziła na rodzinę przeklętą plagę, niekończące się problemy. Tak tłumaczyliście sobie waszą biedę, nie potrafiliście zapewnić swoim potomkom odpowiednich warunków. Nie chciałaś iść do pracy, chociaż twoja matka opiekowała się dziećmi, ty całe dnie siedziałaś bezczynnie zastanawiając się nad swoim nieszczęściem. Coś w rodzaju depresji poporodowej, ale wtedy nikt nie wierzył w takie rzeczy. Długo rozważałaś zesłanie jej gdzieś w nieznane zakątki Europy, w końcu pomogła Ci podjąć decyzję. Teraz nie miałaś już żadnych wątpliwości, odesłałaś ją do swojej siostry. Ona też nie radziła sobie najlepiej, ale była w zdecydowanie lepszej pozycji. Zawsze jej tego zazdrościłaś i teraz, z perspektywy czasu zazdrościsz jej też miłości, którą potrafiła obdarzyć twoją córkę. Nie tłumaczyłaś się, pewnego dnia po prostu rzuciłaś, że przyjedzie po nią ciotka i zostanie u niej przez jakiś czas. Ale kłamałaś, z krzywym uśmiechem przytuliłaś ją na pożegnanie, a kiedy tylko wyszła z mieszkania, poczułaś wielką ulgę. Chociaż potencjalne zagrożenie teraz mieszkało daleko od Ciebie, zamknęłaś się w swoim świecie, a twoja noga nigdy więcej nie stanęła na obskurnej klatce schodowej. Nie chciałaś nawet wiedzieć, co się u niej dzieje, a działo się przecież tak wiele. Znowu pojawiły się obawy, znowu bała się odrzucenia, ale o dziwo poszło jej znacznie lepiej niż za pierwszym razem. Bardzo szybko zaczęła mówić do swojej ciotki ‘mamo’, ale Anna nigdy nie wspomniała o tym w żadnym liście, właściwie to i tak nie miało dla Ciebie znaczenia, na żaden nie odpowiedziałaś, chociaż były adresowane bezpośrednio do Ciebie, czytała je Twoja matka i kiedy zaczynała rozwodzić się nad ich treścią ty wycofywałaś się z pomieszczenia, informacje to tym, że Inka zainteresowała się zbieraniem znaczków nie były Ci do szczęścia potrzebne. Anna usilnie próbowała zainteresować Twoją córkę czymś pożytecznym, ale miała w sobie za dużo niechęci. Nie chciała biegać za piłką czy tańczyć ze stadem jednakowych dziewczynek, wolała czytać. Dlatego kiedy przyszło jej szukać towarzyszki, poszukała jej w bibliotece. Nazywała się Maddie i była idealnym dopełnieniem Inki. Jak znalazła się w tej szkole? Anna pisała, że to po prostu stypendium naukowe. To było chyba jedyne wielkie wydarzenie w jej życiu, przecież nikogo nie interesowało, że wstąpiła do kółka teatralnego i pisała scenariusze. Wszystko zaczęło się od powtórzenia sytuacji sprzed lat. Znowu wpuściła niewinnego człowieka w niebyt, zrobiła mu dokładnie to samo co Tobie, ale tym razem była świadoma tego, że robi komuś krzywdę, może nie fizycznie, ale Ty dobrze pamiętasz strach, który zawładnął twoim umysłem, to samo stało się z pijanym nieszczęśnikiem i chyba tylko obecność alkoholu w jego krwi pozwoliło wyjść jej z tej sytuacji cało. Nie wiedziała co ma zrobić, jedynym racjonalnym posunięciem było opowiedzenie o wszystkim Maddie. Dziewczyna nie wzięła tego na poważnie, stwierdziła, że Inka nawdychała się farb, ale już następnego dnia, kiedy jak zawsze przemierzała dzielnie Londyńskie chodniki, jakiś ciężko zarabiający na życie student wepchnął jej do ręki ulotkę. Jakie było prawdopodobieństwo, że ktoś tak po prostu podsunie jej gotowe rozwiązanie? Przecież nie tego jej uczyłaś, zawsze dawałaś jej do zrozumienia, że wszystko musi odkryć sama. Nadal stoisz nieruchomo, w Twojej głowie rozpętała się burza, myśli krążą wokół jednej osoby. Wokół córki, którą znienawidziłaś, a za którą tęsknisz najbardziej. Czekasz na jej przybycie, nie wiesz, czy dożyjesz tej chwili, ale masz nadzieję… Skąd u Ciebie taka nagła zmiana? Czyżby śmierć Twojej matki uświadomiła Ci, jak kruche jest życie? A może jest Ci po prostu żal Inki? Nie odpowiadasz, wolisz nieprzytomnie spoglądać za okno.
: Stoisz otępiała i obserwujesz wesołą gromadkę. Bawią się na huśtawkach, to przecież nic nadzwyczajnego, codziennie bawią się na huśtawkach. Co innego mogliby robić w tej zapyziałej norze, nazywanej przez świat „najpiękniejszym miastem” na Ukrainie. Kto w ogóle wymyślał te głupoty? Kijów może faktycznie dla turystów miał niezwykły urok. Charakterystyczne budowle zapierały dech w piersiach niejednemu amatorowi architektury, bardziej romantyczni przechadzali się nad brzegiem Newy i podziwiali uroczy pałac, ale twoje dzieci są tym znudzone. Nie, to nie tak. Ty jesteś tym znudzona. Mieszkasz tu od urodzenia, nawet na chwilę nie odważyłaś się wyjść z bezpiecznego domowego zacisza. Utknęłaś między swoim łóżkiem a progiem mieszkania. Boisz się wyjść, boisz się, że świat, który jednocześnie tak bardzo chcesz poznać, zrobi Ci krzywdę. Kiedyś znałaś tą dzielnicę lepiej niż kieszenie swojego zniszczonego płaszcza po starszej siostrze. W bramach stoją wesołe pijaczki, śpiewają dobrze wszystkim znane piosenki, nie oszczędzają komplementów i czekają. Czekają na dobrą duszyczkę, tolerancyjną, na przechodnia, który nie przyśpieszy kroku, poświeci im chwilę swojego cennego czasu i porozmawia. Z perspektywy turysty może się wydawać, że rozmowy te będą zupełnie o niczym, ot jakiś zapijaczony bełkot, ale Ty wielokrotnie się tam zatrzymywałaś, słuchałaś opowieści ludzi doświadczonych życiem. Nie odbierałaś ich jako alkoholików, ludzi, którzy z własnej woli przegrali swoje życie. Znałaś ich historię. Teraz już nic Cię nie interesuje, wręcz czujesz obrzydzenie do ludzi takiego pokroju. Kiedy twoja matka jeszcze żyła wspomniała kiedyś o tym, że w jednej z takich bram widziała twojego kolegę. Kolegę ze szkolnej ławki, chłopca, który mógł osiągnąć wiele, ale nie osiągnął nic. Pamiętasz te błogie czasy naiwności? Mogłaś wtedy robić wszystko, nie patrzyłaś na konsekwencje, może nawet nie do końca zdawałaś sobie sprawę, że kiedyś będziesz musiała zapłacić za błędy młodości. Z perspektywy czasu, on był twoim błędem. Największym, jaki mogłaś popełnić. Często się do niego uśmiechałaś i chociaż w pierwszej klasie ciągał Cię za warkoczyki, chował elementarz i wyśmiewał z kolegami, zakochałaś się w nim. Długo czekał, aż w końcu to sobie uświadomisz, długo się starał, a ty wiąż spychałaś go gdzieś na sam koniec listy rezerwowych. Często zmieniałaś zdanie, w końcu dostał swoją szansę. I przez jakiś czas byłaś szczęśliwa, mogłaś nawet odważyć się na stwierdzenie, że to były najszczęśliwsze chwile w twoim życiu. Nawet jego rodzice, sceptyczni i restrykcyjni zaakceptowali Ciebie, jako żonę. Byłaś w ciąży, ale ojcem dziecka wcale nie był twój mąż, tak blisko jeszcze nie byliście. Teraz to wydaje się aż śmieszne, przecież Ty nie czekałaś nawet na imię. Postanowiłaś zachować to dla siebie, miałaś znajomości, pozbyłaś się niepotrzebnego ciężaru, wytłumaczeń, przecież mogłaś mieć dziecko w każdej chwili. I ta chwila nadeszła szybciej, niż się spotykałaś. Chociaż na twoich ustach wszyscy widzieli uśmiech ty przeklinałaś możliwości swojego organizmu. Urodziłaś córkę (Nadia) i miałaś nadzieję, że to będzie koniec, ale on chciał więcej. Miał w głowie wyidealizowany obraz dużej rodziny, nie zważając na swoje wcześniej wykształtowane poglądy, zgodziłaś się dążyć do tego ideału. Rok później urodziłaś kolejną córkę (Irina), ale ona go nie usatysfakcjonowała, chciał mieć syna. Dostał go (Alyosha), cieszył się wtedy jak dziecko, któremu rodzice dali wymarzoną zabawkę, ale żadne z was jeszcze nie wiedziało, że z macierzyństwo to nie tylko ładne dzieci na pokaz. Trzy lata grzebałaś się w pieluchach i kiedy w końcu byłaś w stanie się wyspać znowu zaszłaś w ciążę. Teraz ktoś złośliwie zapytałby, czy wiesz czym jest antykoncepcja, ale to były przecież inne czasy, mentalność ludzi była inna, gratulowali Ci, niektórzy zazdrościli, miałaś przecież wszystko, według nich. Wasza rodzina była jak ślicznie wymalowana pisanka ze zgniłą i obślizgłą mazią pod cienką skorupką. Wybaczyłaś mu raz, obiecywał, że już nigdy tego nie zrobi, ale to były słowa rzucane na wiatr, dla Ciebie on upadł. Niżej niż kiedykolwiek byś przypuszczała, stał się wrakiem człowieka i to samo zrobił z Tobą. Nienawidzisz go, jego imię sprawia, że na twojej twarzy pojawia się grymas zniesmaczenia, a one tylko niepotrzebnie Ci o nim przypominają. Ich też nienawidzisz. Nienawidzisz samej siebie.

Charakter:
: A twoja najmłodsza córka wcale tak bardzo się od Ciebie nie różni. Chociaż wmawiałaś sobie, że nie pozwolisz na to, by którekolwiek z twoich dzieci było takie jak ty nie udało Ci się jej tak wychować. Ale przecież wiedziałaś, że tak będzie, czułaś w niej coś innego, niż w reszcie tej wesołej gromadki. Oni są inni, nie są podobni do żadnego ze swoich rodziców, a ona? Jeszcze jako niemowlę sprawiała więcej problemów niż rodzeństwo. Zarywałaś przy niej każdą noc, wyprowadzała Cię z równowagi, jej płacz sprawiał, że sama płakałaś, chciałaś ją zostawić, powoli odchodziłaś od łóżeczka, ale wtedy ona uśmiechała się co Ciebie, nie robiła tego świadomie, była za mała, żeby kontrolować mimikę swojej wiecznie czerwonej twarzy, a jednak, coś w tym uśmiechu było i musiałaś zostać przy niej, chociaż zasnęła, była w każdej chwili gotowa by ponownie się obudzić i powtórzyć swój koncert. Któregoś dnia zobaczyłaś ją na podłodze w kuchni, wyciągała ręce do swojej najstarszej siostry, ale ona stała osłupiała, minę miała zmieszaną, ale w oczach dostrzegłaś dziwną niechęć. Zignorowałaś to, może, chociaż Nadia była już wcześniej w takich sytuacjach to ona i tak pozostawała czymś nowym, wręcz obcym. Choć bycie matką i kurą domową pochłonęło Cię całkowicie co jakiś czas przyglądałaś się jej uważnie. Nigdy nie mogłaś być pewna, że to nadal twoja córka. Bałaś się jej, ale nie byłaś jedyna. Nikt nie chciał przyznać się do tego, że przeraża go pięcioletnie dziecko z warkoczykami, to było dla nich po prostu głupie, a ty nie wiedziałaś co powinnaś o tym myśleć. Z ulgą odetchnęłaś w pierwszy dzień szkoły. Teraz miałaś kilka godzin samotności, mogłaś odpocząć i poczuć się bezpiecznie, ale czy pomyślałaś, jak zareagują na nią rówieśnicy? Nie chciałaś się nawet zastanawiać czy ją zaakceptują, ważne, że ty miałaś spokój. Twoje oczy nie były w stanie dostrzec tego, co działo się za kolorowymi drzwiami, tam znikała twoja córka każdego ranka. Ten dzień zapamięta na zawsze, chociaż to był jej obowiązek, ona czuła, że się jej pozbywasz, miała wrażenie, że cieszy Cię jej brak, zauważyła twoje zdenerwowanie, ale sama też się denerwowała. Nic nadzwyczajnego, przecież to było dla niej coś nowego. Za drzwiami, które ty zostawiłaś w tyle, ona zobaczyła sporą grupę małych, czerwonych twarzyczek. Niektóre się uśmiechały, inne były przerażone, a jeszcze inne po prostu płakały, przyczepione do nóg swoich rodziców. Bała się podejść do grupki małych dziewczynek, wydawała się być typowym, nieśmiałym pierwszakiem. Osoby z zewnątrz odbierały ją całkiem inaczej niż rodzina, to ją pocieszało, dlatego od tej pory tak chętnie szła na lekcje. Miała w sobie nieopisaną energię, jej uśmiech, dokładnie ten sam, który w Tobie budził strach, innych potrafił rozweselić. Już nie czuła się odrzucana i mogła spokojnie stać się osobą pełną optymizmu. Tak, twoja córka była optymistką. Nie potrafiłaś tego zobaczyć bo za każdym razem niosłaś ze sobą jej czarne wizje. Nie była głupia, chociaż ty właśnie tak lubiłaś ją nazywać, zmęczyła ją radość, nawet jeśli pozwalała sobie na nią tylko z dala od domu. Ciągłe zmiany nastawienia powoli zaczynały ją wykańczać. Przestała liczyć wasze kłótnie, w końcu postanowiła sobie, że zostaniesz przez nią znienawidzona. Chciała czuć do Ciebie dokładnie to samo, co ty czułaś do niej, ale nie potrafiła. Nieważne jak bardzo się starała, nieważne ile krzywdzących słów wypowiadała, nie potrafiła znienawidzić drugiego człowieka w takim stopniu. Chociaż nigdy za wiele nie mówiła, kiedy przestała w ogóle się do Ciebie odzywać zabolało ją to prawdopodobnie bardziej. Chciała jak najszybciej wyzbyć się wyrzutów sumienia i innych źle wpływających na jej psychikę emocji, z dnia na dzień wydawało się jej, że jest coraz bliżej Ciebie. Jakaś pokrętna logika kazała uwierzyć, że jeśli odnajdziesz z niej jakąś część siebie, będziesz w stanie ją pokochać, albo chociaż zaakceptować tak, jak robiłaś to w przypadku jej rodzeństwa. Cóż za naiwność! Tak bardzo dziecinna, że wręcz głupia. Mocno zaciskała pięści kiedy widziała jak jej starania nic nie wnoszą, wmówiła sobie, że przecież nie może tylko tobie pokazywać swojej pozornie złej strony, musi stać się człowiekiem bezuczuciowym i oschłym w stosunku do całej reszty. I próbowała, teraz już nawet nie pamięta ile osób do siebie zraziła i dopiero kiedy sprawy wymknęły się jej spod kontroli postanowiła zostawić za sobą małą dziewczynkę wręcz błagającą o trochę uwagi od swojej matki. Zaczęła kształtować swoją osobowość na nowo. Chciała poczuć się jak czysta kartka, którą może zapisać w całkiem inny sposób, przecież wszędzie otaczały ją przykłady takich wielkich duchowych odmian, ale ona nieświadomie przenosiła przesiane przez grube sito cechy wykreowane wcześniej. Przestała słuchać, chciała wszystko mieć w swoich rękach, być panią sytuacji i tak bardzo zatraciła się w dążeniu do samokontroli, że grunt posypał się pod jej nogami. Teraz można śmiało powiedzieć, że jest niezrównoważona emocjonalnie. Zupełnie jak Ty. Potrafi dobrać słowa, które zranią, a kiedy uświadomi sobie, jak to zabrzmiało – przeprasza. Choć nadal pozostaje milcząca to często zapomina ugryźć się w język. Ale nie to w tym wszystkim jest dla niej najgorsze. Najgorsza jest dla niej świadomość własnej słabości i tego, jak łatwo ktoś może wbić jej nóż w plecy, a wcale nie stara się tego jakoś unikać, wręcz przeciwnie, obsesyjnie dąży do takich sytuacji. Chce zabić swoje wartości bezwzględnością innych ludzi. Dobrze pamiętasz takie zachowanie, ty też szukałaś czegoś, co będzie w stanie rozbić Twoją psychikę, badałaś granice swojej wytrzymałości, ale chociaż teraz sądzisz, że jesteście takie same to zapominasz, że w Twojej córce nadal drzemie empatia. Ty jesteś znieczulona od urodzenia, ona nieskutecznie chciała obrać taką drogę. Jest zdecydowanie bardziej infantylna, jej myśli nadal krążą wokół niemożliwych do zrealizowania celów i nie potrafi kłamać. Tobie kłamstwa przychodziły z niezwykłą łatwością, ona blokuje się na samą myśl o kłamstwie, nie potrafi, nawet jeśli sytuacja tego wymaga. Główną formą jej obrony jest ucieczka, boi się bezpośrednich konfrontacji, które mogą sprawić, że polegnie. Twoja córka miała też niezwykle głupi nawyk, ufała nieodpowiednim osobom, nie może pochwalić się świetnym odczytywaniem intencji i wszystkich tajników osobowości po kilku lakonicznych odpowiedziach i półuśmiechu rozmówcy. Ale przecież nikt nie potrafi, nawet Ty nie potrafiłaś, choć tak bardzo próbowałaś i wszystkim próbowałaś pokazać swoją charyzmę. Pamiętasz, w jej wieku rzucałaś się praktycznie na każdego przedstawiciela płci męskiej, dla dziewczyn byłaś okrutna, a do nich po prostu się śliniłaś, jak tania dziwka na głodzie, teraz możesz być dumna, twoja córka szanuje się bardziej niż ty, podświadomie czuje, że nie chce skończyć jak ty, więc odgradza się cienkim murem. Pełna sprzeczności, ale prosta do zrozumienia, Ty powiedziałabyś raczej „prostolinijna”, z pogardą w głosie i morderczym spojrzeniem.

Talent:
Kiedy pierwszy raz potraktowała Cię tą dziwną właściwością, byłaś zdezorientowana, nie domyśliłaś się, że to ona Ci to zrobiła, to uczucie pamiętasz aż do dziś i z pewnością nigdy nie zapomnisz – twoje oczy zachodzą mgłą by chwilę później czarna płachta mogła przysłonić Ci widoczność, czujesz grunt pod nogami, ale on niebezpiecznie drga, wpadasz w panikę, wodzisz ręką w powietrzu, na ślepo usiłując się czegoś złapać i kiedy w końcu prawie dosięgasz krzesła, po prostu znikasz. Otacza Cię pustka, masz wrażenie, że nic, co przed chwilą widziałaś, nie jest prawdziwe, masz wrażenie, że ty nie jesteś prawdziwa. Lewitujesz gdzieś między światami, aż w końcu pojawia się światło. Na myśl przychodzi Ci tylko jedno, to była twoja śmierć, ale widzisz swoją córkę, stoi przed tobą i pyta o coś, ale jesteś zbyt oszołomiona, żeby ją zrozumieć, nie potrafisz zrozumieć, co przed chwilą zaszło, nie wiesz, jak to wytłumaczyć, a ona wydaje się nie zwracać na to uwagi.

Grupa: iluzjoniści

Poziom zaawansowania: średni



Ostatnio zmieniony przez Inka dnia Sob Sty 12, 2013 9:44 pm, w całości zmieniany 2 razy

Zobacz profil autora

2 Re: Inka Harasymiuk - Lily Loveless on Sob Sty 12, 2013 8:39 pm

jeżeli urodziła sie w 95 to by miała w naszym czasie 26 lat xddd
i wgl to na serio raczej kontrolerzy niż iluzjoniści, chociaż gdybyś mniej emocjonalnie opisała talent to bym mogła się kłócić xddd

Zobacz profil autora

3 Re: Inka Harasymiuk - Lily Loveless on Sob Sty 12, 2013 8:58 pm

akcept


_________________
Zobacz profil autora http://utsi.forumpolish.com

4 Re: Inka Harasymiuk - Lily Loveless on Sob Sty 12, 2013 8:58 pm

NO ZAPOMNIAŁAM Z TYM PRZESKOKIEM
Embarassed

Zobacz profil autora

Sponsored content

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 1 z 1]

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach