You are not connected. Please login or register


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 1 z 1]

1 Gabinet Pinky on Pon Gru 10, 2012 2:58 pm

kiedyś tu coś wstawię, ale na pewno nie jest sztywno, a kolorowo i wesoło, lodóweczka z colą, żeby wychowanek miał czego się napić

Zobacz profil autora

2 Re: Gabinet Pinky on Pon Gru 10, 2012 3:14 pm


Saturn był spokojny. Tolerancyjny. Wyrozumiały. Miał, kurwa, tonę cierpliwości. Nie wiedział skąd. Ale była. Nigdy by się tego po sobie nie spodziewał. Ale była. Jowisz też by się po nim nie spodziewał. Ani Merkury, Venus, Earth, Mars, Neptun, Uran. Pluton też zdecydowanie nie, ale on nie żył więc jego opinia nie była raczej istotna. (Na marginesie Saturn nadal nie potrafi wymienić po kolei imion rodzeństwa). Może Fangora by się spodziewała, ale ona zawsze patrzyła na świat inaczej niż przeciętny człowiek. W każdym razie każda cierpliwość (a zwłaszcza taka niepewna jak u Saturna) się kiedyś kończy. W tym przypadku skończyła się kiedy Saturn przez przypadek wyszedł na spacer. (On chodził na spacery tylko przez przypadki). (Bo nieprzypadkowo jedynie wykurwiał z domu, bo miał tak wyjebane już na wszystkich). (Ludzi naprawdę trudno jest zmienić, nawet po prawie dwudziestu latach małżeństwa). (Przynajmniej Saturna).
Chyba przesadzam z nawiasami.
Przechodząc jednak do tematu.
Saturn w ciężkich buciorach szedł przez korytarz i warczał na każdego napotkanego młodziaka. Przy czym warczenie to należy traktować dosłownie, bo nawet jeżeli Saturn miał ludzką postać to nadal gdzieś w głębi pozostawał wilkiem. Żądnym krwi wilkiem. Tym razem ta krew należała do różowowłosej wariatki bez piątej klepki.
Nagle drzwi do jej gabinetu otworzyły się z głośnym hukiem. Ale bez pukania.
- Pinky! - zagrzmiał Saturn na progu. Nie lubił wypowiadać jej imienia na głos bo było durne. Ale że nie pamiętał nazwiska (ani normalnego imienia) to nie miał wyjścia. W ogóle cud, że pamiętał w ogóle i to! (Chociaż trudno jest nie pamiętać tak charakterystycznego przezwiska). - Twój - wskazał na nią paluchem - podopieczny. - Brzmiało to jak koniec wypowiedzi, ale to tylko zmyłka czasowa, z wykorzystaniem morderczego spojrzenia. - Widziałem go - oznajmił jeszcze groźniej, o ile to możliwe. Ale co złego w widzeniu? - W lesie. - Aaa, las jest zły. Nie od dziś wiadomo. Ale to nadal nie powód tak poważnego wkurwa. - Jak szczał. - No i jasne.

Zobacz profil autora

3 Re: Gabinet Pinky on Pon Gru 10, 2012 6:02 pm


Pinky miała dzisiaj swój dobry dzień. Dużo takich dni miewała, a ten był wyjątkowo dobry. Skończyła pisać wiadomości do wszystkich swoich znajomych, którzy się starzeli, a ona nie. Depresje miała złapać dopiero wraz z nadejściem odpowiedzi, w których to dołączone mogły być zdjęcia potwierdzające, że starzenie się wcale takie złe nie jest. Ale czy to ważne? Teraz Panna Berta była bardzo zadowolona, kliknęła wyślij przy wiadomości do Konstantina i już była prawie gotowa lecieć na zajęcia z najmłodszą grupą swoich podopiecznych, tak naprawdę zajęcia zaczynały się za godzinkę, ale miała dla nich coś specjalnego i chciała się przygotować wcześniej, gdy tu tak nagle brutalność wpadła do jej gabinetu i sprawiła, że kubek Pinky od jej uczennicy, która już dawno to miejsce opuściła, spadł na ziemię.
- Ojej - zdołała jedynie z siebie wydusić nim brutalność ją nie zgniotła. Zdawać by się mogło, że Pinky lubiła każdego. Bo ona się naprawdę starała by każdego lubić, ale czasem się nie dało. Na przykład taki Saturn był bardzo trudny do lubienia, zwłaszcza gdy tak pluł na nią śliną i celował paluchem. - Ojej - powtórzyła dalej trochę zszokowana. Nawet nie obtarła śliny z policzka tylko z otwartą buzią wodziła wzrokiem po niezwykle zdenerwowanej twarzy brutalności. - To bardzo złe? - Należy wybaczyć Pinky, że nie widziała nic złego w tym, że ktokolwiek "szczał" wśród natury. To musiało być bardzo przyjemne uczucie, taki bliski kontakt z naturą, więc czemu to miało by być złe?

Zobacz profil autora

4 Re: Gabinet Pinky on Czw Gru 13, 2012 10:55 pm


- Ojejojej - przedrzeźniał ją rozdrażniony Saturn. A z takim Saturnem nie warto zadzierać. Nawet jeśli to rozdrażnienie ograniczało się jedynie do powtarzania tego typu idiotyzmów jak ojej. Co to w ogóle za słowo? Saturn nie ogarniał. Pozbawione sensu i w żadnym wypadku nie pasujące do sytuacji. Do żadnej sytuacji. Saturn nigdy by go nie użył. Zresztą pewnie nikt nawet nie był w stanie wyobrazić sobie Saturna używającego tego słowa.
Choć nie powiem, że nie było zabawnie kiedy Fangora we wczesnym dzieciństwie Lucky'ego i Happy starała się oduczyć męża używania przekleństw. Saturn się nawet starał i zamiast kurwa mówił motyla kurwa noga. Albo zamiast jebie mnie to używał pięknego zamiennika nic mnie to nie obchodzi, ja jebię. Nic dziwnego, że pierwszym słowem małego Satanka było chuj. No mniejsza.
- ŹLE. BARDZO ŹLE - odpowiedział jej mocno akcentując, by już nie miała wątpliwości. Bo Pinky wyglądała na taką co miewa wątpliwości. Sama była wątpliwością, a Saturn wątpił by taki ktoś jak Pinky miał prawo istnieć. A jak miał to to prawo było wątpliwe. - Wiesz dlaczego źle? Bo w tamtym miejscu odbywają się ćwiczenia. MOJE ĆWICZENIA. MOI podopieczni będą tam się taczać. Taczać w szczynach. Nie uważasz tego za złe? - Niby Saturn mógł mniej obrazowo wyjaśnić to Pinky, ale jego zdaniem właśnie to najbardziej przemówi jej do rozsądku. A jak nie to chyba już nie było żadnej szansy na otrzymanie tego po co tutaj przyszedł.
Nie żeby Saturn na serio wiedział po co. Można puścić podejrzenia, że pewnie się nudził i dawno nie miał dobrego pretekstu by na kogoś nawrzeszczeć. Bo przecież tak naprawdę nie troszczył się o los tych smarkaczy.

Zobacz profil autora

5 Re: Gabinet Pinky on Sob Gru 15, 2012 8:34 pm


Pinky powstrzymała się od zmarszczenia noska, wszak nie wolno było noska marszczyć na nikogo, nawet na tak okropne dla otoczenia osoby jak Saturn. Pinky po prostu nie umiała pojąć jak takie osoby jak Pumpkin mogą żyć na świecie i nic dobrego dla otoczenia nie robić. Tak nie wolno było!
- No dobrze, powiedz kto. - Poprawiła się na krześle, starając nie myśleć, że kubek od Betty leży u stóp Saturna w kawałkach i to z winy Saturna. A herbata w zadnym innym kubku nie smakowała tak dobrze jak w tym. Co do sprawy ze szczaniem w lesie nie zamierzała się tym przejąć, ale poudawać dla własnego spokoju mogła, nawet jeśli to nie było zbyt grzeczne. - Poproszę żeby więcej tak nie robił - dodała, żeby Saturn już na pewno pojął, że ona wie, że to źle. Bardzo źle.
I jednak nosek zmarszczyła. Zmarszczyła go, wyobrażając sobie, że ktokolwiek w szczynach kogo innego się tacza. Podopieczni Saturna mieli swoje zwierzęce formy, ale nawet takie formy nie powinny się tarzać w szczynach.
- Uważam. - I teraz była szczera i naprawdę rozumiała, że to co jej podopieczny zrobił było złe. I naprawdę ją obchodziło dobro podopiecznych, a nie takie wrzeszczenie dla wrzeszczenia jakie to preferował Saturn. Zrobiła poważną minę, tak niepasującą do jej różowych włosów, które to obecnie miały niebieskie końcówki.

Zobacz profil autora

6 Re: Gabinet Pinky on Wto Gru 25, 2012 9:27 pm


Saturn popatrzył na Pinky. Popatrzył też na okno, bo długo na Piinky patrzeć nie potrafił. Z okna popatrzył na trawkę i chwasty. Mrugnął trzy razy. Albo cztery. Chociaż ten ostatni nie był pełnym mrugnięciem. To trzy i pół.
- Nie wiem kto to - powiedział powoli nadal patrząc nie wiadomo gdzie, a to gdzie było nad głową Pinky. W jej obecności Saturn zawsze nie wiedział gdzie spojrzeć, bo samo przebywanie w towarzystwie takiej dziwnej osoby go rozpraszało. Powinni zabraniać różowych włosów. - Nie rozpoznaję wszystkich szczeniaków - westchnął już odrobinę uspokojony, bo jednak doceniał, to że Pinky nareszcie wzięła go na poważnie. A określenie szczeniaki można uznać nawet za pieszczotliwe, w końcu on sam był wilkiem.
Saturn przeszedł się w prawo i lewo po gabinecie, za drugim razem podnosząc kubek i pakując jego szczątki na biurko Pinky.
- Może uda się posklejać - powiedział. Ale wątpił. Mocno.
Potem o dziwo nie wyleciał z gabinetu, a usiadł sobie w dziwnym foteliku i spojrzał na opiekunkę wizjonerów.
- Poza tym powinniśmy coś zrobić by zapobiec szczaniu. No.

Zobacz profil autora

7 Re: Gabinet Pinky on Wto Gru 25, 2012 9:58 pm


Niepamięć do nazwisk szczeniaczków(zdaniem Pinky to było strasznie słodkie, że właśnie tak uczniów nazywał Saturn) przez Pumpkina była bardzo niekorzystna w tej sytuacji. Pinky nie miała pojęcia jak miałaby poprosić chłopca, bo to na pewno musiał być chłopiec, o to by w przyszłości nie szczał. Może powinna profilaktycznie poprosić o to wszystkich uczniów? Ale znowu czemu miałaby karać wszystkich niemiłymi pogaduszkami o szczaniu w lesie? To był prawdziwy dylemat. Jeszcze większy niż całkiem rozbity kubeczek od Bethy.
- Może - przytaknęła, uśmiechając się w bardzo pinkowy sposób. Już wybaczyła Pumpkinowi kubek rozbity. Nawet jeśli był to Pumpkin, którego to tak ciężko było lubić czemu miała chować urazę za tak coś nieważnego jak kubek? Wszak w swoim pokoju miała ich bardzo dużo, kubeczki dostawała na praktycznie każdą okazje.
- Plakaty? - Zasugerowała. Pozostała spokojna, ale ta prawdziwa Pinky wewnątrz Pinky właśnie skakała z radości wrzeszcząc: brokat! Brokat! Dużo brokatu! I już kombinowała jak można umieścić jednorożca na plakacie przeciwko szczaniu w lesie.

Zobacz profil autora

8 Re: Gabinet Pinky on Sro Gru 26, 2012 6:46 pm

Saturn w swoim życiu zbił wiele rzeczy. Właściwie to zniszczył, bo to zbił jest odrobinę ograniczonym określeniem. Zniszczyć można wiele, a zbić jedynie wyjątki. W każdym razie jeżeli skupimy się jedynie na zbiciu (bo na zniszczeniu zajęłoby to za dużo czasu), to Saturn zbijał szklanki, talerze, szyby w oknach, lustra i lusterka, okna i szyby w samochodach, no i domach, no i jeszcze starej rezydencji. Pewnie gdyby w swoim czasie nie spłonęła to by została doszczętnie zniszczona przez młodego wtedy jeszcze Pumpkina. No i przez Jowisza (nie wolno o nim zapominać!). Saturn zbił nawet ulubioną zastawę Pumpkinowej mamy (a teraz już babci), ale ona na miejscu mu wybaczyła. Przecież był jej ulubionym, niewinnym synkiem (do dziś nie ma zielonego pojęcia, że zbicie było specjalne) (no i nie ma zielonego pojęcia, by Saturn w rzeczywistości był jednak niegrzecznym nastolatkiem). Dzisiaj babcia Pumpkin przyjeżdża z lubością oglądać wszystkie swoje wnuki, ale Saturn ma wrażenie, że do jego dzieci przyczepia się najbardziej. Niestety, mimo wszelkich jego przywar i zalet, Saturn zwyczajnie nie ma odwagi by postawić się mamie, w obronie dzieciaków. Słodkie nie? A nie. Bo w tej sprawie Fangora ma więcej męskości niż Saturn i to niestety bardzo go godzi.
No nieważne. Wróćmy jednak do tego jakże wspaniałego, jakże cudownego i nadzwyczajnego, pełnego wewnętrznego ducha i niesamowitego piękna pomysłu Pinky. Plakaty.
- Plakaty i tabliczki - odpowiedział jej jak zwykle niezwykle lakonicznie Saturn Anthony Pumpkin, naczelny metal kiedyś, teraz i na zawsze. - Spot reklamowy - dodał jeszcze przekraczając już wszelkie przewidywalne granice jego pomysłowości.
Nie można jednakże zapomnieć, ze Saturn był już dorosły. W zasadzie stary. Umiał zatem domyślić się też pewnym oczywistości.
- Ale bez brokatu.
Coś przeczuwał że wcale nie będzie mu się dobrze wspołpracować z Pinky w tej całej akcji. W zasadzie nie wiedział od kiedy i dlaczego z nią współpracuje.

Zobacz profil autora

9 Re: Gabinet Pinky on Sro Gru 26, 2012 6:59 pm


I wszystko wróciło do starego tekstu:
- Ojeju - mruknęła. Ledwo zdążyła dwa razy klasnąć z radości, że będą plakaty, a tu jej mówią, że będą to plakaty bez brokatu! Bez brokatu. Cóż to za plakat bez brokatu? Mimo to Pinky uśmiechnęła się diabelsko: wszak nikt nie zabronił jej umieścić jednorożca! - Sądzisz, że Ursula znajdzie fundusze na spot reklamowy? - Z zainteresowaniem przechyliła głowę na bok, przykładając palec do ust. Zaraz pojęła, że Saturn patrzy się na nią dziwnie jak nowi uczniowie, więc szybko się wyprostowała i starała nie uśmiechać aż tak radośnie chociaż to proste nie było. Bądź poważna Berto, nakazała samej sobie. Odchrząknęła i dopiero kontynuowała wypowiedź: - Nie chce cię martwić Saturnie, ale wątpię by nam pozwolili nagrać spot. Kto by w nim zagrał? Ale nie martw się, zaraz idę do moich dziewczynek na ćwiczenia i razem zrobimy piękne plakaty o tym jakie to niebezpieczne gdy się szcza w lesie. To ci mogę obiecać - rozgadała się, należy przyznać. Ale ona naprawdę nie mogła się doczekać aż będzie mogła swe pomysły przelać na papier, jej grupa na pewno pomoże. W końcu to ciekawsze niż ćwiczenia z wizji.

Zobacz profil autora

10 Re: Gabinet Pinky on Sro Gru 26, 2012 7:48 pm

Saturn zatrzymał się. Tak najlepiej było nazwać jego obecną pozycję bez ruszania się. Nie robił nic. Nie trwało to zbyt długo, ale dało się to zauważyć. Zawsze tak robił kiedy ktoś niszczył jego pomysł. Zwłaszcza tak genialny jak ten ostatni. Saturn nie często miewał jakiekolwiek pomysły, albo się w coś angażował. Ale jak już, to robił coś na całego i parę pięknych słówek nie było w stanie mu wybić czegoś z głowy.
- Na takie rzeczy powinna być kasa! - zagrzmiał niespodziewanie prostując się na fotelu. Zrobił taki ruch ręką jakby chciał uderzyć o stół, ale w ostatnim momencie się powstrzymał. Wystarczy jeden zbity kubek. - Jeżeli jest kasa na takie pierdoły jak Halloweenowe przedstawienie o wiedźmie Śmierdziuszce i jej zaczarowanej miotle to powinny być na poważniejsze rzeczy! - Saturna niesamowicie drażniły wszelkie wspominki o tym przedstawieniu, które miało się odbyć na polanie do ćwiczeń polimorfów. JEGO POLANIE. Hm, chyba Pinky była nawet główną organizatorką, ale nieważne. - I wcale nie chcę by ktokolwiek w nim grał. Moim zdaniem czerwone litery na jakimś ciemnym tle i mocny głos grożący jakimś zamknięciem w lachach to byłby idealny spot.
Saturn nie do końca wiedział, czy chce by 'dziewczynki' Pinky zajęły się jego plakatami. Ale póki co nie zamierzał wnosić sprzeciwu. Wszystkiego nie zrobi przecież sam!

Zobacz profil autora

11 Re: Gabinet Pinky on Czw Gru 27, 2012 4:03 pm


To my mieliśmy takie przedstawienie? Ojej! Fajnie, fajnie i Pinky musiała być genialną reżyserką.
Pinky poczuła się urażona i milczała dłuższy moment po tym jak Saturn obraził jej przedstawienie na Halloween, które było zdaniem każdego kto oglądał, wspaniałe. Wspaniałe. Nawet nagrała je i rozesłała wszystkim swoim przyjaciołom i oni też twierdzili, że przedstawienie było wspaniałe. Ale czemu skoro była urażona na Pumpkina, na Pumpkina, którego nie lubiła i to na Pumpkina, który pluł i zbił jej kubeczek, czemu chciała w tym roku przedstawienia zaniechać i fundusze przeznaczyć na spot przeciwko nieładnym zachowaniom przeszkadzającym pozostałym uczniom? Bo była dobra i kochana i była po prostu Pinky.
- Rozumiem Saturnie, ale już dawno udowodniono, że terrorem niczego się nie nauczy pożytecznego. Owszem nie szczaliby, ale wiedzieliby dlaczego im tego nie wolno? Nie, Saturnie. Nie wiedzieliby. Dlatego nagramy śliczny spot, który im to wytłumaczy. A przedstawienia... - zawiesiła głos, bo to jednak był cios dla niej. Wiedziała, że spot jest ważniejszy, ale jej przedstawienie. Jej cudne przedstawienie! - W tym roku się nie odbędzie - zakończyła. A na plakatach będzie brokat. Tak w ramach rekompensaty. Na głos nie odważyła się tego powiedzieć.

Zobacz profil autora

12 Re: Gabinet Pinky on Czw Gru 27, 2012 8:36 pm

Saturn nie wiedział skąd Pinky brała te frazesy na temat tortur, ale on sam był całkiem odmiennego zdania. Takie metody odnosiły skutki! A przynajmniej odnosiłyby gdyby można było z nich korzystać i gdyby nie Fangora patrząca na nie krzywo! Bo gdyby nie to wszystko to by Saturn z nich korzystał! Nie miałby jakichkolwiek oporów. Ani jednych. Byłby bezwzględny i w ogóle. Bo nie ma tak by Saturn szedł na kompromis! O nie!
Chodź w sumie aktualnie zamiast wali o swoją wizję spotu wolał cieszyć się satysfakcją z jednej rzeczy. Z odwołania przedstawienia. Uśmiechnął się i załozył zadowolony ręce na piersi. Czy to nie był jeden z najwspanialszych prezentów na świecie?
- Wspaniale! - nie potrafił ukryć swojej radości nawet jeżeli Pinky aktualnie w tym momencie jej brakowało. - Ale sposób realizacji spotu jeszcze omówimy. Co do plakatów zostawiam ci wolną rękę - dodał na ostatek chcąc jednak by Pinky miała trochę radości z życia.
Potem się pożegnali i Saturn wyszedł.

Zobacz profil autora

13 Re: Gabinet Pinky on Sob Sty 26, 2013 8:46 pm

ze schodów

Uzdrowiłem częściowo, a jakże. Bez znieczulania, bo marnowała się tylko na to energia. Masz dupku, poczuj jak to jest powolutku mieć nastawiany nos, a korektą się kto inny zajmie. I uśmiechałem się jednocześnie do opiekunki, opowiadając jak to jestem zadowolony, że tutaj przestrzega się zasady, że bez rozprawy nie można nikogo uznać winnym. Zbaraniałem kiedy weszliśmy do środka gabinetu.
Więc tak to wyglądało. Z szeroko otwartymi oczami oglądałem wnętrze gabinetu Pinky. Trochę już tu byłem, ale jeszcze nigdy nie trafiłem akurat do niej, a szkoda. Pogłoska niosła, że była bardzo łaskawa - kolejny powód by się cieszyć, że to akurat ona nas znalazła. Jak spotkam tę dziewuchę, która akurat do różowej pobiegła na skargę to też ją uściskam.
- Usiądźcie sobie chłopcy, Dedericku już lepiej? Mam lód jeśli to ci może pomóc. W zasadzie to zimna puszka, ale... - zamilkła na moment, zaglądając do lodówki. Będę za to cierpiał, ale gapiłem się na tyłek. - Ty też chcesz, Luka? - Udałem, że podziwiam jakiś dziwny obraz na ścianie.
- Tak, poproszę. - Czułem, że dupek gotuje się wręcz ze złości. Czułem to.
Kiedy już obaj mieliśmy po dwie puszki, z czego jedna miała nam służyć do przykładania w najbardziej bolesne miejsce, czyli u mnie wargę, Pinky zasiadła za stołem i uśmiechnęła się. Zupełnie jakbyśmy nie przyszli tutaj w sprawie bójki, tylko na zwykłe pogaduszki. Nienormalna kobieta.
- Wiem, że to nie jest pierwszy wasz problem. Możecie wyjaśnić mi czemu tak jest?

Zobacz profil autora

14 Re: Gabinet Pinky on Sob Sty 26, 2013 9:06 pm

Nadal nie mogłem uwierzyć, że tu jestem. I niby za co? Za próbę obrony przed psychicznym brutalem? To Lahovnik powinien dostać karę nie ja. To on powinien sam tu siedzieć, a ja powinienem szukać lepiej uzdolnionego uzdrowiciela, który zna się na rzeczy. A nie takie beztalencie. Strach było pomyśleć jak teraz wyglądałem, ale co mogłem zrobić? Zaciągnięty w czeluście największego zła, jakim był gabinet tej żałosnej kobiety. Ehh, komuś jednak najwidoczniej podobało przebywanie w takim wyuzdanym towarzystwie. Nie umknęło mi spojrzenie Lahovnika i sam nie mogłem oprzeć się rzuceniu do niego miny typu "Naprawdę?". Jednak nic nie powiedziałem, bo coś czułem, że każde pojedyncze słowo jeszcze bardziej mnie tylko pogrąży.
- Dzięki - przyjąłem zimną puszkę i przyłożyłem ją do nosa cicho sycząc. Bolało. I było zimne. Cholernie zimne.
To był najmniej odpowiedniejszy moment by wywlekać na wierzch rodzaj naszej relacji i ich przyczyny. Zdecydowanie nie byłem w humorze opowiadać o wszystkim. Zresztą nawet jakbym opowiedział, to źle bym na tym wyszedł. Lepiej było wszystko uprościć, nieprawdaż?
- Nikt nigdy nie kazał lubić wszystkich ludzi na tym świecie. Niektórych nie trzeba darzyć sympatią.


_________________

Diederick van Vollenhoven

- * -
telefon [url=http://]- pokój[/url] - pb [url=http://]- strój[/url] - relacje
Zobacz profil autora

15 Re: Gabinet Pinky on Sob Sty 26, 2013 9:25 pm

No co naprawdę, wyglądała na kogoś w naszym wieku i była naprawdę zgrabna. Nie żebym chciał się umawiać, bo była wariatką, ale popatrzeć sobie mogłem. A że jest wariatką zrozumiałem dobitnie, gdy po odpowiedzi Vollenhovena klasnęła w dłonie z jeszcze większym uśmiechem. Japierdolę legendy kłamały.
- I to trzeba zmienić - oznajmiła, dalej uśmiechając się jak psychiczna. Poczułem, że się wpierdoliliśmy nieźle i że byłem głupi ciesząc się na karę wymierzoną przez tę kobietę. Co ja sobie w ogóle myślałem?! - Dlatego uznałam, że wspólnie spędzony dzień do południa wedle zajęć Dedericka, a południowe zajęcia z planu Luka, resztę czasu spędzicie wedle uznania, będzie idealne byście zrozumieli, że tak naprawdę nie ma powodu byście się nie lubili. - I co się tak szczerzyć głupia suko? A tę pannę co nas w to wjebała, już lepiej żeby do Kosiik pobiegła, dorwę i zabije. Zabije cię Bethy czy tam Sam, nie pamiętam.
Szczerze mówiąc to mnie zamurowało na tyle, że nie miałem pojęcia co odpowiedzieć oprócz steku przekleństw. Więc tylko poruszałem ustami jak ryba wyrzucona na brzeg.
- Oczywiście żeby nie było oszust połączymy was, wszystko odbędzie się w poniedziałek...
- NIE MA MOWY. - Odzyskałem wreszcie głos. I nie tylko ja.

Zobacz profil autora

16 Re: Gabinet Pinky on Nie Sty 27, 2013 10:16 am

Nawet jeżeli było na co popatrzeć, to nie zmieniało tego, że tak po prostu nie wypadało. Zwyczajna przyzwoitość zabraniała patrzenia w taki bezczelny sposób na te rejony. Ale o czym ja mówię. Lahovnik i przyzwoitość? Dobre sobie. Prędzej psa nauczyłbym korzystać z toalety, niż tego obok choćby jeden zasady przyzwoitości. Takich to nawet nie było sensu zmieniać, bo nie tylko za dużo pracy, co jeszcze żadnych widocznych rezultatów nawet na przestrzeni lat.
Różowowłose babsko nie wiedziało na co się porywa. Na serio. Bo o ile ja czasami mogłem przystać na ugody, to Lahovnika zwyczajnie nie dało się zmieniać. Nie ważne czy zastosowałoby się szantaż, czy tortury, czy złączenie na trwałe ze mną...
ŻE PROSZĘ CO?!
- Nie wyrażam zgody! To ubezwłasnowolnienie! - krzyknąłem równocześnie z Lahovnikiem. Mimo ogólnego sensu naszego sprzeciwu, nadal nie podobało mi się, że się z sobą w czymś zgadzamy. To było takie... takie brudne. Dzielenie czegokolwiek z Lahovnikiem było brudne. I jeżeli miałbym z nim dzielić cały swój czas poczułbym się tak zbrukany jak nigdy. - Jesteśmy pełnoletni i nie możesz nam kazać robić coś takiego! - dodałem jeszcze zupełnie nieświadomie zwracając się do babska na "ty". - Zresztą ja nawet nie mam żadnych zajęć! Musiałbym uczęszczać jedynie na te poprawkowe - wyrzuciłem z siebie jakbym mówił o najokropniejszej rzeczy na świecie. Ale to prawda, nigdy nie chodziłem na poprawki i nie zamierzałem teraz. - Na które nie mam ochoty i obowiązku uczęszczać.
Oni na serio nie mogli nam tego zrobić? Prawda?


_________________

Diederick van Vollenhoven

- * -
telefon [url=http://]- pokój[/url] - pb [url=http://]- strój[/url] - relacje
Zobacz profil autora

17 Re: Gabinet Pinky on Nie Sty 27, 2013 10:46 am

Dupek znał lepsze słowa, ale sens był jedne: zgadzał się w czymś ze mną. Dziwnie mi się zrobiło. I to było nieprzyjemne dziwnie. Czemu myśmy się w czymś zgadzali? A tak wiem, ta suka chciała nam życie zepsuć.
- To gratuluje panu osiągnięć - odparła, wcale nie zrażona wybuchem Dedericka. Gdyby przy okazji nie udupiła mnie polubiłbym ją, serio. Zabrzmiało to tak trochę chamsko i on też był chamski. Co za dziwny dzień. Wszyscy dla wszystkich byli tacy niedobrzy. Japierdolę o czym ja myślę? Ogarnij się Luka. - Jednak w regulaminie napisane jest, że szlaban ma być pouczający i sądzę, że ten będzie bardzo pouczający. I nie będzie pierwszym takim, więc na pewno się odbędzie - dodała już jakby surowszym tonem. Aż mnie zatkało. Wierzyłem, że dupek się odwoła do dyrekcji, a tu takie coś. I jeszcze uśmiech tej kobiety, teraz wydawał mi się diaboliczny. Zabijcie mnie, teraz.

Zobacz profil autora

18 Re: Gabinet Pinky on Nie Sty 27, 2013 11:10 am

Miałem jej gratulacje głęboko gdzieś. Cały jej pomysł był tak beznadziejny, że aż trudno było mi odnaleźć odpowiednie słowa na jego określenie. A przecież mi nigdy się nie zdarzają takie rzeczy! Zawsze miałem adekwatny komentarz. Teraz też nie mogłem być gorszy i się poddawać. Zamierzałem walczyć!
Milczenie Lahovnika też mnie wkurwiało, mimo tego, że nie podobało mi się dzielenia z nim jednego zdania, to jednak było to dla naszego interesu walczyć z tym całym szlabanem! A on milczał! Co za debil!
- Moim zdaniem wcześniejsze podobne kary nie mają nic do rzeczy. Zresztą mogę się założyć, że nie osiągnęły one oczekiwanego skutku. - Zniesmaczenie i pogarda w moim głosie nie miały granic. Chyba ten dzień nie był jednym z moich najlepszych. Ba, na stałe zapamiętam go sobie jako najgorszy koszmar. O ile te dni związanym z Lahovnikiem nie będą gorsze. Co ja mówię. Na pewno będą gorsze. - Nie moglibyśmy w zamian za to odrobić inaczej swoja karę? Ja na przykład mógłbym zająć się opiekowaniem najmłodszymi kinetykami. W wakacje. Zamiast pojechać do domu. - To było naprawdę wielkie poświęcenie, więc powinna to zauważyć. - A Lahovnik mógłby... - szybko przejrzałem listę zajęć, które prostak mógłby się podjąć bez katastrofy. - Posprzątać w stajni.


_________________

Diederick van Vollenhoven

- * -
telefon [url=http://]- pokój[/url] - pb [url=http://]- strój[/url] - relacje
Zobacz profil autora

19 Re: Gabinet Pinky on Nie Sty 27, 2013 2:27 pm

- Przykro mi, ale nie. - Jak ona mogła mówić to wszystko z uśmiechem na ustach? Odstawiłem z hukiem puszkę na blat biurka, gdy ten ciota zaczął dla siebie proponować fajne rzeczy, a mnie zostawił ze sprzątaniem stajni. Niech się pierdoli, tak tak śmierdziało, że w życiu bym tak nie wszedł, a co dopiero to sprzatał.
- Sam sobie sprzątaj w stajni - warknął w stronę tego durnia. Dla siebie to fajne wymyślił, gówniarstwo się słuchało najczęściej jak je porządnie postraszyć, a moja kara miała śmierdzieć? Onienienie. - Ja w takim razie też chce się opiekować młodymi - zwróciłem się do kolorowej. Ona tylko pokręciła głową z uśmiechem.
- Przykro mi, ale nie. Ta metoda działa i wiemy o tym. Musicie się wreszcie pogodzić, także do zobaczenia chłopcy gdy poniedziałek się zacznie. Nie uciekniecie przed tym, a teraz możecie odejść - Sama też wstała. Pewnie wiedziała, że pan wychowany też wstanie, bo go ta arystokracja wyszkoliła jak jakiegoś pieska. - Jeśli zaczniecie się wyzywać po wyjściu z gabinetu kara będzie dłuższa - zastrzegła. Japierdolę kobieto czego ty jeszcze od nas chcesz?
Byłem na maksa wkurwiony i po wyjściu z gabinetu od razu poleciałem do szpitala by mi tę wargę wyleczyli i żeby ten dupek miał kłopoty ze swoim. Umiałem to załatwić.

zt

Zobacz profil autora

20 Re: Gabinet Pinky on Nie Sty 27, 2013 2:57 pm

Kurwa. Chciałem ją jeszcze namawiać na różne ewentualne sposoby odrobienia kary, ale jakimś dziwnym sposobem udało jej się zgrabnie skończyć dyskusje tak, że nie mogłem niczego wtrącić. Kurwa. Nie mogłem uwierzyć w to co się stało i stanie. Ale wiedziałem jedno: byłem zły jak cholera.
- Mimo wszystko porozmawiam jeszcze z panią dyrektor - oznajmiłem z powagą wstając z miejsca. Lahovnik uciekł jak oparzony, ale ja wyszedłem spokojnie. Tylko spokój mógł mnie w tej chwili uratować. Tylko spokojny mogłem obmyślić plan jak to wszystko przetrwać.
Ale najpierw nos.

//////////////////////


_________________

Diederick van Vollenhoven

- * -
telefon [url=http://]- pokój[/url] - pb [url=http://]- strój[/url] - relacje
Zobacz profil autora

Sponsored content

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 1 z 1]

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach