You are not connected. Please login or register


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 1 z 1]

1 Pokój 004 - Bambie & Skylar on Sob Lis 17, 2012 7:58 pm

Część Bambie:



Część Skylar:

Zobacz profil autora

2 Re: Pokój 004 - Bambie & Skylar on Pon Gru 03, 2012 10:26 pm

////Najpewniej z jakiejś Nibylandii, gdzie króliki mówią i rozdają zegarki, a lisy są najlepszymi przyjaciółmi człowieka////

Nazywam się Minnie. Jestem Mini. Nikt mnie nie widzi. Nikt nie podejrzewa. Jestem taka malutka, że nie zwracam niczyjej uwagi. Przemykam korytarzem jak mała myszka, a inni nawet nie wiedzą o moim istnieniu. Jestem anonimowa jak jeszcze nigdy! A wszystko dzięki mojej pelerynie niewidce, którą dostałam od zaufanego przyjaciela, który już przyjacielem nie jest bo jest gejem. I choć obiecałam sobie nie obrażać nikogo w tak okropny sposób, to w tym przypadku nie istnieją inne słowa, które w doskonalszy sposób opiszą moją złość na tego osobnika! W każdym razie peleryna była zajebista!!! No dobra, kiedy ktoś mnie mijał koniecznie musiałam przylepiać się do ściany niczym Dracula, na którego niechcący miała paść wiązka światła słonecznego, ale innych niewłaściwych rzeczy nie zauważyłam! Wprawdzie miałam wrażenie, że nawet gdybym przytatatajała na dmuchanym, różowym jednorożcu w bikini i arbuzie na głowie to nikt by na mnie nie zwrócił uwagi, ale teraz chciałam przecież zachować anonimowość! Więc co mi szkodziło spróbować użyć dziurawego płaszcza w świecące fioletowe gwiazdki? No dobra, pachniał stęchlizną, ale dało się wytrzymać!
Brutus pod moją pachą też nie narzekał. Chociaż trudno jest stwierdzić z jego wiecznie wielce niewzruszoną miną (patrz w podpisie). Mimo tego cieszyłam się, że mam towarzystwo w mojej arcy tajnej misji. Jakbym poszła sama pewnie bym scykorzyła w połowie drogi, a tak przynajmniej kot podnosił mnie na duchu! A raczej próbował odgryźć palca. Ale to przecież jedno i to samo!
Zatrzymałam się przed tajemniczym celem mojej misji i oblukałam czy nikt nie patrzy! A kiedy jednak nie patrzył, popchnęłam drzwi i szybko je za sobą zatrzasnęłam przycinając swoją niewidkę. Ale już o niej nie myślałam tylko rozglądałam się po zacnym pokoju mojej siostry.
- Widzisz, Brutituti? Znów nie zaścieliła łóżka - powiedziałam nawet nieco czule. Postawiłam Bruniego na biurku, a sama zabrałam się za ścielenie posłania Bambi. Jakoś przez głowę mi nie przeszło, że gdy wróci może wzbudzić to w niej jakieś podejrzenia. Potem natrafiłam na brudne skarpetki pod łóżkiem i w wrzuciłam je do kosza z brudnymi rzeczami.
A za moimi plecami... BRZDĘK!
- Brusie Wejnie! Co ty najlepszego zrobiłeś! - skarciłam kota i pozbierałam okruchy kubka i wrzuciłam go do kosza. - Wiesz jakie to niebezpieczne? Nie dość, że mogłeś się skaleczyć to i Bambie znów obwini mnie o coś co nie zrobiłam ja! A i tak, przecież wiesz, na jakim cienkim włosku wisi nasza relacja! Sama nie wiem czemu zgodziłam się na tą tajną misję... Ehh... Nie umiem odmawiać.
Pogłaskałam Brunona po grzbiecie i zajrzałam do pierwszej lepszej szuflady. Grzebałam.


_________________
Zobacz profil autora http://utsi.forumpolish.com

3 Re: Pokój 004 - Bambie & Skylar on Wto Gru 04, 2012 11:02 pm

Jest prawdą powszechnie znaną, że nie należę do grona osób szczęśliwych z powodu przenosin do Australii. Nie chodzi o to, żebym czuła się tu jakoś niemożliwie nieszczęśliwa i z utęsknieniem wyczekiwała dnia, kiedy w końcu wrócę do domu - okej, może tylko czasem, kiedy myślałam o tym jak śmiesznie potrafi zachowywać się Paddy i jak wiele wydarzeń z jego życia mnie omija - ale fakt faktem, przyjazd tutaj nie wydawał mi się na początku jakimś przezajebistym pomysłem. Gdybym jednak miała ułożyć listę plusów, zaraz po fajnym towarzystwie (z małymi wyjątkami, takimi jak ten w postaci mojej nieco przygłupiej współlokatorki) umieściłabym na niej klimat. To co w Irlandii nazywałam latem, tutaj było uznawane za zimę, i to dosyć ostrą. Tutejsza pogoda nawet z punktu widzenia porannego rozporządzania czasem była fajną sprawą - zamiast dobierać do siebie miliard sweterków, spodni, kurtek i czapek narzucało się po prostu pierwszą lepszą sukienkę i już można było wyjść z pokoju. Przyzwyczajona do wykorzystywania ładnej pogody, czasami jakby zapominałam, że tutaj każdy dzień jest piękny i kiedy obijałam się w pokoju widząc jednocześnie letnie słońce za oknem miałam poczucie marnowania czasu. Właśnie dlatego cały dzisiejszy poranek spędziłam siedząc na dworze i rozmawiając na skypie z Norą, przyjaciółką z Irlandii, przynajmniej dopóki nie padł mi tablet. Normalnie odłożyłabym go gdzieś na bok i zajęła się czymś bardziej przyziemnym, bo mimo wszystko, nie mogłam przecież poświęcać całej swojej energii na nadrabianie tego co dzieje się w Waterford, ale jako iż podczas rozmowy usłyszałam kilka zaskakujących informacji na temat Paddy'ego, których nie udało mi się do końca ustalić, koniecznie musiałam powrócić do rozmowy jak najszybciej. Z tego powodu postanowiłam udać się do pokoju i zabrać ładowarkę. Miałam wielką nadzieję, że Bambie nie będzie w pokoju; miałam zbyt dobry nastrój by przejmować się jej brakiem mózgu.
Otwarłszy drzwi pokoju natychmiast zarejestrowałam, że moje obawy spełniły się wyłącznie połowicznie, bowiem w pomieszczeniu rzeczywiście zastałam pannę Reid. Z tym, że nie tę, której oczekiwałam. Oczywiście nie było dla mnie zaskoczeniem spotkanie Minnie; czasami miałam wrażenie, że pełni rolę jakiejś darmowej sprzątaczki swojej młodszej siostry. Nigdy do tej pory jednak nie sądziłam, że zastanę ją grzebiącą po szufladach, do tego mówiącą do siebie. Albo do kota, którego najwyraźniej zabrała ze sobą.
- Cześć, Mins - rzuciłam z westchnieniem w stylu 'nic mnie już nie zdziwi w waszej rodzinie', zupełnie nie mając wyrzutów sumienia z powodu przerwania jej monologu. - Mogę wiedzieć jaki genialny plan realizujesz tym razem? - zapytałam, jednocześnie rozglądając się za ładowarką. Zawsze bawiły mnie pomysły Minnie i często oferowałam jej pomoc. W ten sposób ja się nie nudziłam, Minnie czuła się radosna z powodu swojego kolejnego czynu, a Bambie się wkurwiała. Słowem - same plusy.

/minnie jest niepokojąco podobna do justina, żeby nie powiedzieć identyczna xdddd

Zobacz profil autora

4 Re: Pokój 004 - Bambie & Skylar on Sro Gru 05, 2012 9:41 pm

Zawartość szuflad Bambie, wcale nie była taka interesująca jak by się mogło wydawać (o dziwo zauważyłam, że jest aż za bardzo podobna do mojej!), ale chyba było tak głównie przez to, że szukałam jednej konkretnej rzeczy w jej pokoju, co wcale nie napawało mnie jakąś dumą, albo nie wiem czym - ba, zdecydowanie nie napawało, bo świadczyło jedynie o tym, jak podłą siostrą jestem, potwierdzało wszystkie podejrzenia Bambie na mój temat, ukazywało najgorszą część mojej duszy, tą ciemną i mroczną, o której wiedzieli jedynie nieliczni. W tym mój kot, Brutuś. Jak już wspominałam jego mina rzadko przestawała być niewzruszona, w zasadzie nigdy, ale ja jako jego Pani potrafiłam odróżnić całą gamę różnych odczuć na jego twarzy (albo sobie je wyobrazić - na jedno wychodzi). Tym razem mina i zachowanie Brunoniego, pokrywała się z moimi najgłębszymi odczuciami, mianowicie, z poczuciem winy. Kiedy tylko na myśl przychodziły mi te słowa przywoływałam sobie obraz osoby mojego tatusia chrzestnego, który nie raz dobitnie tłumaczył mi czym dokładnie jest poczucie winy. Niczym. Moją chorą wyobraźnią, a w zasadzie jej najgorszą częścią. Najlepszą była część dotycząca wróżek i wróżków. Kiedyś chciałam zostać wróżką, zbierać zęby, sypać magicznym pyłem i kłaść słoneczko do snu. Niestety, kiedy urosłam, dopadła mnie druzgocząca prawda - wróżkiem trzeba się urodzić, a nie nim zostać. Tak wiec dochodząc do meritum sprawy (nie żeby jakieś istniało), czułam się okropnie robiąc w pokoju siostry coś innego od zbierania jej rzeczy.
Dlatego też tak bardzo się przestraszyłam, kiedy usłyszałam za sobą czyjś głos. Prawie że bym upadła, gdybym w porę nie złapała się krawędzi biurka potrząsając przy okazji całym meblem i wprawiając w ruch rzeczy, które w ruch wprawić nie chciałam. Ale Brutusa nie wprawiły, nadal siedział w miejscu, w którym go postawiłam. Czasami mam wrażenie, że zapomniał jak się samodzielnie chodzi.
- Na świętą spłuczkę! Ale mnie wystraszyłaś, Sky! - przyznałam zgodnie z prawdą i złapałam się za serce. Nie dosłownie, co nie. Jakbym dosłownie się złapała, to bym padła tutaj trupem. Choć i bez łapania mało mi brakowało, bo puls mi tak przyśpieszył jak ceny paliwa w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy. - Myślałam, że to jakiś napad! Nie powinnaś się tak skradać do ludzi! - oznajmiłam z powagą ignorując treść jej pytania. Bo nie chciałam wcale na nie odpowiadać. Było nie wygodne. Bo z pytaniami postępowałam jak z fotelami, jak niewygodne to nie siadam. Logika prosta jak budowa jedenastopoziomowego domku dla figurek Star Wars z klocków lego, które zrobiłam w swoje dziesiąte urodziny (nawiasem mówiąc, Brutus uznał je za doskonały domek i z jedenastu poziomów zrobił jeden - swój, z kolei figurki potem musiałam szukać... dobra, nie będę mówić gdzie, bo to przykre). - Mogłabym pomyśleć, że mnie szpiegujesz - początkowo ta uwaga miała jedynie odwrócić uwagę Sky od tego co tu robię (nie osądzajcie jej skuteczności), ale zmusiala mnie do intensywnego myślenia. Bo to jednak miało sens. - Szpiegujesz?


_________________
Zobacz profil autora http://utsi.forumpolish.com

5 Re: Pokój 004 - Bambie & Skylar on Wto Gru 11, 2012 5:24 pm

Poznałam już Minnie na tyle dobrze by wiedzieć, czego można się po niej spodziewać (a można się było spodziewać mniej więcej wszystkiego), więc nie byłam specjalnie zaskoczona jej zachowaniem. A przynajmniej nie tak bardzo, jak zapewne byłaby każda inna osoba na moim miejscu. Oczywiście nie byłam w stanie zrozumieć dlaczego Minnie miałaby wzywać na pomoc jakąś 'świętą spłuczkę', ale po chwili zastanowienia uznałam, że po prostu źle zrozumiałam jej wypowiedź przez ten zabawny australijski akcent. Kolejna rzecz do której ciągle nie mogłam się przyzwyczaić, prawdopodobnie wyłącznie dlatego, że moja podświadomość usilnie nie chciała zaakceptować faktu, iż ludzie naprawdę tak mówią. Już chyba wolałam pokaleczony angielski używany przez francuzów, bo przynajmniej miał w sobie coś uroczego, niż tę dziwną australijską odmianę.
- Nie skradałam się - odparłam bez większego przekonania, nie chcąc się wykłócać. Czasami miałam wrażenie, że Reidówna ma swój własny świat i żadne argumenty nie są w stanie zaburzyć jego dziwnej równowagi, a wszelkie próby zmiany jej percepcji były z góry skazane na niepowodzenie. Podłączyłam tablet do ładowarki i rzuciłam się na łóżko, obserwując Minnie spod lekko uniesionych brwi. - Nie chcę psuć twojej teorii, ale w razie gdybyś zapomniała, przyszłam tu dlatego, że tu mieszkam. Nie po to żeby cię szpiegować - powtórzyłam spokojnym tonem, starając się nie brzmieć zbyt protekcjonalnie. Nie chciałam by Minnie pomyślała, że traktuję ją jak osobę specjalnej troski. Chociaż chyba trochę tak to brzmiało. - Poza tym przypominam ci, że to nie moja ojczyzna jest państwem zbudowanym przez wywiezionych z Europy kryminalistów - zauważyłam chociaż nie miałam bladego pojęcia czy Mins była świadoma, że kiedyś do Australii zwoziło się przestępców. Właściwie nie byłam nawet pewna czy Minnie wie gdzie jest Europa, ale to szczegół. - Ale skoro o szpiegowaniu mowa... - Wymownie spojrzałam na otwartą szufladę, w której jeszcze chwilę temu bezpardonowo grzebała i przeniósłszy wzrok z powrotem na nią, uniosłam pytająco brwi. - Sprawdzasz czy twoja siostrzyczka przechowuje jakieś rzeczy nieodpowiednie dla osób w jej wieku czy to część jakiegoś większego przedsięwzięcia? - zapytałam, nie dając jej tak łatwo zbić się z tropu. Jeśli Minnie myślała że jest takim geniuszem zła, który potrafi z łatwością wszystkich zwieść, to grubo się myliła. Zerknęłam na swój tablet i dopiero teraz uświadomiłam sobie, jak łatwo byłoby zbudować urządzenie dzięki któremu mogłabym ładować go za pomocą energii słonecznej. Westchnęłam; dlaczego nie pomyślałam o tym wcześniej?

Zobacz profil autora

6 Re: Pokój 004 - Bambie & Skylar on Sro Gru 12, 2012 12:19 am

avatar
2 KARNE KUTASY
2 KARNE KUTASY
[uwaga! achtung! pozor! attention! post może zawierać śladowe ilości ironii]

Siedząc w moim pokoju i raz po raz, niechcący, uderzając moim telefonem o parapet okna, z którego, tak się złożyło, doskonale widziałem pokój Sky, i wcale nie wykorzystywałem tej sytuacji, by sprawdzać co robi i wpadać do niej akurat kiedy się przebiera (plusem jest fakt, że zbytnio się mnie nie wstydzi, to chyba jedyny promyk słońca w otchłani zwanej FriendZone), zauważyłem wparowującą do jej pokoju Minnie. Przyglądałem się z zainteresowaniem poczynaniom dziewczyny, a nie jej tyłeczkowi(to kłamstwo i insynuacja!), i już miałem zamiar trzasnąć komórką o podłogę i oddać się nieco bardziej konstruktywnemu zajęciu, jakim jest szukanie mojej przyjaciółki po całym terenie placówki, bo mimo, że tyłek to tyłek, jednak wolę ten należący do Skylar, gdy drzwi otworzyła osoba, której wyczekiwałem. Wolnym krokiem podążyłem do wyjścia, zupełnie się nie śpiesząc zszedłem po schodach, wlokąc się, niemiłosiernie powoli zmierzałem w stronę pokoju 004. Minęło zapewne pięćset lat świetlnych zanim dotarłem do drzwi, bo przecież nie przebiegłem sprintem takiej odległości i nie zjawiłem się pod drzwiami w ciągu pół minuty, i nie wywróciłem po drodze doniczki z fikusem, a także nie wyrżnąłem głową o futrynę drzwi wejściowych do akademika dziewcząt i nie mrużyłem teraz lewego oka jakbym miał porażenie nerwu twarzowego. Stałem chwilę pod drzwiami, chociaż nie musiałem łapać oddechu i rozmasowywać obolałego łuku brwiowego.
- Cześć. - Wszedłem bez pukania i od razu skierowałem swe kroki do łóżka, na którym zległa Sky i wręczyłem jej rozwalony telefon. - Możesz być ze mnie dumna. - Powiedziałem siadając koło jej kolan. - Tamtych dwóch wygląda gorzej. - Obdarowałem ją widokiem moich hollywoodkich zębów i rozejrzałem się za czymś do picia, chociaż nie zaschło mi w gardle, bo przecież nie biegłem jak szalony.

(brawa dla mnie, bo mój pierwszy post napisałam z gorączką )

Zobacz profil autora

7 Re: Pokój 004 - Bambie & Skylar on Sro Gru 12, 2012 8:20 pm

Próbowałam złapać wszystkie przedmioty staczające się z biurka i uratować je przed haniebnym spotkaniem z twardą podłogą, ale im bardziej się starałam, im więcej wysiłku wkładałam w tą dziwaczną, pokręconą i zdecydowanie zbyt sportową czynność, tym szło mi gorzej. A dokładniej nawet to 'gorzej' było zbyt wielkim ustępstwem w opisywaniu wszystkich moich ruchów. Kiedy już myślałam, że coś złapię okazywało się to zbyt śliskie, albo o centymetr za daleko, albo - o zgrozo - okazywało się Brutusem, który właśnie zdał sobie sprawę, że zdecydowanie za długo był poza obszarem moich rąk. Więc skończyło się tym, że nie uratowałam ani jednej rzeczy, natomiast znów taszczyłam Brusa, jednocześnie nie mając zielonego pojęcia co Sky do mnie mówi. No dobra, miałam pojęcia, wolałam jednak jego nie mieć, bo wszystko co mówiła dziewczyna wydawało się o wiele za sensowne niż na mój mózg.
- Mieszkasz. Powiedzmy, że przyjmuje twoje alibi - rzuciłam w końcu, ale nie do końca wiedziałam co dokładnie oznacza alibi. Chciałam jeszcze na potwierdzenie swoich słów pogrozić palcem, ale Bruni zdecydowanie mi to utrudniał. Musiał wystarczyć świdrujący wzrok. Zarówno mój, jak i kota (w tym ten kota, chyba przewyższał mój o głowę, chociaż w zasadzie głowa kota jest mniejsza niż ludzka - wiem bo codziennie mierzyłam sobie centymetrem, taki mały eksperyment, nie pytajcie).
Nie wiedziałam jaki cel miało wspominanie o kryminalistach i Australii, zwłaszcza o tych kryminalistach z Europy, których moim zdaniem było zdecydowanie za dużo w rezydencji. Nie miałam też bladego pojęcia w czym oni mieli pomagać podczas powstawania państwa. Chyba nie było ich jeszcze na świecie, nie? A może znów ktoś się cofną w czasie i mnie z sobą nie zabrał! Jakie chuje! Przecież wiedzą, jak lubię takie wycieczki! (Nie żebym na jakiejś była).
- Ja... - zaczęłam niepewnie przebiegając po liście moich ulubionych wymówek składającej się między innymi z opowieści o nagłym ataku włochatych wampirów z włoch, nowym eksperymencie z konserwacją ogórków, platonicznym uczuciu mojego Brutusa do poduszki Skylar, podwójnej tożsamości naszego listonosza, który tak naprawdę pochodził z Nibylandii i wielu innych. I już miałam jedną z nich wybrać, kiedy mój tyłek został uratowany! (Hehehe, właściwie to o tyłek bardziej Skylar musiała się teraz martwić). Dokładniej przyszedł Salvador, dzięki któremu na pewno moja tajemnica nie zostanie wydana, zaraz o wszystkim zapomnimy, nic nikomu nie powiem, wszystko pozostanie w sekrecie.
Nie uświadomiłam sobie jeszcze oczywiście w czym Sal ma talent, ale to w dalszej części.
- Sally! - zawołałam wesoło, ale zarówno przytulenie na powitanie, jak i choćby samo pomachanie ręką nadal uniemożliwiał mi Brutus. - Ojej, zbiry? Na serio? W zasadzie widziałam tu takich dwóch jak się kręcili, ale z Brutusem zawsze mogę czuć się bezpieczna. To kot obronny. Ciasteczka? - jakimś cudem udało mi się sięgnąć po opakowanie znalezione na biurku Bambie i od razu zapragnęłam się nim częstować. Znaczy częstować innych.


_________________
Zobacz profil autora http://utsi.forumpolish.com

8 Re: Pokój 004 - Bambie & Skylar on Sro Gru 12, 2012 11:02 pm

Nie mogłam się zdecydować czy to co robiła Minnie - czyli, w dużym skrócie, porządny rozpierdol w części pokoju na szczęście należącej do Bambie - było zabawne czy raczej powinno mnie niepokoić. Z jednej strony nie mogłam się doczekać, aż ujrzę wkurzoną minę mojej współlokatorki, ale z drugiej wiedziałam, że cała wina za wyrządzone szkody spadnie na mnie, jakbym naprawdę nie miała całymi dniami do roboty nic lepszego niż tylko uprzykrzać jej życie. Chyba tylko ona potrafiła być takim dziecinnym nolifem, żeby za punkt honoru stawiać sobie komentowanie każdego mojego zdjęcia na fotoblogu w pseudo-złośliwy sposób. Cóż, haters gonna hate, prawda? Poza tym trochę martwiło mnie jak Minnie balansowała pomiędzy rzeczami z tym swoim biednym kotem na rękach. Wiem, że kochała swojego zwierzaka i nigdy nie chciałaby go skrzywdzić, ale im dłużej na to patrzyłam, tym bardziej utwierdzałam się w przekonaniu że to toksyczna miłość. Przynajmniej dla Brutusa, Bruttiego, Bruniniego czy jak ona tam jeszcze go nazywała. Mimo wszystko wierzyłam w możliwości Mins, więc nie komentowałam jej działań, przyglądając się wszystkiemu z narastającym rozbawieniem. Choć nie mogłam powstrzymać westchnienia, gdy usłyszałam, że moje alibi zostało łaskawie zaakceptowane. I kiedy już byłam bliska przyparcia Reidówny do muru i zmuszenia jej do wyznania, co też najlepszego wyczyniała, jak na zawołanie do pokoju wparował Salvador. Postanowiłam nie skomentować tego najścia; bądź co bądź sama też nie zawsze pamiętałam o pukaniu.
- Cześć, Sally - Nie miałam pojęcia jakim cudem mózg Minnie przetworzył imię Salvadora na taki skrót, ale z góry wiedziałam, że od dziś właśnie tak będę do niego mówić. - Oh, ciebie również wspaniale widzieć i oczywiście, że pomogę ci z telefonem - odparłam z westchnieniem, podnosząc się do pozycji siedzącej. W sumie przyzwyczaiłam się już do bycia traktowaną jako bezpłatny serwis, ale ponarzekać zawsze przecież można. Wzięłam telefon i zaczęłam uważnie go oglądać, dokładnie studiując każde wgniecenie. - A tobie nic poważnego się nie stało? - zapytałam i oderwawszy wzrok od urządzenia, posłałam mu zatroskane spojrzenie. W sumie wyglądał zaskakująco spokojnie jak na kogoś, kto przed chwilą został napadnięty. - Co tak właściwie stało się z twoim telefonem? To dziwne, ale wygląda jakby ktoś porządnie przywalił nim o coś twardego co najmniej z dziesięć razy. Masz tam jakieś kompromitujące materiały, których ktoś chce się pozbyć czy co? - Skrzywiłam się nieznacznie, wyobrażając sobie jakąś kolekcję domowych sekstaśm na telefonie Salvadora.
- Kot obronny? - zwróciłam się do Minnie, unosząc brwi. - A na czym ta jego obronność polega? Przepraszam, Mins, ale czasami mam wrażenie, że on już nawet nie potrafi sam się przemieszczać - dodałam, usilnie próbując nadać mojemu tonowi pełne skruchy brzmienie. Czasami miałam wrażenie, że rezydencja to jeden wielki psychiatryk.

Zobacz profil autora

9 Re: Pokój 004 - Bambie & Skylar on Czw Gru 13, 2012 8:15 pm

avatar
2 KARNE KUTASY
2 KARNE KUTASY
- Witaj Minerwo - Zaświergotałem parodiując blondynkę. Nie przepadałem specjalnie za stereotypami, szczególnie odnoszącymi się do płci i narodowości, jednakże ta dziewczyna dość dobrze wpasowywała się w znany wszystkim obrazek głupiej blondyneczki. Chociaż Minnie otrzymała od losu kilka cech, których bohaterki dowcipów nie posiadają, niesamowitą wyobraźnię oraz zachowanie jak po ecstasy lub lsd. Jednakże, czasem nadmiar wesołości połączony z głupotą boli, nie delikwenta, a otoczenie. Dlatego mimo całej mojej sympatii do panny Reid czasem miałem ochotę komuś strzelić, albo jej, by się przymknęła, albo by znokautować siebie i ulżyć cierpieniom.
- Umm... Drogie Panie, zbyt pochopnie wysnuwacie wnioski. - Chyba nic więcej nie potrafiłem powiedzieć w odpowiedzi na ich wyobrażenia odnośnie mojej bójki. Czy żadna z nich nie była świadoma, że nawet jeśli jakaś bójka miałaby miejsce to nie moich przeciwników trzebaby nazywać zbirami?
Nawet nie zauważyłem, że Minnie podstawia mi coś pod nos ponieważ zajęty byłem przyglądaniu się dłoniom Sky zgrabnie badającym mój telefon. - Wypadł mi. - Wyszczerzyłem się. - Z okna. - Wzruszyłem ramionami. Skylar naprawdę ładnie wygląda w tej sukience, nie mogłem przestać na nią spoglądać. Jej oczy były przeraźliwie niebieskie, ciężko było mi skupiać wzrok na czymś innym. Może znalazłoby się kilka rzeczy, które mogłem obdarzyć moją uwagą, jednakże byłoby to wielce niestosowne zachowanie i Skylar zapewne zawstydziłaby się i oburzyła. Nie pamiętam czy kiedykolwiek obraziła się na mnie, może po prostu nie potrafi, a może ja tak dobrze się kryję ze wszystkim co mogłoby ją urazić? Nie obchodzi mnie to i wolę nie sprawdzać jej wytrzymałości i cierpliwości. Jeszcze nie dopuści mnie przed swe oblicze przez dwa tygodnie.
Przysunąłem się bliżej panienki Gallagher i gdy zwróciła się do Minnie spojrzałem na dziewczynę badawczym wzrokiem, unosząc jedną brew. - Kot? Zawsze myślałem, że to sparaliżowana świnka morska. - Szepnąłem konspiracyjnie do ucha mojej przyjaciółki i poczęstowałem się jednym z ciasteczek, które nadal trzymała w dłoni. - A tak przy okazji... co ona tu robi? - Zapytałem. - Przydzielili Ci ją w ramach akcji wprowadzania do społeczeństwa osób upośledzonych? Jesteś jej opiekunem społecznym, tak? - Jako, że nie było tu Bambi (dopóki nie poznałem tych dziewczyn sądziłem, ze moi rodzice wybrali mi i bratu najdziwniejsze imiona z możliwych, jednak okazało się, że inni mają gorzej) była to jedyna prawdopodobna wersja wydarzeń, inne jakoś nie wydawały mi się warte brania pod uwagę.

Zobacz profil autora

10 Re: Pokój 004 - Bambie & Skylar on Czw Gru 13, 2012 10:12 pm

- Kim jest Minerwa? - zapytałam lekko zdekoncentrowana. Nie miałam zielonego, że oprócz naszej czwórki (Bruti, Sky, ja i Sally; kolejność wcale nie jest przypadkowa) w pomieszczeniu znajduje się ktoś jeszcze, a przecież takie niedopatrzenia są niedopuszczalne! I dodatkowo niegrzeczne. Naprawdę nieładnie było ignorować czyjąś obecność tak długo jak ja byłam już w pokoju Bambie. Może Minerwa była niewidzialna? Odruchowo obróciłam się wokół własnej osi, aby sprawdzić czy naprawdę mi umknęło coś takiego jak niewidzialne kobiety o głupich imionach. Ale w zasadzie jak miałabym zobaczyć niewidzialną kobietę? Hm, popatrzyłam na Brutusa, ale on jak zwykle był nie za bardzo skory do pomocy. W zasadzie można by było powiedzieć, że unikał pomagania mi jak tylko się dało. O ile nic nie robienie można było nazwać unikaniem. No nieważne.
Naprawdę był obronny i zamierzałam dowieść tego w tej chwili. Nie wiedziałam jeszcze jak, ale milczenie akurat nie było moją linią obrony, bo wiadomo, że jak ktoś milczy to nie ma wymówki. No ale jak też gada bez sensu to też jest lekka przesada, bo jedynie owija w bawełnę, by zyskać na czasie. Wolałam jednak drugie od pierwszego, wiadomo. Z gadaniem było fajniej!
- Może i nie umie, ale jest obronny! Ja to wiem! - powiedziałam z naciskiem. - Spójrz tylko na jego mordkę, Sky. No i co widzisz? No co? Czy nie przypadkiem coś co cię troszkę odpycha? - Poczochrałam główkę kociaka szepcząc mu cicho do uszka szybkie przepraszam i kontynuowałam. - Odstraszanie jest formą obrony! - Pokiwałam entuzjastycznie głową sadowiąc się na krześle przy biurku. - A ty, Sally, nie pozwalaj sobie! Ja wszystko słyszę! Sparaliżowana świnka! Bez przesady! - To twierdzenie zabolało mnie o wiele bardziej niż jakieś insynuacje o moim upośledzeniu. Może i przywaliłam parę razy głową o deskę surfingową, ale nie obchodziło mnie co inni sądzą o moim stanie psychicznym. O wiele bardziej przejmowałam się opinią kota. Bo on miał bardzo delikatną duszę i nie potrafiłam znieść jak działa mu się krzywda.
Siedząc przy biurku bawiłam się uchwytem od szuflady przykręconym na gwoździk, a w zasadzie ledwo co przykręconym. Odkręcałam i zakręcałam go co jakiś czas. Nie zamierzałam się pakować do łóżka jak tamta dwójka, bo tak szczerze... Uznawałam to odrobinę za intymne. Zresztą tamta dwójka na pewno lubiła swoje towarzystwo o wiele bardziej od mojego! Ale ja nie wpakowałabym się do łóżka z kimkolwiek, nawet w takiej nic nie znaczącej sytuacji. Może w porównaniu do wszystkich moich dziwactw to wydawało się mało znaczącym, ale mnie akurat frustrowało. Bo naprawdę nie lubiłam się wstydzić.
- O właśnie! Słyszeliście co stało się z Balthazarem? - zapytałam nagle przypominając sobie swoją rozmowę z chłopakiem. Nie czekałam na odpowiedź Sala i Sky. - Postarzał się! Wygląda teraz zupełnie jak mój tata! Znaczy nie zupełnie, mój tata jest przystojniejszy. Balth wygląda... Jak stary gej - stwierdziłam po intensywnym poszukiwaniu odpowiedniego stwierdzenia. I choć nie lubiłam tego całego wyzywania od pedałów jakie opętańczo wyznawali Diego z Bathiem, to akurat inaczej nie potrafiłam tego nazwać. Czaicie? - Starszy geje, są obrzydliwi - dodałam jeszcze. Bo młodzi są słodcy.


_________________
Zobacz profil autora http://utsi.forumpolish.com

11 Re: Pokój 004 - Bambie & Skylar on Nie Gru 16, 2012 4:07 pm

- Czyli co? W ciągu jednego dnia już udało ci się wdać w bójkę i wyrzucić telefon przez okno? - Próbowałam ułożyć to wszystko w jakąś jedną logiczną całość, ale ta historia była dziwnie pogmatwana. Tym bardziej, że na ogół Salvador ładnie potrafił opowiadać i ubierac swoje myśli w słowa. Nie to, że wątpiłam w prawdziwość jego wersji - po prostu obawiałam się, że może przez to uderzenie się w głowę doznał jakiegoś wstrząśnienia mózgu albo wylewu krwi do czaszki i w ciągu dziesięciu minut zacznie mu się wszystko zupełnie mieszać, aż w końcu umrze na podłodze w moim pokoju. A to nie byłoby zbyt fajne, w końcu był jednym z moich najlepszych przyjaciół! - I to mi się czasami wydaje, że mam pecha - podsumowałam, wzruszając ramionami. Uznawszy, że tak czy inaczej nie skupię się na naprawie telefonu dopóki tyle osób rozpraszało moją uwagę - jako jedną z osób liczyłam również Brutusa, bo przez to jak rozumnie zwracała się do niego Mins naprawdę sama zaczynałam wierzyć w jego ponadprzeciętną kocią inteligencję - postanowiłam skupić się na rozmowie.
- Oh, Sally, jesteś okropny! - Uderzyłam go lekko w ramę za karę, ale mimo wszystko nie mogłam się nie roześmiać, po części z powodu jego tekstu, a po części z powodu ksywy której użyłam. - A jeśli chodzi o to, co Minnie tu robi... To dobre pytanie. Próbowałam się dowiedzieć, ale przeszkodziłeś w przesłuchaniu - odparłam z udawanym wyrzutem, nachylając się do niego konspiracyjnie. - Poza tym myślę, że nie byłabym najlepszym materiałem na takiego opiekuna. Właściwie mi tez chyba się ktoś taki przydał - Fakt faktem, też często nie zachowywałam się do końca normalnie i z pewnością miałam problemy z nadpobudliwością. Może dlatego tak dobrze dogadywałam się z Minnie?
- To że wygląda jak gej to nic nowego - stwierdziłam. Nie żebym naprawdę tak uważała, ale przecież drobne złośliwości były podstawą ludzkiej egzystencji. - Wiadomo jak to się stało? Mam nadzieję, że to nie jest jakieś zaraźliwe. Nie chciałabym jutro obudzić się trzydzieści lat starsza - skrzywiłam się. Nie byłam jakimś pustakiem, no ale kurczę, chyba miałam prawo do przeżycia swojej młodości!

Zobacz profil autora

12 Re: Pokój 004 - Bambie & Skylar on Nie Gru 16, 2012 11:57 pm

avatar
2 KARNE KUTASY
2 KARNE KUTASY
- Wypadł przez okno podczas bójki. - Powiedziałem to takim tonem, jakby była to oczywistość i stwierdziłem, że coraz gorzej kłamię przy Sky. Mój organizm ma już dość i wyrywa się niczym głupi, napalony szczeniak, jednakże jakoś udaje mi się siebie powstrzymywać. Mam nadzieję, że moje uganianie sie za Sky nie będzie trwało zbyt długo, bo robię się w tym coraz gorszy. - Mam większego. Uwierz mi.* - Szaleję na punkcie dziewczyny, która zamiast mnie, ZAMIAST MNIE!, woli jakiegoś kasiastego blondaska o niesprecyzowanej orientacji seksualnej. Czasami wątpiłem w jej inteligencję, czasami w swoją. Zawsze wychodziło na jedno. Któreś z nas jest skończonym debilem. Albo ja przez zakochanie się w niej, albo ona przez wzdychanie do Dereka, a nie do mnie. Mimo wszystko mam nadzieję, ze to jednak nie ja.
Przemilczałem pytanie Minnie uznawszy, że jej szarym komórkom należy się odrobina pracy. Może jeśli przez całą rozmowę będę ją nazywać Minerwą w końcu się zorientuje i jej iloraz inteligencji podskoczy o dwa punkty. - Sparaliżowana i prawdopodobnie skrzyżowana z pekińczykiem. - Dodałem uśmiechając się. Jestem złym człowiekiem, jednakże czasem po prostu nie można się powstrzymać przed skomentowaniem. - Nie moja wina, ze tak wygląda Twój kot, Minerwo - Dodałem, mając nadzieję, ze nie oberwę ciasteczkami, którymi nas częstowała.
Zmarszczyłem brwi słysząc padające z ust Skylar zdrobnienie. Zbyt dobrze bawiła się tak mnie nazywając, więc by nie dać jej satysfakcji natychmiast przybrałem obojętną minę - Oh, pardon. - Rzuciłem w odpowiedzi na jej oskarżenie udając niesamowitą skruchę. - Mam nadzieję, że wybaczysz mi, gdy jutro wieczorem zabiorę Cię do kina. - Powiedziałem wyciągnąwszy z kieszenie pomięty bilet na maraton filmowy, ciągle nie porzucając konspiracyjnego tomu. Trzydzieści filmów do wyboru w ciągu siedmiu godzin. - W sumie to nie masz wyboru. Jako Twój opiekun społeczny nakazuję Ci pójście tam ze mną i próbę socjalizacji. - Puściłem do niej oczko
- Minerwo, uważasz, ze Twój ojciec wygląda jak przystojny, stary gej? - Zwróciłem się poważnym tonem do Minnie. - To wielce niepokojące. Sądzę, że jeśli nadal będziesz mieć podobne skojarzenia powinnaś zgłosić się do psychologa. Dla Twojego dobra. - A więc jednak nadal potrafię kłamać i stroić sobie żarty, tylko najwyraźniej kiedy kieruję je w stronę Sky nie wychodzą mi najlepiej.

*

Zobacz profil autora

13 Re: Pokój 004 - Bambie & Skylar on Wto Gru 18, 2012 4:43 pm

Jeżeli chodzi o pecha to mogłabym się z nimi kłócić! Bo ja znałam osobę, która miała większego pecha niż ta dwójka razem wzięta. I tą osobą, o dziwo, nie byłam ja. Ale dalsza część to już bez zdziwka: TĄ OSOBĄ BYŁ BRUTUS. Z chęcią zaczęłabym opowiadać od początku - i to nawet na głos - o losach tego zacnego kota, lecz nie będę strzępić języka dla kogoś kto w tak brutalny sposób wyraża się na temat tego biednego sierściaka, którego los okrutnie doświadczył, tak mocno że nawet po jego samym wyglądzie widać jak wiele przeszedł, w deszczu, śnieżycy, przez dnie i noce, zanim nie dostał się pod moją baczną opiekę i pozyskał moją nieskończenie wielką miłość, wierność, no uczciwości może trochę mniej i jest ze mną już... W grudniu będzie dziesięć lat! (W zasadzie to niemal nieustannie myślę o tej dziesiątej rocznicy, bo nie nazywałabym się Minnie Bravo Reid gdybym już z rocznym wyprzedzeniem nie zaplanowała naprawdę hucznego przyjęcia). To strasznie długo. A przecież był trochę stary kiedy już go znalazłam. Czasami zastanawiam się czemu jeszcze nie umarł (zwłaszcza jak wypomina mi to Bambie albo Ariel), ale o wiele częściej zastanawiam się czy czasem Brutus nie jest jak Parszywek w Potterze. No wiecie, że to jakiś człowiek, który się ukrywa przed prawem. Tyle że według tej logiki ja byłam Ronem, a ja Ronem być nie mogłam, bo sorry: ja rudych nawet nie lubię (wybacz Ariel). Hehehe, ale idąc dalej tym rozkimem, to w zasadzie Reidowie są prawie jak Weasleyowie. Tyle, że my mamy same córy, a najmłodszy odpowiednik Ginny jeszcze się nie narodził (no ale jeszcze wszystko przed nami!!!!). Ej, to jest straszne. Właśnie sobie uświadomiłam, że jestem Percym jeżeli patrzeć na kolejność! Boże Percy też miał Parszywka! To znaczy, że jak przekażę Yzmie Brutusa w przyszłości to Yzma wplącze się w przyjaźń z Dziewczynką, Która Przeżyła i ma jakąś szpecącą bliznę! Boże! OKROPNE! Nie czekaj... Coś poplątałam... Och, nie jestem Percym. Jestem Charlie'm. Ufff. Teoria upadła. Brutus jest kotem, nie jakimś zeschizowanym facetem po czterdziestce. (Hehehe, dodatkowo okazuje się, że to Bambie jest Percy'm!)
Powinnam przestać pozwalać sobie odlatywać w takie głupie myśli, bo niedługo mnie naprawdę przyprawią o zawał. No i jeszcze przez chwilę nie ogarniałam rozmowy. Ale udałam, że czochram kota! Zresztą tak często zdarzają mi się sny na jawie, że powinni mnie zapisać do księgi guinessa. Ej! Czy przypadkiem Skylar nie ma z tym coś wspólnego? Może mogłaby mnie wkręcić? Nie czekaj... Nie odlatuj znów Minnie.
Obczaj, że wiesz już kim jest Minerwa. To według Sally'ego ty. LOLsik. Ja zawsze myślałam, że imiona się tylko zdrabnia (bo sorry, imię Salvador zdecydowanie potrzebuje zdrobnienia), a nie pogrubia. Jaki jest sens pogrubiania? Albo wydłużania? To tak jakby z imienia Emilia robić Emiliana, fujka! Albo z Julia Juliana. (Sorry KH, Katarzana chyba nie istnieje, to nie przytoczę takiego przykładu XD). Także...
Ja pierdolę, tyle bezsensu pisania, pora na dialog. A jest nawet i ku temu powód.
- Kino! Kocham kino! Mogę iść z wami? Mogęmogęmogę? - zapytałam niemal skacząc na krześle z radości. Niemal, bo trzymałam Brutusa, a on nie lubi kiedy niepotrzebnie się nim trzęsie. A ja nie lubiłam specjalnie zmuszać go do nielubienia mnie. - Wieeeeki nie byłam w kinie! A co teraz leci? Jakaś kreskówka może? A może wzielibyśmy z sobą też Baltha? Może mu się polepszy humor po tym wszystkim. O ile nie będziecie nazywać go gejem kiedy będzie słyszał, to trochę niemiłe - spojrzałam karcąco (moim-zdaniem-karcąco) na Skylar. - Chodziło mi o podobieństwo wiekowe, Sal - mruknęłam. Nie lubiłam kiedy ktoś w taki dziwny sposób o mnie mówił. To też było niemiłe. Od razu pogorszył mi się humor. Ja wcale nie potrzebowałam psychologa. Robiłam testy, kiedy odwiedzałam mamę w psychiatryku. Mają tam takie fajne poczekalnie z masą różnych ulotek i im dłużej tam siedziałam wynajdowałam coraz więcej nowych schorzeń u siebie. I oczywiście niepokoiłam tym pielęgniarki, które w końcu dały mi taki specjalny test, w zasadzie zestaw, po którym wyszło jednak, że jestem normalna. Dały mi nawet certyfikat, więc WAL SIĘ SAL, JESTEM NORMALNA. Miałam nadzieję, że wyczyta to z moich myśli. Czasami kiedy myślałam tak intensywniej-intensywniej to tata mnie słyszał. Bo zazwyczaj w ramach przyzwoitości nie słuchał. Nie wiem jak to było z Sally'm. - Nie wiem, Sky. Mam nadzieję, że nie zaraźliwe. A jak jednak - to niej najpierw zarazi Sally'egp.


_________________
Zobacz profil autora http://utsi.forumpolish.com

14 Re: Pokój 004 - Bambie & Skylar on Wto Gru 18, 2012 10:40 pm

Jezusiechrystusie, dobrze, że moja Skaj nie ma talentu czytania w myślach, bo po tym monologu poważnie zmartwiłabym się o jej zdrowie psychiczne. I JESTEM TAK ZAJARANA HIMYM ŻE NIE WIEM NAWET JAK MAM PISAĆ TERAZ POSTA, SZCZEGÓLNIE TAK PRZYZIEMNEGO!
Ponownie szturchnęłam Salvadora, tym razem trochę mocniej, bo nie chciałam, żeby Minnie przejęła się nieprzyjemnymi uwagami na temat swojego kota. W końcu w pewien sposób był to jej towarzysz życia, a z pewnością przykro było słuchać takich tekstów na temat bliskich osób. Postanowiłam dyplomatycznie nie poruszać już kwestii urody bądź sprawności Brutusa, żeby nie zaogniać sporu między dwójką moich przyjaciół.
- No cóż, skoro nie mam wyboru, to chyba nie musisz nawet pytać mnie o zdanie, hm? Zresztą, nawet bez przymusu chętnie pójdę - odparłam wzruszając ramionami. Uśmiechnęłam się do Minnie, gdy z takim entuzjazmem zareagowała na pomysł kina, chociaż trochę martwiło mnie, czy Brutus nie przypłaci tej nagłej radości porządnym wstrząśnieniem mózgu. - Jasne, że możesz iść z nami - Nawet nie wahałam się z odpowiedzią ani nie próbowałam skonsultować jej z Salvadorem, bo dlaczego miałby mieć coś przeciwko? - Przecież to nie tak, że wybieramy się na jakąś randeczkę tylko we dwoje. Wiesz, od gapienia się sobie w oczy i wzdychania mamy raczej wspólne romantyczne kolacje. Nie żebyśmy często na takie chodzili, ale powiem ci w sekrecie, że marzę o nich codziennie - powiedziawszy to konspiracyjnym szeptem roześmiałam się, wyobrażając sobie siebie oraz Salvadora w eleganckiej restauracji, jak w strojach wieczorowych siedzimy przy stole i wpatrujemy się w siebie jak w obrazki, a potem pogłaskałam go przyjacielskim gestem po ramieniu. - Balth też pewnie może iść, jeśli nie przeszkadza mu, że będzie wyglądał trochę jak jakiś pedofil. I hej, nie patrz tak na mnie, nie jestem jedyną osobą która uważa go za geja! - Rozłożyłam ręce w geście obrony. - Zresztą, sami sobie na to z Diegiem zapracowali - dodałam uzupełniając defensywę i przybrałam minę niewiniątka.
- Trzymam cię za słowo, Mins. A Sally w sumie śmiesznie by wyglądał jako trzydziesto czy czterdziestolatek, nie uważasz?- oceniłam, dokładnie taksując wzrokiem kumpla.

Zobacz profil autora

15 Re: Pokój 004 - Bambie & Skylar on Wto Gru 25, 2012 10:19 pm

avatar
2 KARNE KUTASY
2 KARNE KUTASY
- Jasne. - Uśmiechnąłem się do Minnie widząc jej niesamowity entuzjazm, którego brakowało Sky i uznałem, że może towarzystwo przyjaciółki sprawi, że nie będzie taka naburmuszona. - Balth też. Weź kogo chcesz, ale decyduj szybko żebym mógł zarezerwować wam bilety. - Machnąłem świstkami, które nadal trzymałem w dłoni sprawdzając czy wypisany jest gdzieś repertuar. - yyy... Shrek 20, Pingwiny z Madagaskaru 12 i Toy Story 10. - Gdyby mieli święta w grze w repertuarze pewnie byłby Kevin sam w Bangkoku, a tak to dupa. - Puszczają też dziewiątą część Hobbita, siedemdziesiątego Bonda, Epizody od VII do IX Gwiezdnych Wojen i Kill Bill'a trójkę*. - Wymamrotałem zagłuszony przez wywód Skylar i prawie zgnieciony pod naporem wzroku Minnie. Dante czasem tak na mnie spoglądał, gdy chciał bym przeczytał jego myśli, ale w przypadku nurkowania w myślach mojego brata nie było ryzyka utonięcia w różowej krainie jednorożców śpiących na chmurkach z waty cukrowej i srających tęczą, raczej w zielonej, mazistej brei pełnej pornosów i kleptomańskich łupów. Dlatego wolałem nie ryzykować i nie zaglądać do umysłu panny Reid, nawet pobieżnie.
- Albo w sumie, idźcie same. Chyba nie będę miał czasu.- Powiedziałem rzucając na łóżko Skylar bilety bo Jula tylko truć dupę potrafi i mnie wnerwia i chyba odechciewa mis ie z nią grać.

*To tylko moje mrzonki, nie sądzę, by Tarantino kiedykolwiek zrobił KB3 ;c


/w pisdu/

Zobacz profil autora

16 Re: Pokój 004 - Bambie & Skylar on Sro Gru 26, 2012 7:11 pm

Właściwie Balth na serio wyglądał jak pedofil. Dlatego jak tylko dowiedziałam się o jego przypadłości i zobaczyłam go na własne oczy (no na własne, tyle, że on był na ekranie laptopa) to od razu do głowy przyszedł mi jeden konkretny pomysł, który od razu mu przekazałam, a on się zgodził i niewiele czasu później już łaziliśmy po galerii handlowej udając jakąś laskę i jej sponsora. Ehhehehe. Szczegół, że mi do laski było daleko, a Balth... Cóż, sponsorem to za dobrym nie był bo jak się później okazało nawet za szejka nie miał czym zapłacić. I weź tu gdzieś się wybierz z takim gamoniem. Może właściwie nie powinnam mu wspominać o tym kinie? Jeszcze by siary narobił i rzeczywiście sprosił Diego. A na niego byłam cholernie obrażona! Nie pamiętałam już tylko za co... No ale łatwo nie odpuszczę! Nie powiem im nic o kinie i już! Ale w takim razie już sama nie wiedziałam kto idzie a kto nie. Ludzie potrafią być tacy niezdecydowani. Ja rozumiem gdyby Sally chciał iść tylko ze Sky do kina, a ja się niepotrzebnie wpierdoliłam, ale przecież nie chciał! Inaczej nie mówiłby o tym przy mnie! A może... Hm. Może nie wiedział. W takim razie... OMAMUNIU!
Uśmiechnęłam się szaleńczo od ucha do ucha i spojrzałam na Sky. ZNACZĄCO SPOJRZAŁAM. A moje znaczące spojrzenia zazwyczaj są doszczętnie rozbrajające. Ale co się dziwić kiedy ma się taką mordkę jak moja.
- Sky, ja myślę że... - odezwałam się kiedy Sal dostojnym krokiem opuścił pokój zostawiając za soną dozę niepokoju i niepewności. - Że Sally się na ciebie OBRAZIŁ - poruszałam dziwnie brwiami i mrugnęłam do niej jednym okiem. Jak nic powinna zrozumieć!
Sky próbowała o coś mnie zapytać.
- Ciii, nic nie mów. OBRAZIŁ. Zastanów się nad tym. POWAŻNIE.
Ehehehe, gdybyście tylko wiedzieli jakie obrazu pojawiły się w mojej głowie w tej właśnie chwili. Ile tam było szampana, fanfarów i przedewszystkim białych sukien i garniaków...
Też wyszłam. Oczywiście taszcząc pod pachą Brutusa.

//////////


_________________
Zobacz profil autora http://utsi.forumpolish.com

17 Re: Pokój 004 - Bambie & Skylar on Czw Gru 27, 2012 8:26 pm

Nie ogarnęłam trochę tego co właśnie się stało. W jednej chwili Salvador zachowywał się normalnie, a po tym jak sam nawet nie tyle zaproponował, co wręcz oświadczył, że idziemy jutro do kina, nagle zostawił bilety i poszedł nie wiadomo gdzie. Chciałam powiedzieć mu chociaż na kiedy mniej więcej naprawię mu telefon, ale o tym też zdawał się zapomnieć. Otworzyłam usta i zaraz je zamknęłam, uświadomiwszy sobie, że i tak już mnie nie usłyszy, i posłałam Minnie zdezorientowane spojrzenie w stylu 'ah ta męska logika'. Przeliczyłam się jednak licząc na jej zrozumienie, bo w sekundę później na rozpromienionej twarzyczce Mins pojawiła się dziwna szaleńcza mina. A kiedy na dodatek zaczęła mówić od rzeczy, wystraszyłam się, że może mieć jakiś udar mózgu, ale również nie zdążyłam zapytać czy wszystko z nią w porządku, bo opuściła pomieszczenie. Dobrą chwilę zastanawiałam się o co właściwie w tym wszystkim chodziło, a doszedłszy do wniosku, iż zapewne i tak tego nie zrozumiem pokręciłam tylko głową i rzuciłam się na łóżko, wzdychając ciężko. Australijczycy byli jednak dziwni.

Zobacz profil autora

18 Re: Pokój 004 - Bambie & Skylar on Pon Sty 21, 2013 10:00 pm

Diego postanowił wybrać się do swoich ulubionych koleżaneczek, teraz właściwie to tylko do jednej ulubionej i na ten, powiedzmy wyższy level, ewoluowała Skylar. Tak serio, to nie było żadnych leveli i Diego nigdy, nawet w myślach, nie użył stwierdzenia 'ulubiona koleżanka', przyjaciółka czy cokolwiek równie idiotycznego. Jednak jeżeli by takowe poziomy były to Skylar byłaby wyżej, bo ma większe cycki, jest milsza i w ogóle fajniejsza! Wybaczcie, ale Rezydencja była jedną wielką szkołą i niemożliwym byłoby utrzymanie w tajemnicy sytuacji, która się wydarzyła się na jednej z plaż. Diego nawet nie weryfikował tych plotek, a niech będą, bo pewnie był prawdziwe! Po prostu był kurwa na Bambie obrażony w chuj i bez kija to niech ona lepiej do niego nie podchodzi. No bo kurwa mać, traktuje ją jak swoja siostrę, bo mu rodzice nie zrobili żadnego rodzeństwa, a ta takie rzeczy odpierdala. No już mu się odechciało mieć tą siostrę, nic fajnego szczerzę mówiąc, i tak Cię w chuja zrobi. Wiedząc, że w wspólnym pokoju Bambusa i Skylar tej pierwszej nie będzie to przyszedł w odwiedziny. I nie, nie po to, aby się wygadać lub popłakać komuś w ramię, nie jest taką pizdą jak wam wszystkim się pewnie wydaje.
Wszedł do pokoju, oczywiście bez pukania, bo i po co, jeżeli Skylar byłaby goła to lepiej dla niego oraz widząc ją leżącą, siedzącą czy cokolwiek co mogła robić na łóżku, bez zbędnego powitania i dość szybko, aby nie zdążyła zareagować wlazł na łóżko obok niej i nawet się przytulił. Tylko widzicie, u Diego przytulanie się wyglądało nieco inaczej niż u normalnych ludzi. Mianowicie, zawsze gdy Lightwood się przytulał, i dotyczyło tylko i wyłącznie kobiet, jego głowa znajdowała się na piersiach danej ofiary, którą w tym momencie była Skylar. Niezależnie czy ta ofiara siedziała, stała czy leżała. Ktoś mógłby powiedzieć, że to tak niewygodnie, na co Diego nazwałby go pedałem. Chyba, że tak by stwierdziła kobieta, ale one się nie znają i kompletnie nie potrafią docenić tego co mają - Wiesz Skylar, cycki Ci urosły od naszego ostatniego spotkania - Stwierdził, bo mu się jakoś tak wygodniej leżało.

Zobacz profil autora

19 Re: Pokój 004 - Bambie & Skylar on Sro Sty 23, 2013 4:39 pm

Po pierwsze kocham cię za narrację trzecioosobową, a po drugie strasznie mnie bawi u Diega w profilu 'partner: nie jest gejem', bo w zasadzie to, że chłopak Diegosia nie jest gejem wcale nie musi wykluczać faktu, że on sam też nim nie jest, co musi w sumie czynić jego ewentualny związek bardzo przykrym, skoro chłopak Diega nigdy nie będzie uznawał go za pociągającego z racji płci. Dobra, to tylko takie moje offtopowe rozminy w poście, nieważne, ignoruj mój mózg.
Sky zajmowała się przeglądaniem jakiś mało interesujących stron w internecie w ramach odciągania myśli od trwających właśnie egzaminów. Nie należała co prawda do tych rezydentów, którzy w ostatniej chwili zaczynali panikować, nagle zdając sobie sprawę, że cały poprzedni semestr nie robili praktycznie nic, bo Salvador jako wyjątkowo bystry chłopiec potrafił w jakimś stopniu nakłonić ją do w miarę do systematycznej pracy. Poza tym często spotykali się pod pretekstem wspólnej nauki i chociaż najczęściej większość czasu spędzali na rozmowach i śmianiu się, coś tam jednak z wiedzy teoretycznej im w głowach zostawało. Jak to dobrze, że Skajka ma też innych przyjaciół niż taki właśnie Diego, który pokaz swoich zdolności umysłowych dał już w sekundę po wejściu do pokoju! Znaczy wiesz, ja kocham Diegosia, i Sky pewnie też, ale powiedzmy sobie szczerze, że gdyby trzymała się tylko z nim, wielkiej kariery naukowej raczej by nie zrobiła.
- Za to rozmiary twojego mózgu raczej pozostały bez zmian - westchnęła, posyłając mu pełne politowania spojrzenie, ale właściwie nie wykonała żadnych konkretnych działań w kierunku pozbycia się Diega z okolic swojej klatki piersiowej. Traktowała go trochę jak takiego przyjaciela-geja. - Jak ci idą egzaminy? - zapytała tak w ramach rozpoczęcia rozmowy. W końcu ostatnio nie mówiło się o niczym innym.

Zobacz profil autora

20 Re: Pokój 004 - Bambie & Skylar on Pią Sty 25, 2013 11:55 am

Nie no, Diego ma naprawdę przesrane, jego chłopak go nie kocha. Jezu, ja muszę zacząć się pilnować co pisze gdziekolwiek na tym forum Diegiem, bo przez takie niedopowiedzenia wychodzi później na tego jak o nim gadacie! I ja też gadam, a to wszystko przez jego ryj (a podobno wygląd nie ma znaczenia). Ogólnie mi chodziło o to, że Diego nie jest gejem i już nawet edytowałam ten punkt profilu, żeby nikt potem nie mógł się doczepić, chociaż zaglądam do tych opcji tak rzadko.
Właściwie to Diego trochę żałował, że po przyjściu do Rezydencji nie udawał, że jest gejem, bo dzięki takiej opinii pozyskałby więcej bonusów od swoich koleżanek. Oczywiście, nie miałby przez to żadnych kolegów i musiałby całe życie uciekać do innych homoseksualistów z Rezydencji i miasta, ale czego się nie robi dla kobiet. Te wszystkie wyrzeczenia byłyby warte plusów jakie by dostał w zamian. Jednak opcja przeminęła mu przed nosem już dawno i mógł sobie tylko pluć w brodę, że za dzieciaka nie był taki inteligentny. Wiem, pewnie nikt się nie zgodzi, że ten pomysł jest genialny, ale on uważał inaczej. Diegos chciał dodać jeszcze na temat cycków Skylar, że oddałby za nie cały swój mózg, a przynajmniej to co miał, bo coś mieć musiał, ale doszedł do wniosku, że nie miało to najmniejszego sensu, bo jako warzywo nie wiele mógłby zdziałać. Dlatego uśmiechnął się do niej, a ten jego głupi, szeroki uśmiech zawsze utrwalał ludzi w przekonaniu, że mają do czynienia z debilem.
- Nawet nie jest źle, nie zaliczyłem tylko trzech przedmiotów! - Odpowiedział, całkiem rozradowany, chociaż przecież nie było się z czego cieszyć. Był pewny, że gdy tylko przyjdzie tydzień poprawek zaliczy wszystkie, nawet bez uczenia. Szczerze mówiąc, czasem zastanawiał się czy miałby mniej problemów, gdyby po prostu zaczął chodzić na takie nudne przedmioty jak fizyka i gdy już nawet chciał choć przez tydzień być przykładnym uczniem to nagle ktoś wpadał na genialny pomysł picia w ciągu tygodnia i wszystko szło się jebać. Te jego oceny to w ogóle nie była jego winna, tylko innych! - W tym z BHP dostałem 2 kompletnie niesprawiedliwie, bo przy egzaminie przez przypadek podpaliłem Balthazara - Właściwie to sam się pchał patrzeć i dostał rykoszetem! Nic mu się nie stało, ale przez Lightwood musi poprawiać. Chuj, nie przyjaciel, kurwa. W międzyczasie chłopak sięgnął do kieszeni po telefon, który zaczął wibrować i zaczął odpisywać Bambusowi na smsy, chociaż byłą ostatnią osobą, z którą chciałby teraz gadać. Jeszcze się próbuję wykręcać i zrobić z niego debila, no zajebiście. Ale on na pewno nie da się tak szybko przeprosić, nie ma szans - A ty, Sky, same piąteczki, kujonie? - Spytał i wygiął jeszcze główkę, żeby zajrzeć co tam ciekawego dziewczyna robi przy komputerze. Może czegoś ciekawego się o niej dowie, kto wie czy nie ogląda jakiegoś porno albo siedzi na jakiś forach dla nastolatek i pisze o swoich niespełnionych miłościach. Zastanawiam się, czemu mi wychodzą Diegiem takiej długie posty, pewnie dlatego, że to zwykły spam bez ładu, składu, gdzie zasady interpunkcji i ortografii nie obowiązują.

Zobacz profil autora

Sponsored content

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 1 z 1]

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach