You are not connected. Please login or register


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 1 z 1]

1 Huśtawka przy 11A on Pią Gru 21, 2012 8:58 pm

Zobacz profil autora

2 Re: Huśtawka przy 11A on Nie Sty 20, 2013 10:54 am

////wysepka////

Charles miał dziś zajęcia, ale po paru minutach spędzonych z tą zgrają nieokrzesanych wariatów, miał dość. Nie obchodziło go to co powie opiekun, nauczyciel, czy jego 'znajomi', wyszedł bez słowa. Sam potrafił zadbać o swój talent, nie potrzeba mu do tego niezbyt dobranego towarzystwa. Nie lubił miejsc gdzie jeden próbuje przekrzyczeć drugiego, ktoś ściga się z kimś innym, pokazuje kto jest tu lepszy. Udowadnia coś co nie było konieczne udowadniać. Istny chaos.
Charles lubił wykorzystywać moment kiedy wszyscy, albo większość, byli na zajęciach na przebywanie w miejscach, w których zazwyczaj nie przebywał z racji zbyt wielkiego przeludnienia. Takich na przykład jak ta huśtawka.
Przyniósł ze sobą trzy rzeczy. Notatnik, który w zasadzie był bezsensownym przedmiotem, bo większość kartek mimo usilnych prób nadal pozostawała pusta. Dwie, może trzy strony były za to wypełnione bazgrołami. Nic ciekawego. Dwoma pozostałymi przedmiotami było pudełko z lodami śmietankowymi i łyżeczka. Charles uwielbiał lody, w Caracas przed centrum filmowym stała samotna budka z lodami i codziennie rano i wieczorem rodzice, a potem on sam, kupował sobie po jeden gałce. Jedno z nielicznych miłych wspomnień z poprzedniego życia.
Charles siedział na huśtawce, ale się nie bujał. Patrzył przed siebie, ale w pewnej chwili znów to poczuł. Znajome spojrzenie, poznane dopiero dzisiaj rano, ale już znajome.
Obrócił lekko głowę w jej kierunku.
- Innych zapytałbym czy mnie śledzą, ale chyba w tym przypadku kolejne nasze spotkanie to przypadek, prawda? - zapytał podsuwając się na jedną stronę huśtawki, by zrobić miejsce dla dziewczyny.


_________________
Charles Ezra Oliviera

Zobacz profil autora

3 Re: Huśtawka przy 11A on Nie Sty 20, 2013 11:33 am

Powinna się śpieszyć. Zasiedziała się gdzieś między wysepką a akademikami i była spóźniona. Jej obecność na zajęciach była tylko estetycznym dodatkiem i nabijaniem frekwencji. Ustępowała miejsca osobą, które faktycznie chciały pokazać co potrafią. Dlatego wolała zajęcia teoretyczne, zwłaszcza kiedy uczyły jak swój nieznośny talent zahamować. I to szło jej znakomicie, na chwilę obecną potrafiła zablokować się permanentnie, ale czy aby na pewno to było takie dobre? Po co jej niezwykła moc, skoro jej strach powstrzymuje ją przed rozwijaniem się? Wewnętrzna blokada nie do pokonania, a wielu nauczycieli próbowało. Powinna się śpieszyć, ale nie lubiła. Zamiast w pośpiechu biec do jednej z treningowych sal szła spokojnie w zupełnie innym kierunku. Nie przypuszczała, ze gdziekolwiek się jeszcze zatrzyma, ale na huśtawce dostrzegła znajomą twarz. Tak się jej przynajmniej wydawało. Chociaż na wyspie widoczność była ograniczona, a później mogła przyjrzeć się chłopakowi tylko przez chwilę i to przelotem, teraz nie miała żadnych problemów w rozpoznaniu. Natychmiastowa zmiana planów. Znowu została złapana na przyglądaniu się, ale teraz nie zestresowało jej to jak poprzednio.
- Nie, po prostu cię śledzę.Jestem maniakalnym prześladowcą. - To aż dziwne, że takie słowa były w stanie przejść przez jej wewnętrzny filtr. Powiedziała to, jakby naprawdę tak było, dlatego żeby przypadkiem nie pomyślał, że jest się czego pać, uśmiechnęła się i usiadła obok. To, że ludzie opuszczają zajęcia nie było żadną nowością, ale najczęściej chowają się gdzieś w swoich pokojach, albo uciekają za terytorium rezydencji, a jego obecność tutaj nie zdziwiła jej tak bardzo, jakby mogła w przypadku całej reszty.

Zobacz profil autora

4 Re: Huśtawka przy 11A on Nie Sty 20, 2013 1:50 pm

Charles uśmiechnął się. Można i nawet zaśmiał, ale jak zwykle próbował ukryć tę minę pochylając głowę i patrząc w swoje dłonie. Dłonie trzymające pudełko z lodami smaku śmietankowego. Powoli zaczynały już się rozmrażać, zamieniając coś w rodzaju kremu, a pojedyncze kropelki wody ściekającej po bokach plamiły mu spodnie, nie przejmował się tym jednak. Przy takiej pogodzie wszystko wysychało bardzo szybko.
Trzeba przyznać, że Australia przypominała klimatem odrobinę Wenezuelę. Chyba Charles wolałby, by nie przypominała.
Podniósł odrobinę wyżej pudełko, by dziewczyna je zauważyła.
- Masz ochotę? - zapytał. Łyżeczka była wbita w lody, ale powoli zaczynała się już przechylać. - Mam tylko jedną łyżkę, ale chyba się nie brzydzisz? - zapytał jeszcze. Nie wiem czemu ale przez moment dzielenie łyżeczki wydawało mu się bardzo intymną sprawą. Ale tylko przez chwilę. Później nastąpiła zwyczajność.
Charlesowi wiele rzeczy się wydawało w życiu. Wydawało mu się, że jego rodzice są jego rodzicami i go kochają bez względu na wszystko. Wydawało mu się, że jego przyjaciele są jego przyjaciółmi i że wyrażą to chociaż przychodząc na jego pogrzeb, nie ważne, że oszukany. Wydawało mu się, że jest na tyle odpowiedzialny, że jest w stanie dobrze wybierać swoje towarzystwo, jest w stanie o siebie zadbać. Ze wszystkim się mylił. Dlatego teraz nic już sobie nie wyobrażał, nie uzupełniał pustych linijek. Notes pozostawał pusty.


_________________
Charles Ezra Oliviera

Zobacz profil autora

5 Re: Huśtawka przy 11A on Nie Sty 20, 2013 5:16 pm

Długo się Inka przyzwyczajała do tych wiecznych upałów. Jedyne zbawienie przynosiła jej noc, aż niemożliwie zimna. Bo przecież Australia za dnia upalna, w nocy stawała się niebezpieczna, zwłaszcza dla takich małych kangurków, które zamarzały! Było jej ich szkoda, bo przecież zwierzątek jest zawsze szkoda, one nic nikomu nie robią, a zawsze najgorzej wyjdą. Gdyby była trochę większą maniaczką ochrony zwierząt to może przykułaby się do jakiegoś drzewa żądając zbudowania specjalnych schronisk na terenie całej Australii, najlepiej co dwadzieścia metrów, żeby dla wszystkich starczyło, ale nie była. I nawet nie mamy się co oszukiwać, Inka nie należała do działających ludzi, ona raczej myślała. Mogła obmyślić mało logiczny plan, który odpowiedni ludzie i tak potrafiliby wcielić w życie. To chyba dobrze, że taki zapaleńcy jeszcze stąpali po ziemi.
- Mój paranoidalny umysł ma pewne wątpliwości co do składu tej mieszanki. - Przyjrzała się lodom i zaczęła tworzyć teorie spiskowe. Co jeśli on dosypał tam niefajnych prochów? A co, jeśli teraz ja zabije i rzuci hienom na pożarcie? Czy w ogóle tu były hieny? Dlaczego wyjawiła mu, że czasem wpada w paranoję? Przecież wcale nie chciała, żeby ktoś wiedział, żeby ktoś wiedział, że to jest poważne. To była chyba choroba rodzinna, teraz musi jakoś się z tego wyplątać i jedyne co przyszło jej na myśl to krzywy uśmiech. Nie opracowała działania w nieręcznych sytuacjach. Ale i tak by wzięła, z jednej strony podejrzenia, z drugiej dziwne zaufanie. Więc zjadła, cóż mogła stracić? Życie? Od dawna już nie istniała tak, jak powinna, jej śmierć według wielu osób była tylko kwestią czasu. Niby tak jest w przypadku każdego, ale jej zegar działał jakby szybciej. - Co tu właściwie robisz? - Zapytała zwracając łyżeczkę, nie wcale jej nie przyszło do głowy, że może po prostu nudził się na lekcjach, przyszedł pewnie kogoś zabić.

Zobacz profil autora

6 Re: Huśtawka przy 11A on Pon Sty 21, 2013 8:00 am

Charles nigdy nie brał pod uwagę angażowania się w walkę o ochronę zwierząt. Nigdy nawet nie przyszło mu to do głowy. Istniało tak wiele ludzi biorących w tym tak czynny udział, że pchanie się tak na siłę wydawało się zupełnie niepotrzebne. Jakby robione jedynie na pokaz. Charles wiele w swoim życiu robił na pokaz i by zwrócić na siebie uwagę, ale już dawno zdecydował z tym skończyć. Był pewien, że jego 'pomoc' przyniosłaby same szkody. Niezależnie w jakim temacie i zakresie. Czy chodziło tu o niewinne i bezbronne zwierzęta, czy ludzi. Jeżeli ktoś nie potrafił poradzić sobie z samym sobą, to jakim cudem potrafiłby z czymkolwiek innym? Naprawianie świata powinniśmy zaczynać od naprawiania samych siebie, nieważne jakie trudne i czasochłonne by się to wydawało.
Zadziwiające, ale właśnie dziś, właśnie w obecności tej bezimiennej dziewczyny Charles miał wrażenie, że potrafi naprawić siebie. Ba, że jest prawie, że naprawiony.
- To tylko lody - powiedział spokojnie. Do końca nie wiedział, czy dziewczynie chodziło o zbyt dużą zawartość kalorii w tym pudełku, czy może o niezbyt zachęcający wygląd roztopionych lodów. Chociaż rzeczywiście jakaś część podświadomości podpowiadała mu, że może chodzić o coś więcej. Coś czego jeszcze nie zrozumiał w zachowaniu dziewczyny.
Poczęstowała się jednak. Mimo wątpliwości. Czy mu ufała? To by było miłe.
Miłe by było też gdyby nie zadawała trudnych pytań. Charles jednak się starał i nie dał po sobie poznać, że w zasadzie sam do końca nie wie co tu robi.
- Chyba czekam. Albo uciekam. Bo chyba nie za bardzo się ukrywam siedząc tak na widoku, co nie? - poszukał potwierdzenia swoich słów u niej. - Ale chyba najbliższe prawdy jest to, że jem lody siedząc na huśtawce, ale to chyba już zauważyłaś. Nie ma w tym nic ukrytego - przyznał. Nie wiedział czy takiej odpowiedzi oczekiwała, ale dla niego byłoby to wystarczające. - Chciałbym móc cię jakoś nazywać w myślach - dodał jeszcze. Bezimienne myślenie o kimś było odrobinę irytujące. Ale Charles nie potrafił po prostu zapytać 'Jak masz na imię?'


_________________
Charles Ezra Oliviera

Zobacz profil autora

7 Re: Huśtawka przy 11A on Pon Sty 21, 2013 2:03 pm

No tak, ludzie robili takie rzeczy głównie dla rozgłosu, a to też można było odebrać na dwa sposoby. Niektórzy krzykliwi ludzie chcieli aby ich poglądy i nowe możliwości dotarły do większej grupy, inni chcieli się po prostu wybić na czyjejś naiwności. Sama Inka tez wielokrotnie próbowała zwrócić na siebie uwagę, czuła się wtedy jak nieznośny bachor, ale uczucie odrzucenia przez własną matkę i chęć zmienienia tego stanu były silniejsze,m to chyba cud, że nie miała choroby sierocej czy innych defektów. Teraz już przestała, dla wielu ludzi przyjazd do rezydencji był rozpoczęciem nowego życia i Harasymiuk też tego chciała, ale przyczepiła do siebie przeszłość zbyt mocno, teraz musiała ją za sobą ciągnąć i po prostu mniej myśleć.
Gdyby jakimś sposobem Inka dowiedziała się, że Charles czuje się przy niej naprawiony to z pewnością byłoby jej bardzo miło, może nawet poprawiłoby to jej samoocenę? Do tej pory tylko utwierdzała się w przekonaniu, że jest osobą, z którą lepiej nie rozmawiać bo można narobić sobie w głowie jakiegoś ciężko spieralnego gówna. Często to słyszała, czasem miało pozytywny wydźwięk, czasem raczej w formie żartu, ale nadal nie wiedziała co z tym faktem zrobić. Po prostu to ignorowała, tak na pierwszy rzut oka, bo później zadręczała się wszystkim, żeby lepiej się spało.
No tak, tylko lody, już była całkowicie spokojna o swoje zdrowie i chociaż nie potrafiła się do końca zdefiniować, ani powiedzieć jak jej dziś właściwie jest, to chyba było fajnie.
- Niektórzy potrafią zostać niezauważonymi nawet na widoku. Trzeba tylko chcieć. - Znowu jakieś dziwaczne metafory krążyły jej po głowie, mówiła tylko sobie znanym szyfrem i łudziła się, że może on go zrozumie. Takie miała uczucie. Patrzyła przed siebie przez dwie czy trzy minuty i dryfowała miedzy huśtawką a swoją wyobraźnią. To było niebezpieczne, wróciła na ziemię lekko huśtając huśtawką? Masło maślane...podciągnęła nogi na drewno, by znowu nie użyć tego słowa i spojrzała z lekkim uśmiechem na chłopca. - Ale ty chyba nie chcesz być niewidzialny. - Nie teraz? - Miała nadzieję, że nie czytał w myślach, spaliłaby się chyba ze wstydu. I nie wiedziała czy powinna posuwać się tak daleko w swoich przypuszczeniach, ale sam przecież stwierdził, że nie ma tu nic ukrytego. Potrzebowała kolejnej chwili zawieszenia by zastanowić się, czy chce odpowiedzieć na to ukryte pytanie. - [i]Inka.[/b] - Chciała.

Zobacz profil autora

8 Re: Huśtawka przy 11A on Wto Sty 22, 2013 5:45 pm

Charles nigdy by nie pomyślał o Ince w ten sposób, że robi gówno z mózgu. Znał wielu ludzi, którzy to robili, a nawet gorsze rzeczy, ale nigdy nie porównałby ich do dziewczyny. Nie pasowała do wzorca jaki przedstawiali sobą te zjeby. Znaczy, niby Charles poznał ją zaledwie parę godzin temu, ale serio nie wykazywała objaw choroby sierocej, czy psychicznej. Tych, których Charles znał, od razu pokazywali na co ich stać udowadniając najróżniejsze rzeczy, do niczego w życiu nie potrzebne, ale dla nich chyba niezbędne do podbudowywania swojego ego.
W zasadzie Charles myślał, że to on sam wygaduje głupoty i zaraz zbłaźni się przed dziewczyną. Zebrało mu się na filozoficzne bzdety. Ani to sensu nie miało, ani celu. Powinien lepiej milczeć. Tyle że... Charles pragnął jakiegoś towarzystwa. A do tej pory nie potrafił odnaleźć takiego, w którym czułby się dobrze. Więc próbował. Z Inką też próbował.
- Nie, nie chcę - odpowiedział jej. Przeniósł na chwilę spojrzenie ze swoich dłoni na nią. Ale tylko na chwilę. Długo tak nie mógł. - W innych wypadkach może, ale nie teraz. - Nie, Charles nie czytał w myślach, on po prostu chyba nadawał na podobnych falach.
Lody się topiły. Kropla spadła spadła na brodę i koszulkę wróżka, ale on tego nie zauważył. Patrzył teraz przed siebie.
- Charles - również się przedstawił. Choć przez chwilę chciał wymyślić sobie inne imię. Bez powodu. Czasami tylko kiedy ktoś zwracał się do niego niewłaściwym imieniem, miał wrażenie że jest kimś innym. Podobało mu się to. - Inka to ciekawe imię. Skąd pochodzisz? - Normalne pytanie. Brawa.

Zobacz profil autora

9 Re: Huśtawka przy 11A on Wto Sty 22, 2013 8:50 pm

Inka czasem lubiła takie filozoficzne bzdety, mogła spokojnie się zastanowić i pomyśleć bo by było gdyby. Niby to nie zdrowe dla psychiki, bo zaczynamy tworzyć sobie chore teorie, w niektórych przypadkach można się nawet oskarżać o niekompetencję i małą skuteczność w biegu do szczęścia, ale pomagały zapełnić jej czas. No i oczywiście wprowadzały w nietuzinkowy, najczęściej depresyjny humor, którego teraz nie było w niej widać. Nawet w małym stopniu. Może tylko się jej tak wydawało, może to tylko jej głupie odczucia na temat samej siebie, ale nawet jeśli, to miło było się przez jakiś czas oszukiwać w dobrym towarzystwie. Tak, uznała Charlesa za dobre towarzystwo po raz kolejny dnia dzisiejszego. Teraz nie miała zamiaru tak szybko odejść w swoją stronę.
I w końcu. W końcu udało im się skonfrontować. Inka również postanowiła spojrzeć na niego wtedy, kiedy on patrzył i chociaż mogła wpatrywać się w jego oczy tylko przez chwilę to coś dziwacznego w niej drgnęło. Jakby znała go już od bardzo długiego czasu, a on nadal miał przed nią wiele do odkrycia. Była dziwnym człowiekiem, naprawdę dziwnym, potrafiła poczuć niewytłumaczalną więź z nieznajomym, ale odpychała ludzi, których znała przez dobrych kilka lat. Jakkolwiek to nie zabrzmi, w oczach Charlsa widziała swoją przyjaciółkę. I nie jest to żadna forma zdeprecjonowania go do miana przyjaciółki. Nie.
- Coś ci kapie z brody. - Uśmiechnęła się nawet delikatnie, kiedy zauważyła. Niestety nie miała żadnej chusteczki, którą mogłaby poratować chłopaka. - Z Ukrainy. - Westchnęła aż na samą myśl o Ukrainie. Obsunęła się troszeczkę tak, by mogła swoją ciężką głowę odchylić do tyłu i ułożyć na oparciu.

Zobacz profil autora

10 Re: Huśtawka przy 11A on Czw Sty 24, 2013 11:31 am

Pozwolono mi to się wpierdalam xd

Zapomniała stroju na wuef i dlatego teraz biegła by przez ten moment przerwy jaki mieli, złapać strój i jeszcze mieć czas coś zjeść. Była dzisiaj bardzo szczęśliwa! Właśnie sprawdziła wyniki i już wiedziała jak świetnie jej poszło, tyle pracy i opłaciło się. Zatrzymała się, bo zdawało jej się, że z daleka dostrzega Charlesa na ławce. Uśmiechnęła się do siebie zadowolona, zaraz mu opowie jak wspólna nauka jej pomogła. I jemu też, mieli piękne wyniki.
- Zgadnij kto - zawołała, podchodząc od tyłu i zatykając mu oczy swoimi dłońmi. Dopiero wtedy zauważyła, że obok niego siedzi dziewczyna i że ewidentnie ze sobą rozmawiają. Zawstydziła się odrobinę i opuściła dłonie. - Cześć - zwróciła się do niej, już nie tak pewnym siebie głosem. Nie znała jej. Wydawało jej się, że zna wszystkich znajomych Charlesa, a tej dziewczyny jeszcze nigdy nie widziała. Nie znaczyło to, że zaraz zaczęła panikować, że być może jej ukochany jej już nie chce, że woli tę blondynkę. Skądże. Ona ufała swojemu kochanemu. A mimo to dalej stała za ławką, czekając co on powie. Zagryzła wargę. Chciała schować się gdzieś bardzo głęboko.

Zobacz profil autora

11 Re: Huśtawka przy 11A on Pią Sty 25, 2013 4:15 pm

Charles również poczuł coś niepokojącego kiedy ich spojrzenia się zetknęły, ale on nie potrafił raczej dojść do takich wniosków jak Inka. Do żadnych wniosków nie był w stanie dość. Nie widział w jej oczach czegoś co znał i potrafił do czegoś porównać. Raczej coś nowego. Charles nigdy nie bał się nowych rzeczy, właściwie wolał je niż coś co znał od dawna. Bo to co dawne zawsze kończyło się źle. Nowe przynosiło nadzieję, a przynajmniej chciało się by to przynosiło. Oczywiście wiązało się to też z pewnym rozczarowaniem, ale... Charles raczej nie sądził żeby nastąpiło ono w tym przypadku.
- O - wyrwało mu się i już podniósł rękę do brody, by wytrzeć ją rękawem. Niechlujny nawyk powodujący, że stale miał zabrudzone rękawy, ale od czego są pralki. - Byłem kiedyś w Bułgarii - przyznał Charles. Kojarzył, że to blisko Ukrainy, ale dla niego Europa stanowiła dziwaczne kłębowisko zbyt wielu różniących się narodowości. Nie potrafił ich ogarnąć.
Więc zmieszał się. Zarówno przez wypadek z brodą, jak i swoją niewiedzą.
Nie wiem, czy można stwierdzić, ze Isabelle wyplątała go z opresji, bo to tak naprawdę opresją nie było. Prędzej można było powiedzieć, że Charles poczuł jak jego dziewczyna sprowadziła z sobą opresję. Nie wiedział jak tłumaczyć sobie to odczucie. Postanowił je od siebie odepchnąć pozostawiając jedynie to miłe uczucie, które zawsze odczuwał z obecności Isabell.
- Bell - uśmiechnął się odwracając do niej. Od razu ją rozpoznał i poznał tą nieśmiałość wymalowaną na jej twarzy na widok innego towarzystwa. Pocałował ją lekko wychylając trochę ze swojego miejsca. Całus na powitanie, zwyczajny. - To Inka. Inka, to Isabelle - przedstawił je sobie, w końcu był kulturalnym człowiekiem. - Właśnie mi opowiadała, że pochodzi z Europy. Dokąd szłaś?


_________________
Charles Ezra Oliviera

Zobacz profil autora

12 Re: Huśtawka przy 11A on Pią Sty 25, 2013 7:35 pm

Nie wiedziała czy ta Bułgaria miała dotyczyć jego pobytu w Europie czy też sądził, że Ukraina jest całkiem blisko, więc postanowiła nie wnikać. Tylko jeszcze raz się uśmiechnęła. Mogłaby tak siedzieć z nim przez cały dzień, milczeć, ale ktoś jej w tym przeszkodził. Nie wiedziała jeszcze, jakie uczucia powinna żywić do własnie przybyłej. Właściwie to jej nie znała, może była jego przyjaciółką? Wszelkie wątpliwości rozwiały się już po chwili, była kimś więcej. A Inka poczuła się rozczarowana. Nie podobało się jej to uczucie, nie wiedziała nawet skąd się wzięło, może trochę za bardzo odnajdywała się w jego towarzystwie? Natychmiastowo wszystkiego pożałowała. Mimo wszystko posłała dziewczynie powitalny uśmiech, jeden, mały, wystarczy. Nie chciała im przeszkadzać, dziwnie się czuła ich towarzystwie, teraz, było jej najzwyczajniej w świecie głupio, teraz przyszedł czas na jej wielką ucieczkę, w końcu znalazła się w tak żenującej i niezręcznej sytuacji, że była w stanie to zrobić.
- Pójdę już. - Powoli wstała z ławki tym samym robiąc na niej miejsce dla Bell. Może uda się jej zdążyć na piętnaście minut? Może jakimś cudem w ciągu tej chwili przestanie się bać tej swojej czarnej dziury? Będąc już strasznie daleko od ławki złapała się na czymś okropnym. Myślała...jak zareagowałaby Isabelle, gdyby wrzuciła ją w swoją koszmarną iluzję. Jeszcze raz, nie podobało się jej to.

zt

Zobacz profil autora

13 Re: Huśtawka przy 11A on Pią Sty 25, 2013 7:54 pm

Czuła się dziwnie i nawet zwyczajne zachowanie Charlesa ją nie uspokoiło. Już aż tak nie kipiała szczęściem z powodu dobrych ocen i pięknego dnia. Ruszyła się by usiąść, ale przystanęła w pół kroku. Miała wepchać się pomiędzy nich? Nie. Usiąść na kolanach Charlesa? Nie mogła, bo po pierwsze miał lody i był brudny, a po drugie wstydziła się. Jak zwykle jej pruderyjna natura wychodziła na wierzch w obecności innych.
- Europa Wschodnia, prawda? - To naprawdę było odważne z jej strony zapytać się o to, szkoda że odpowiedzi od samej dziewczyny uzyskać nie mogła, bo gdy Isabelle zbierała się na odpowiedź w sprawie swojej obecności tutaj, Inka postanowiła ich opuścić. Zrobiło jej się przykro, to nie mogło być z jej powodu, prawda? Usiadła na dotychczasowym miejscu Inki.
- Sądzisz, że mnie nie lubi? - Była przerażona tą myślą, bo co takiego mogła zrobić obcej jej dziewczynie? Przecież tylko się przywitała i bardzo starała się być miłą, nikomu się nie narzucała. - Pokój - dodała. - Szłam do pokoju, bo zapomniałam stroju. - Złożyła ręce na podołku. Nie wiedziała czy ma iść czy zostać. Obowiązki ją wzywały do siebie.

Zobacz profil autora

14 Re: Huśtawka przy 11A on Sob Sty 26, 2013 9:00 am

Charles oczywiście zamierzał zaraz ustąpić miejsca Bell. Jednak wydarzenia potoczyły się zbyt szybko i zanim się nie obejrzał Inki już nie było. Zupełnie jak nad jeziorem po prostu uciekła. Charles uznał jednak za jakiś postęp to, że przynajmniej poinformowała go, ich o tym, że już sobie idzie. Chociaż z drugiej strony... Nie dało się oprzeć wrażeniu, że Inka poszła sobie właśnie z powodu Isabelle. Charls nie wiedział co miał o tym myśleć. W zasadzie nawet nie chciał myśleć, bo sam nie wiedział do jakich wniosków by doszedł.
Postanowił się skupić na swojej dziewczynie.
- Nie wiem, Bell. Dopiero ją poznałem. Ale jak ciebie można nie lubić? - uśmiechnął się do niej promiennie.
Nie wiem od jakiego czasu określali się jako para, ale przyjaźnili się od początku ich wspólnego pobytu tutaj. Charles często miał wrażenie, że Isabelle była takim delikatnym kwiatem, o którego trzeba było dbać, by móc się cieszyć jego widokiem. I oczywiście zapachem. Dlatego najważniejsze co do niej czuł to potrzeba opiekowania się dziewczyną. Reszta schodziła na dalszy plan. Zresztą oboje mieli podobne nastawienie do "reszty" spraw. On również wstydziłby się gdyby usiadła mu na kolanach. Takie zachowania kojarzyły mu się niezbyt dobrze. Wiedział jednak czego spodziewać się po Isabell i to go uspokajało.
- Ale teraz już nigdzie nie pójdziesz i zostaniesz ze mną? - zapytał z uśmiechem i lekką nadzieją.
Podał jej roztopione lody. Wolałby w tej chwili jednak nie myśleć o tym jak jeszcze niedawno częstował Inkę.


_________________
Charles Ezra Oliviera

Zobacz profil autora

15 Re: Huśtawka przy 11A on Sob Sty 26, 2013 2:54 pm

- Nie wyglądała na zadowoloną, że mnie widzi - kontynuowała z praktycznie drżącą brodą, zupełnie jakby chciało jej się płakać. Bardzo ją to zabolało, że ktokolwiek od razu uciekał na jej widok, jakby była trędowatą. Nie rozumiała tego, ale było jej bardzo przykro. I pewnie jakby się dowiedziała jaki naprawdę ma do niej stosunek Charles też byłoby jej przykro. Jej się wydawało, że go kocha, a on tylko chciał się nią opiekować? Tak bardzo smutne. Jakby była małym dzieckiem.
- Ale nie długo - ustąpiła. Miała lody, które nawet roztopione można było uznać za posiłek, więc to mogła sobie odpuścić. Ale potem i tak musiała biec na zajęcia. Była odpowiedzialną osobą. - Ale z ciebie brudasek - starła mu z brody lody i uśmiechnęła się. Zapomniała o tym dziwnym uczuciu sprzed paru minut. Była z Charlesem bardzo szczęśliwa, więc nikt nie mógł tego zepsuć. - Przyjdzie do ciebie wieczorem, widziałeś wyniki? Mamy co świętować - oznajmiła radośnie. Wspólna nauka bardzo im się opłaciła. Posiedziała jeszcze moment, opowiadając co przygotowała na wieczór. Jakiś tam film i planowała sama coś upichcić, ale pewnie skończy się na pizzy i jej płaczu o przypalenie czegoś smakowitego. W końcu niechętnie opuściła Charlesa.

zt

Zobacz profil autora

16 Re: Huśtawka przy 11A on Sob Sty 26, 2013 3:26 pm

Charles uśmiechnął się do niej odrobinę smutno. Chciał ją jakoś pocieszyć, ale nie za bardzo wiedział jak się do tego zabrać. Czasami trudno było się opiekować Isią. Znaczy to nie była jej wina, problem raczej tkwił w Charlesie. W ogóle wiele problemów w nim tkwiło. Na przykład to dziwne uczucie jakim darzył Isię. Moim zdaniem można było to nazwać pewnego rodzaju miłością. Czemu nie. W końcu na jej widok zawsze się uśmiechał. Lubił kiedy do niego mówiła. Rozczulało go jej smutne spojrzenie. I te dziwne zdrobnienia jakimi go nazywała.
Brudasek.
Jeszcze raz się wytarł, ale potem Bell go wyręczyła. I dobrze, sam pewnie jedynie pogorszył sprawę.
- Tak widziałem, są wspaniałe - odpowiedział. A potem zgodził się, a nawet ucieszył z jej propozycji spędzenia dzisiejszego wieczoru.
Choć coś się w nim jednak nie cieszyło. Znów to odepchnął.

////////////////


_________________
Charles Ezra Oliviera

Zobacz profil autora

Sponsored content

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 1 z 1]

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach